Jest sobota, dzień warsztatów rozwojowych. Sobota pod hasłem: po dzieciach istnieje życie. Jedyny taki, gdy codzienna rutyna nie jest podporządkowana tysiącom spraw nie dotyczących mnie. Daleko do poniedziałku, więc można odpuścić szczegółowe planowanie. Zjeść w biegu, byle co. Przez chwilę mam poczucie winy, gdy nie szykując śniadań, nie rozwożąc nikogo do szkoły, nie sprzątając, ani nie gotując obiadu, tak po prostu wychodzę.

A potem się reflektuję, na co dzień tak wygląda rzeczywistość przeciętnego mężczyzny w tym kraju – wstaje, wychodzi, zajmuje się sobą, a kobieta łączy pracę z wychowaniem, albo z pracy rezygnuje.

Jeśli słyszysz argument – ktoś musi zarobić na ten dom, gdy potrzebujesz wsparcia w organizowaniu codzienności, odpowiedz – chcę być tą osobą.

Na obiad zjem kupne naleśniki, herbatę wypiję ze słoika, bo w domu sączyć jej nie zdążę. Wolę zrobić to w samochodzie na parkingu, przed warsztatami. W ciszy i samotności.

Nikogo nie krzywdzę, kiedy mam się dobrze. Kiedy mam się źle, krzywdzę nie tylko siebie, ale wszystkich naokoło. Swoim zniecierpliwieniem, frustracją, niespełnieniem, zmęczeniem.

Na warsztatach dowiaduję się, że zmiany w życiu najlepiej zacząć od małych kroków. Niech moim będzie jeden dzień w tygodniu spędzony na budowaniu siebie. Kto wie, może mi się spodoba, wejdzie to w nawyk, rozprzestrzeni się w grafiku? Sęk w tym, żeby zacząć od kroku, który nie przeraża, który jest tak mały, że patrząc z boku – nieistotny. Od niego wszystko się zaczyna.

Zmiana zaczyna się od zaakceptowania  tego, z czym jesteśmy. Dopóki tkwimy w zaprzeczeniu, albo co gorsza kompensacji, ścieżka do rozwoju jest zamknięta na cztery spusty.

„Kiedy stosujesz mechanizm kompensacji, zachowujesz się tak, jakby prawdą o tobie było przeciwieństwo twoich problemów. Dzięki temu możesz pokazać innym, że jesteś w porządku, że masz kontrolę nad sytuacją i że w ogóle się nie boisz.” A. Arntz. G. Jaboc

Stąd wiele podkoloryzowanych historii sukcesu, które po przyjrzeniu im się z bliska, zawierają mnóstwo nieścisłości. Stąd wiele idealnych (przed innymi) matek, które w samotności przeżywają frustracje, wstyd, poczucie nieadekwatności, ale nic z tym nie zrobią, poza dobrą miną do złej gry.

Hamulcem zmian może być zbyt wygórowany cel. Zafiksować można się już na śniadaniu. Błądzimy, dumamy, a czas mija. Poczucie porażki i niespełnienia standardów, lenistwa i niedostatecznej ambicji na dzień dobry osłabia. Nie ma nic złego w prostych, szybkich i wystarczająco dobrych rozwiązaniach. W odpuszczaniu, odpoczynku, zbieraniu sił, wtedy pojawia się przestrzeń do refleksji, czy jestem na swoim miejscu? Jeśli nie, mogę to skorygować.

Gdy masz już wytyczony cel, ale brakuje ci energii, czasu lub środków, chęci i determinacja nie wystarczą. Dlatego przed zmianą zadbaj o siebie szczególnie. Przygotuj się finansowo, rozłóż proporcjonalnie siły, nie przesadź z wymaganiami.

Bądź świadoma, że każda zmiana ma swoje koszty. Często, gdy machina idzie w ruch, chowamy się jak ślimak do skorupy, bo przeraża nas konieczność zrobienia czegoś inaczej niż zwykle, opuszczenia bezpiecznej przystani, podjęcia ryzyka. Nie musisz rzucać się na głęboką wodę, bo nagłe i za duże zmiany blokują kreatywne myślenie, zatykają jak haust mroźnego powietrza, pobudzają tchórzostwo, które pcha nas w ramiona starego.

Małe kroki mają ogromną moc, bo nie destabilizują, ale pozwalają cichaczem, niepozornie wypracować nawyki, zarobić pieniądze niezbędne do inwestycji w siebie, pokazać innym, że jesteś ważna i że nie odpuścisz. A jeśli im twój pomysł się nie podoba, pamiętaj, że to, co inni mówią i myślą, to ich sprawa. Niech zapleczem będą zmiany, których już dokonałaś, doceń siebie. Ja długo nie doceniałam – otworzyłam firmę? Widocznie to nie takie trudne, przeszłam na wysoki ZUS? Już wypatruję kokosów, trudno dać sobie prawo do kroku w tył, do etapu przejściowego, do bycia słabą lub przeciętną. Problem w tym, że zawsze można się tak czuć, nawet z milionem na koncie.

„Stopniowe zwiększanie progu trudności sytuacji, z którą się mierzysz, sprawia, że to co na początku wydaje się za trudne, staje się o wiele łatwiejsze, gdy przychodzi czas, aby się z tym skonfrontować. Podobnie kiedy patrzysz na szczyt góry, stojąc u jej stóp, możesz myśleć: „Nie dam rady tam wejść!” Gdy tylko jednak zaczynasz się wspinać, szczyt się przybliża i staje się coraz bardziej osiągalny.” T.K. Lichner

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments