niedoskonała mama

niedoskonała mama

niereformowalna
felieton

Niereformowalna

Jestem niereformowalna. Moja pracowita sąsiadka, która myje okna kilka razy w roku, wypełnia dom zapachem dwudaniowego obiadu, zawsze ma nienaganny manicure i ogarnia na czas odrosty, wpada do mnie rano, gdy w wymiętym t-shircie ledwo przecieram oczy po zarwanej pisaniem nocce.

W mieszkaniu jest pierdolnik, wstydzę się, jakby ktoś przyłapał mnie na gorącym uczynku, zdradza to moja mina, więc ona pyta – jest tu twój mąż, czy jak? Przyłapała mnie, przyznaję, na byciu chaotyczną, niezorganizowaną i niezaangażowaną w sprawy domu. Mogę sobie na to pozwolić, bo on jest w delegacji.

Zdradzam rolę i powinności kobiety idealnej ze swoją pracą. Bywają gorsze grzechy. Czuję się dziwnie, bo robię coś dla siebie. To szczęście, chyba. „O nie, w ogóle nie czuję się winna”, no może odrobinkę.

Zamiast pisać za kasę, piszę na blog, jak sprzedam reklamę, wyjdzie na jedno, ale pracuję w ostatniej kolejności dla pieniędzy. Na pierwszym miejscu jest silna potrzeba spożytkowania potencjału, może już nałóg?

Nikomu nie pozwolę pozbawić się tej cząstki siebie, która uczyniła moje życie spełnionym. Jestem pyskata, bezczelna i niereformowalna, uciekam przed nudą, przed utartymi ścieżkami, porywam się na coś większego, niż bezpieczne klepanie tekstów w kąciku. Chcę więcej i więcej, nabrałam rozpędu. Energia, która kumulowała się przyczajona przez wszystkie lata, gdy działałam pod dyktando kobiecej presji, uwolniła się z impetem.

Już nie marzę o tym, że kiedyś wydam książkę, piszę, bo dziś nie trzeba błagać wydawnictwa o atencję, dziś można wrzucić e-book w pdfie do Internetu i też się jest pisarką. Nawet ten blog mógłby być książką autobiograficzną, nie ma żadnych powodów, by nie porywać się na rzeczy duże, tylko one dają prawdziwą satysfakcję, a nierzadko prawdziwe pieniądze.

Marta Szyszko

Comments

comments