Żyjemy w czasach, w których wiele aspektów rzeczywistości poddaje się suchej kalkulacji. Znajomości, przyjaźnie, zwłaszcza te w środowisku pracy, ale tej niezdrowej tendencji zaczyna też podlegać rodzicielstwo. Dziś spis najbardziej absurdalnych i jak sadzę, w efekcie końcowym rozczarowujących powodów, dla których ludzie decydują się na dzieci.

Bo koleżanka ma

Jest jedynak, do którego co prawda brakuje chęci, cierpliwości, jego towarzystwo drażni, ale nie można w porównaniu z koleżanką wypaść gorzej, a ona ma parkę. Więc siup, trzeba jak najszybciej dorobić małą królewnę i brylować na salonach swoimi osobistymi sukcesami, w tym konkretnym przypadku – reprodukcyjnym. BTW, rozumiem pragnienie urodzenia dziewczynki, gdy Bóg obdarzył chłopcami, rodzicami mogą tu kierować jak najbardziej zdrowe pobudki i tych nie oceniam.

Bo chcę mieć pretekst do kupowania tych słodkich ubranek i akcesoriów

Żyjemy w kulturze, która nie dopuszcza żadnej negatywnej emocji związanej z rodzicielstwem. Mamy są uśmiechnięte, dzieci taplają się w czeluściach różu, jeśli dasz się skusić na obietnicę wiecznego eldorado, możesz pomyśleć, że to z Tobą jest coś nie tak. Nie martw się, po prostu nie wiedziałaś jak to będzie, a inni ściemniają, że lekko, łatwo i konsumpcyjnie. No, niestety nie.

Bo partner, rodzina, społeczeństwo naciska

A kiedy następne? Nie pora na małego chłopczyka? Jedynak będzie społecznie upośledzony, robicie mu krzywdę (jak ma się parkę, zawsze można słyszeć: kiedy trzecie, choć osoba zadająca pytanie, nie postarała się jeszcze o ani jedno). Co wtedy robić? Po prostu, powiedzieć – nie Twój interes. I czuć się dobrze z własnymi wyborami. No chyba, że naprawdę tego chcesz, ale Ty, nie oni.

Bo chcę uciec w urlop przed nudnym projektem

Nie wierzycie, że tak jest? Znam kilka przypadków. Wydaje mi się, że to trochę bezsensowna motywacja, bo projekt minie, obowiązki zostaną. A przecież z pracą ślubu się nie brało. Chyba łatwiej poszukać innego zajęcia, niż sprostać czoła rodzicielstwu – stanowiącego największe wyzwanie spośród innych zadań do spełnienia, w tym zawodowych.

Bo ktoś mnie wreszcie pokocha i będzie tylko mój

Błąd, to nie Twoje potrzeby będą na tapecie, ale tego małego człowieka. Owszem, czeka Was wiele wspaniałych, wzruszających chwil, ale czeka też spory wysiłek w poprowadzeniu obywatela do dorosłości. I częściej to Twoje plany dadzą w łeb, niż faktycznie zaczerpniesz z tego niekończącego się źródła miłości. Moja rada – pokochaj siebie, rozwiąż wszystkie wewnętrzne dylematy, a dopiero wtedy będziesz gotowa na wyzwanie rodzicielstwa.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments