Kucharka puszczająca dymka i wystawiająca buzię do słońca przez uchylone okno placówki państwowej, ekspedientka w spożywczaku racząca koleżankę soczystymi opowieściami z osobistych zawirowań, a klientów zbywająca przerwą techniczną, o facetach nie wspomnę. Nikt nie daje z siebie 200 % normy!

Jedynym znanym mi gatunkiem, dającym sobie codzienny wycisk i jednocześnie zarzucającym sobie, że robi niewiele, lub że przecież te czynności nie mają znaczenia, są mamy małych dzieci.

Rok szkolny się zaczął, nawet zasiadając w bikini na balkonie, nie da się ukryć, że chłodniejszy wieje wiatr, uczniowie na galowo zapełnili autobusy, a młodsi zdobywają się na szczyt dobrej organizacji, dzielnie maszerując do placówek oświatowych, z których gdzieniegdzie słychać popłakiwanie przeplatane entuzjazmem dzieci, które rwały się do odmiany od domowych pieleszy.

Klienci jak zwykle rozumieją, że jestem obłożona pracą, ale i tak chcą mieć wszystko na wczoraj. Odpowiadam spokojnie, że jestem z tych, co nie robią szybko, tanio i gównianie (oczywiście nie tak wprost). Czy jeśli ktoś chce mieć gotowy tekst na już, nie mógł wcześniej poszukać copywritera? Chyba to domena czasów, a nie każdy lubi i potrafi pracować pod presją.

Czy da się ocalić slow life w tym szaleństwie? Wyciskając je podczas porannego spaceru do placówki, podczas przerwy na kawę, podczas decyzji, że wystarczy zajrzeć do skrzynki dwa razy dziennie i nie nakręcać się, że właśnie jakiś klient oczekiwał wykonania zlecenia, czas minął, czar prysł.

Dokręcona śruba zabija kreatywność, bez kreatywności nie może istnieć dobre pisanie, zen to inwestycja w siebie i jakość własnej pracy, efektywność i satysfakcja.

Ponad wszystko, w oderwaniu od powinności rodzinnych i zawodowych, istnieję jeszcze ja i chcę przeżyć każdy dzień znacząco, uważnie, z zadumą i refleksją, a nie tak jakbym chciała go pospiesznie odhaczyć w kalendarzu.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments