Obrączka na palcu, czerwień na paznokciu, tapeta na piegach nie stanowią o mojej wartości. Denerwuje mnie gadanie, że to niegodne wisieć na mężu, że przejawianie ciepła, czułości i gotowanie rosołu jest dla mało ambitnych.

To kariera jest dla zakompleksionych, to wielogodzinne zabiegi upiększające, które zbliżają nas do niedoścignionego ideału, świadczą o problemie z samoakceptacją. Napatrzymy się w kolorowych pisemkach, na blogach modowych i żal założyć jeansy, t-shirt i wyjść do warzywniaka po składniki na rosół.

Jesteśmy hop do przodu, wiecznie zabiegane, odrzucamy teraźniejszość, dążąc do wyników, ale nigdy nie odczuwając spokoju, ani pełni.

Uciekamy.

Może przed prozą życia, może od braku perspektyw, może od tego upupienia w pieluchach i rosole.

Dziś wiem, że nie ma nic złego w odstawaniu od naburmuszonego ideału. Nawet w praniu pieluch tetrowych może być muzyka, o ile robimy to w zgodzie z sobą, o ile mamy z czego dawać i nie złościmy się po kątach – na siebie, świat, faceta, macierzyństwo, kobiecość.

Nie twierdzę, że to jest łatwe.

Panuje jednak niesprawiedliwy i przekłamany wizerunek macierzyństwa – jeśli z kubkiem latte na mieście – to godnego podziwu i naśladowania, jeśli rodzinny, wyzuty z ambicji i własnych pieniędzy – godny pogardy i wtłoczenia do lamusa.

A jaki jest Twój model, z czym Ty się czujesz dobrze? Wolisz budować wspomnienia zapachu ciasta i klusek w rosole rozpływających się w ustach, a może pokazywać dzieciom siebie w wielu rolach – mamy starającej się na miarę sił, nie rezygnującej z rozwoju zawodowego, zmęczonej, ale pozytywnie nakręconej?

Żadne z tych rozwiązań nie jest idealne, czas nie jest z gumy. Jedno jest pewne – mija nie wiadomo kiedy, więc warto iść za głosem serca, nie za presją stylizowanego życia, któremu daleko od obiektywizmu, a niejednokrotnie do szczęścia.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

Niedoskonała Mama

  • Urszula Jaworska

    Mądrze napisane! Zgadzam się w 100%

    • dziękuję, choć widzę na FB, że nadepnęłam niektórym na odcisk tym tekstem, cóż ;)

  • Piękne. Mój model to dzikość ;) Którą mam w sercu odkąd pamiętam i którą staram się pielęgnować, choć to nie takie proste w napompowanym świecie. Ja lubię ciepło domowego kąta, robienie konfitur, domowej nalewki, czytanie książek w wymiętym dresie. Łażenie po lesie i bycie jak najbliżej przyrody. Od czasu do czasu lubię też pomalować usta na czerwono, zrobić sobie super makijaż i wskoczyć w ładny ciuch. Jednak zdecydowanie najbardziej cenię to co „pomiędzy”. Dzienność-codzienność, ulotność chwil i splątane scenariusze, jakie niesie nam życie. Za to bardzo nie lubię obrazu kobiety, który wyrasta z biznesowego świata – niezłomnej heroiny na czerwonych szpilkach, której nie po drodze w dresie do osiedlowego warzywniaka.

  • Ależ piękny tekst! Podpisuję się rękami i nogami. Sięgnęłaś w nim moim zdaniem do klucza – do życia W ZGODZIE ZE SOBĄ, swoimi wartościami i, na Boga, swoimi potrzebami! To jest jedna ze składowych cechy, która nazywa się „dojrzałość”…

    • jakoś tak koło 30stki dotarłam do siebie ;)

      • Ja docieram, docieram, docieram… ;-) Chyba już bliżej niż dalej ;-) Na etapie 30+ robi się zdecydowanie fajnie :-)