Znasz to uczucie, gdy wszystko samo ze sobą dogadałaś, a tu nagle… wirusówka. Nie u dzieciaków, dla odmiany u ciebie. Mamy nie biorą zwolnienia, ale przedsiębiorcze mamy nie są niezniszczalne.

Ja nie choruję, bo nie mam na to czasu. Od kilku dobrych lat nie pamiętam sytuacji, bym rozłożona na łopatki leżała pod kołderką, tuliła głowę do poduszki i miała idealne usprawiedliwienie, dlaczego nie pracuję, nie gotuję i nie sprzątam. Aż do wczoraj.

– Co się dzieje, nie pamiętam, żebyś chorowała?

Zmartwił się on, przytulił, zaparzył herbatę i włączył serial na Netflixie. Córka przyniosła maskotkę do tulenia, a syn otoczył zimną, w porównaniu z moją, rączką wokół szyi i spoglądał z troską.

Jedyne zmęczenie jakie znałam wcześniej, to nieprzespane noce, psychiczne znużenie codzienną rutyną i obowiązkami, ale nie zawodowe.

Ostatnio dałam sobie popalić – praca od poniedziałku do soboty, czasami kończyłam o 20.00 (bo w ciągu dnia wpadałam w wir obiadków, odbierania z placówek, rozmów), niczego nie chciałam zaniedbać.

Zaniedbałam siebie. Walczyłam jak lwica o swoją firmę i widzę już światełko w tunelu. Długo tak nie pociągniesz – powiedział on.

To nauczyło mnie prosić o pomoc, wymagać.

Zrobiłam dyżury na domowe obowiązki. Takie, jak ustala między rodzeństwem, twardą ręką ojciec. Dobroduszność wobec innych ustąpiła zdrowemu rozsądkowi.

Może nie dorównuję zarobkom mojemu mężowi (wysoko ustawił poprzeczkę), ale poświęcam pracy nie mniej energii. A jej zasoby nie są niewyczerpane.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments