Na początku był entuzjazm, bo wreszcie z samotnych, nudnych jak flaki z olejem osiedlowych alejek, wzniosło się na level up – piaskownic, huśtawek, słowem zamkniętej przestrzeni, na której uświadczyć można towarzystwa mam, niań, babć oraz ojców.

Mnie się nikt nie czepiał, dzieci bawiły się spokojnie przez te lata, nie wadziły nikomu, a z nudów można było podsłuchać jak się żrą – o porzuconą kupę w krzakach, o łopatkę, której nie wolno wyrywać, o furtkę, którą bezczelnie zostawiono otwartą.

Przemoc i agresja nie potrzebuje realnych powodów, a pretekst zawsze się znajdzie. Nie liczcie na wspaniałomyślność atakowanej, jej w to graj, że może wykrzyczeć, postawić na swoim i doprowadzić do sytuacji, w której jej prawda pływa na wierzchu. Trochę krzyków, najczęściej ta, na którą naskoczyła reszta, opuszcza placyk, bynajmniej nie ze zwieszoną głową, ale błyskiem w oku – ja tu jeszcze wrócę i ściągnę posiłki, jeszcze pokażę tej rozwydrzonej Hani i jej pożal się mamusi!

Tam poznałam kilka świetnych dziewczyn, to nad piaskownicą zakiełkował pomysł klubiku mam, który pozwolił mi nie zwariować z dziećmi rok po roku i czuć się kimś. Tam się plotkowało, obserwowało, komentowało zasadność szczepień i żywo dyskutowało o lekarzach przez duże L oraz konowałach. Nie było takiej sprawy, która matkę by przerosła, jeśli mogła czuć bliskość osiedlowej grupy wsparcia.

Dźwigać podobne rozterki po prostu jakoś lżej. Oczywiście dopóki nie trafi się na mamę POSH, która wymienia te wszystkie podróże zagraniczne w terminie od czerwca do września, a Ty gdzie byłaś? Polskie morze? Słabo, phi, nie godnaś tej rozmowy, ostentacyjnie wyjmę książkę i poczekam na laski z wyższych sfer.

Podobnie jak moje dzieci z wózków, wyrosłam już z placyków. Może dlatego, że tam tematy nie wykraczają poza wąsko rozumiany parenting? Nie dyskutuje się o premierach filmowych, sushi restauracji w okolicy, wydarzeniach ze świata. Jest temat wysypek, przepisików, alergii, glucików, generalnie wieje nudą.

Zatem odstawiam młodą do przedszkola, z juniorem zahaczam o kawiarnię /taką bez matek, ale z kącikiem dla dzieci/. On się bawi, ja korzystam z wi – fi i spokojnej kawy o poranku, trochę popracuję, zbieram pomysły, ruszam do obowiązków, a placykom mówię nie. Synku, Córciu, nie katujcie matki placem zabaw, PLIS!

Niedoskonała Mama

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments