niedoskonała mama

niedoskonała mama

(bez)interesowna miłość
felieton

(Nie)bezinteresowna miłość… Po drugiej stronie lustra – kiedy pojawia się dziecko…

Zrozumiałam, że momenty są ulotne – chwile siadają na moim ramieniu, by zaraz poszybować. Są jak popiół, który unosi się żarem z ogniska. I spala się, i gaśnie, i niknie – parafrazując Słowackiego. Momenty – oto prawdziwy skarb Azteków, piratów czy kogokolwiek bądź, oto święty Graal, oto źródło młodości, oto cel sam w sobie, za którym gonimy, nie doceniając, gdy przez chwilę jest w naszym posiadaniu. Każdy mijający moment jest wybawieniem, bo moja córka jest o ten moment doroślejsza i jej niemowlęctwo kiedyś wreszcie odejdzie w niepamięć.

Doczekać się już nie mogę aż będzie większa i bardziej rozgarnięta. Lecz zaczęłam dostrzegam i drugą stronę medalu rodzicielskiego męczeństwa – to czysta radość, miłość tak krystaliczna, że obezwładniająca. I kiedy tak spojrzeć na tę drugą stronę – żal mi każdego momentu. Zaczęłam mieć poczucie, że bezpowrotnie coś tracę; że te chwile są bezcenne i właśnie wymykają mi się z rąk. Zrozumiałam, że tak będzie już całe życie – nie jestem pewna czy mnie to smuci, czy tylko wprawia w nastrój iście sentymentalny.

Po ciężkich pierwszych tygodniach, przyszedł też moment, w którego pojawienie zaczęłam nawet powątpiewać – oszalałam na punkcie mojej córki! Oszalałam do cna, jak wariatka. Uwielbiam tego małego człowieka. Oddałabym życie za tę dziewczynkę. Zrozumiałam, jak bardzo interesowne – wbrew deklaracjom – są nasze uczucia. Pokochałam moje dziecko tak bardzo dopiero, kiedy zaczęło okazywać mi swoje zainteresowanie; dopiero, gdy komunikuje się ze mną.

(bez)interesowna miłość

Bałam się w pierwszych tygodniach życia Lady D., że nie będę dobrą matką, bo nie rozmawiam ze swoim dzieckiem. Tyle czytałam, że z noworodkiem trzeba rozmawiać, że dobrze opowiadać takiemu maluszkowi o tym, że ptaszek siedzi na oknie, że podnosimy nóżki i zdejmujemy pieluszkę, że zaraz będzie mleczko… A ja nic – łapałam się na tym, ze całe dnie milczę i wcale nie chce mi się ćwierkać do mojego noworodka.

Lecz ostatnio… Na chwilę tylko pochyliłam się nad moją córeńką, a kiedy spojrzałam na zegarek, okazało się, że ponad godzinę spędziłam, rozmawiając z nią. Patrzyłyśmy sobie w oczy, śmiałyśmy się głośno i rozmawiałyśmy. Jak ona „gggghh”, to ja „gggghh”, jak ona „iiaaa”, to ja „iiaaa”. I tak w kółko, bez wytchnienia. Nie wiem której z nas ta zabawa więcej dostarczyła radości!

Poza tym, moja maleńka dziewczynka faworyzuje mnie i – przyznać muszę pysznie nieco – tym właśnie zaskarbiła sobie moją miłość najbardziej. Kiedy jest na rękach u babci, wodzi za mną wzrokiem. To przy mnie najszybciej się uspokaja, najgłośniej śmieje, najintensywniej dyskutuje. Moja córeczka wybrała mnie spośród innych. Ona jeszcze nie rozumie, że jestem mamą, ale czuje, że jestem najbliższa. Takie to piękne i łechcące moje ego. Wreszcie mogę powiedzieć szczerze (a nawet chciałabym wykrzyczeć głośno) – jestem mamą!

Tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments