niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

Nie jest dobrze

Nie jest dobrze. Zapewne znacie TE momenty, w których przelewa się czara goryczy i macie poczucie – nie mogę tak dalej, dość, poddaję się, uciekam!

A jeśli już dłużej nie chcę tłamsić swojego jestestwa dla wpędzenia w ruch machiny ról i społecznych wytycznych?
Gorset dociskany co dzień, dusi, rodzi frustrację, złość i automatycznie spowleka poczuciem winy. Kobiety nie przypadkiem zostają matkami, tylko one godzą się na niewdzięczne obowiązki, które wypierają przestrzeń na przyjemności, słodkie nic nierobienie, egoistyczną radość.

Na pewno dźwięczy Wam w uszach powiedzonko – macierzyństwo okupione jest poświęceniem, ale jeden słodki uśmiech dziecka wynagradza cały trud. A co jeśli nie wynagradza? Co jeśli tym razem nie o jego uśmiech chodzi? I nie o komfort Ojca Rodu po powrocie z pracy. I nie o aprobatę teściowej, mamy, babci i sąsiadki, które zgodnym chórem zaśpiewają – taka dola kobiet, nic nie poradzisz, możesz na chłodno zaakceptować.

Nie akceptuję, odmawiam bycia maszyną, która dla nikogo nie jest ważna, odkąd została mamą. Ba, która przed erą macierzyństwa sama pchała się do kuchni i łapała za odkurzacz oraz siatkę na zakupy – mój błąd.
Czy chęć partnerstwa to już feminizm? Jeśli tak, czy feministką można być też w związku?

Godzić się latami na niedospanie, chroniczne wyczerpanie, brak przyjemności to musi być patologia. Patologia w wolnym rozumieniu cierpienie od patos.

Nie chcę dłużej cierpieć, chcę by mój uśmiech wynagrodził dla odmiany im, że nie ugotowałam, nie podtarłam, że przetańczyłam całą noc, a potem przehulałam kolejny dzień.

Egoizm – tak postrzegałam zakup szminki, bo przecież można dzieciom sprawić eko słodkości. Moje potrzeby, nawet gdy odważyłam się je połechtać, nieodłącznym elementem okazywało się poczucie winy, grzeszności, nieadekwatności, bo przecież miejsce kobiety jest…

Gdzie jest moje miejsce jako człowieka? Autonomicznej jednostki z prawem do słabości, rozleniwienia i upodobaniem do pisania, fotografowania, szukania wiatru w polu dla samego szukania?

Frustracja to nie najlepsze podwaliny pod związek, podsycanie miłości z upływem lat. Rozrywa mnie niemy krzyk, bo On widzi i nie reaguje, a może wcale nie jasnowidzi? Może nie rozumie, przebywając cały dzień z ludźmi, oddając się zawodowym zleceniom, a w domu odpoczynkowi, że zatraciłam siebie? Że rola mamy, gosposi, sprzątaczki to nie szczyt mych ambicji? Że na mnie spadło wszystko, co nudne i uciążliwe, tylko z racji posiadania jajników. A gdy ogarnę, dopucuję, mogę po cichu zrobić coś dla siebie. Jakiś tekst napisać, czasem nawet za wynagrodzenie.

Comments

comments