Wiosna to zmęczenie rokiem szkolnym, zapalenie oskrzeli od pyłków, domowe sposoby na wirusy i trzymanie kciuków, by posłać wreszcie dziecko do szkoły.

Ledwo zasiadam z kawą przed laptopem, napawając się ciszą, telefon ze szkoły. Dziecko ma wysypkę i może zarażać. Zamykam laptopa, krzyczę na męża: Przez wasze choroby nie mogę w spokoju pracować! On umawia pediatrę.

Stoję w korku, obserwując, jak gorące powietrze unosi się nad asfaltem, który zmieszany z obłokiem spalin, rozmazuje się i porusza. Zupełnie jak na amerykańskich filmach, gdzie laski w szortach siedzą przy drodze, popijając napoje gazowane i chłodzą butelkami wilgotne ciała. Moje też jest wilgotne, bynajmniej nie od opalania. Strużka potu spływa mi po karku. Powinnam korzystać ze słońca, zamiast tego śmigam.

Kątem oka obserwuję na smartfonie, jak wybijają kolejne minuty. Teraz do pediatry zdążę tylko odrzutowcem. Bezsilność i fala czerwonych świateł. Czemu tu jest tyle samochodów? Myśl o czymś przyjemnym, martwienie się nie sprawi, że będzie szybciej… Mimo wszystko mam nerwa i nie próbuję z nim walczyć, przynajmniej biegnąc do gabinetu, mam mnóstwo energii. Adrenalina, kortyzol.

To codzienność generuje największy stres. Stres, który powoduje tęsknotę za prostymi czynnościami (jak rozgryzanie czereśni na trawie) i giga poczucie winy, że dzieci za dużo gapią się w ekrany.

Po przejechaniu miasta wzdłuż i wszerz, kilku godzinach wyjętych z życia i 10-minutowym spóźnieniu do gabinetu, dowiaduję się, że niebezpieczna wysypka, o którą było tyle szumu, to reakcja na słońce.

Nastrój lata i obowiązki roku szkolnego to nie jest dobra mieszanka. Potrzebuję odpocząć. Na zmęczenie nieodpoczywalne nie pomaga weekend na wsi, ani siedzenie na kocu na trawie. Na to pomaga tylko wyjazd. Ale na ten trzeba jeszcze poczekać. Tymczasem popatrzę sobie na cudze zdjęcia z Mielna na Instagramie.

Słyszę krzyki dzieci, odbierając córkę ze szkoły i momentalnie przenoszę się nad wodę, gdy sama byłam dzieckiem. Pachnie żywicą i wysuszonym igliwiem. Chcę tej beztroski, tego luzu, tego braku bodźców i prostych przyjemności, lodów śmietankowych kapiących na opaloną rękę i zlizywanych z wafelka od dołu.

Wnioski? Nie rób tego, co z góry skazane jest na porażkę. Na przykład nie próbuj w godzinach szczytu pokonać miasta w kwadrans. Zostaw margines.

„Jeśli nasze cele przekraczają nasze zasoby, to albo się poddamy, albo poniesiemy porażkę. Do niezbędnych zasobów można zaliczyć umiejętności, czas, pieniądze i zdrowie.” R Harris

Po co robić sałatkę ziemniaczaną w za małej misce, z której po dodaniu kilku składników wszystko się wysypuje. Weź największy garnek, jaki masz w domu, nie musisz go zapełnić. Zostaw sobie zapas, dziewczyno. W życiu nie trzeba się spinać.

Kobiety kiedyś spieszyły się nie bez powodu-na szybko odgrzewały obiad, wkurzone, że po pracy nie mogą zająć się sobą, ale muszą najpierw myśleć o rodzinie. Odmawiały dziecku kolejnej zachcianki, bo budżet jej nie pomieścił. I były z tym pogodzone, nie żyły w poczuciu winy, żyły, jak wiele innych podobnych im mam. Brakowało im czasu na zabawę, co nadrabiały na urlopie, dawały dzieciom obowiązki, dzięki którym dom funkcjonował, posyłały im surowe spojrzenie, gdy miały wszystkiego dość. A teraz wmawia się nam, że możemy mieć wszystko, być dla wszystkich i to jeszcze z uśmiechem na twarzy. Że kiedy odpuszczamy, to odstajemy, to sobie nie radzimy i nawalamy. Ja jednak myślę, że nadal jesteśmy tylko ludźmi. I warto znać swoje limity.

Trzeba myśleć racjonalnie. Co z tego, że ktoś pracuje na etacie, potem wymyśla aktywne zabawy z dzieckiem, brudząc przy tym cały dom? I nawet nie w tym rzecz, ile z tego, co deklaruje, jest prawdą. Grunt, żebyś akceptowała to, na ile cię stać. Jeśli szczytem twoich możliwości jest wspólna przejażdżka rowerem po loda, gdy zelżeje upal, nie wymagaj od siebie cudów. Miej odwagę być zwykła, dziewczyno. Lepiej zrobić na szybko zupę w zgodzie z sobą i postawić o 14.00 na stole, niż w myślach podać obiad z dwóch dań i domowym ciastem, a w praktyce o 16.00 wyrzucać sobie, jaką beznadziejną matką jesteś, bo zdobyłaś się tylko na kanapki z rzodkiewką i nawet to dało ci po tyłku.

DSC_0214

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments