Siedzę odświeżona, umalowana przed laptopem i odliczam minuty do ważnego wywiadu. Kwadrans przed godziną zero wpada wiadomość, że musimy przełożyć video rozmowę na przyszły tydzień. I po co mi był ten makijaż? Może po to, by mąż po powrocie z pracy przyglądał mi się dłużej i namiętniej?

Wszystko co robimy, energia, którą wydatkujemy, zostanie spożytkowana, czasem nie w ten sposób, na który liczyłyśmy, ale mając swój pozytywny wydźwięk w zupełnie innej sferze.

Codziennych wyborów jest tyle, że zawsze można sobie wytknąć – a mogłam inaczej. Z jakichś powodów wybrałam, jak wybrałam, zrobiłam, co zrobiłam i jedyne co mi pozostało, to iść za ciosem lub wyciągnąć wnioski na przyszłość, zamiast biczować się i unicestwiać w otchłani wątpliwości. Zamiast żałować, powiedz sobie – to było po to, bym zrozumiała, że nie warto lub, by mogło stać się łącznikiem z czymś większym, niezapowiedzianym.

Jeśli się nie boję, jeśli nie czuję dreszczyku emocji, to dla mnie znak, że pora wykonać ruch. Pokonać swoje ograniczenia, przełamać się w jakiejś sferze, odważyć, ale nie tylko w myślach, przede wszystkim w działaniu, bo coś bezpowrotnie umyka. „Życie idzie do przodu, nawet jeśli ty stoisz w miejscu.” Ania Witowska

Lęk, który towarzyszy nowym wyzwaniom warto wykorzystać jako motywację, by się przygotować. Rozłożyć wyzwanie na czynniki pierwsze i realizować plan krok po kroku, minuta po minucie, a potem ani się obejrzę, a osiągnę swój cel.

Nawet jeśli pierwsza próba spełznie na niczym, nawet jeśli dopiero za trzecim razem dopnę swego. Tak było, gdy znalazłam świetny artykuł w sieci, a pod nim bibliografię. Wiedziałam, że muszę mieć tę książkę i napisałam do wydawnictwa z pytaniem, czy mają egzemplarz recenzyjny. Cisza. Nowości wydawniczej nie było w bibliotekach, przemierzyłam pół miasta, by w największej księgarni dowiedzieć się, że towar leży w magazynie nierozpakowany, ale na Nowym Świecie mają jeden egzemplarz.

Więc z buta się tam udaję, wiem, że czekał na mnie, siadam przy stoliku dla moli książkowych, wertuję, robię notatki jak studentka. Wracam z materiałem i tworzę post.

Największym błędem osób, którym nic nie wychodzi, jest to, że nawet nie próbują. Jeśli nic nie zmienisz, nic się nie zmieni – to takie proste. Dlatego stawiaj sobie cele. Dla mnie w ostatnich dniach było to trzymanie w rękach nowości wydawniczej i przeprowadzenie wywiadu z pisarką mieszkającą w słonecznej Kalifornii, która akurat dziś złapała przeziębienie i umówiłyśmy się na przyszły tydzień. Nie mam wpływu na wiele rzeczy, ale na to, czy zniechęcę się po pierwszym podejściu – mam.

Czasami na efekt pracuje się dłużej i w pocie czoła, ale z każdym sukcesem wiara w siebie szybuje w górę, a to co kiedyś wydawało się osobistym Mount Everest, jest polaną, z której patrzymy na ubiegłe miesiące, pozwalając by wiatr smagał policzki w poczuciu pewności i satysfakcji.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments