Obowiązki domowe uczą dziecko odpowiedzialności

Niektórzy rodzice podejmują za dzieci wszystkie decyzje, nie zostawiają im przestrzeni na popełnianie błędów, wyręczają je na każdym kroku, bo sami zrobią wszystko lepiej (lepiej obiorą ziemniaki i zapakują zmywarkę, lepiej zadecydują o dodatkowych zajęciach dziecka), a potem dzieci muszą uczyć się wszystkiego na własną rękę, o ile są gotowe opuścić rodzinny dom. Rodzice są tak perfekcjonistyczni w robieniu wszystkiego za swoje dzieci, że gdy te dorosną, pozostaje im całkowicie odciąć się od odpowiedzialności za ich życie, zamiast stopniowo, na miarę możliwości ją oddawać.

„Wielu rodziców boi się pozwolić swoim dzieciom na ponoszenie porażek. Nie boi się natomiast porzucić je na uniwersyteckim campusie bez umiejętności podejmowania decyzji, koniecznych do odniesienia sukcesu w dorosłym życiu.” Robert Barnes

 Dzieci przyzwyczajone do kogoś, kto za nie dźwiga odpowiedzialność, kto się na nich skupia, są niezdolne nie tylko do funkcjonowania na własną rękę w dorosłym życiu, ale też do budowania satysfakcjonujących relacji: „Ktoś taki (…)będzie oczekiwać, a wręcz domagać się od współmałżonka podporządkowania się jego potrzebom.” (Robert Barnes);

„Praca w domu uczy dzieci doprowadzania zadań do końca, nie mówiąc już o tym, że stanowi element ich szkolenia w wypełnianiu zadań ludzi dorosłych.” Robert Barnes

Przypominając dziecku o obowiązku, wypytując, czy już go wykonało, przejmujesz część odpowiedzialności. Dziecko może czuć się odpowiedzialne za coś, nie tylko gdy to zrobi, ale również gdy samo o tym pamiętało.

Obserwowanie jak rodzic radzi sobie z porażkami, uczy dziecko odpowiedzialności

„Wiedza o tym, co nie zadziałało jak należy, może być dla niego równie ważna, jak wiedza o tym, co zadziałało. Ważniejsze jest to, żeby dzieci dostrzegły, jak się trudzimy się w poszukiwaniu rozwiązania, niż żeby po prostu usłyszały, że rozwiązanie okazało się trafne. (…) Człowiek, który całą swoją wolę skupia na ponownym podjęciu zadania, który nie zamierza tak łatwo się poddać, wysyła dziecku czytelny komunikat. (…) Dzieci powinny rozumieć, że porażka nie oznacza rezygnacji. Wręcz przeciwnie, oznacza, że nadszedł czas oceny, wprowadzenia poprawek, a potem ponownej próby.” Robert Barnes

Nie liczy się jedynie efekt końcowy, ale przede wszystkim to, czego nauczyliśmy się po drodze i gdzie nas to zaprowadziło. Być może w zupełnie inne miejsce, niż początkowo zakładaliśmy.

„Co zdobędziesz, realizując swoje cele, jest mniej ważne, niż kim się staniesz. (…) Chodzi o to, że zmierzając do obranego celu, odnosimy wiele dodatkowych korzyści. Właściwie najważniejszą rzeczą jest nie osiągnięcie celu, ale to, czego się po drodze uczymy i jak się rozwijamy. (…) Wtedy wyzwolisz się z rutyny i staniesz się wolną osobą. Osobą, która chciałaby, żeby wydarzyło się tak, ale jeżeli wydarza się coś innego, to też jest szczęśliwa, też się uśmiecha.” Ewa Foley

Nie chronienie dziecka przed konsekwencjami jego zachowań uczy je odpowiedzialności

Jeśli dasz dziecku kieszonkowe do szkoły  pierwszego dnia wyda je w sklepiku, przez resztę miesiąca nie będzie tam mogło robić zakupów. Być może następnym razem podzieli kwotę tak, by w każdym tygodniu mogło coś sobie kupić. Część dzieci najpierw wydaje swoje pieniądze, a potem sięga po pieniądze rodzica. Dawanie mu dodatkowych pieniędzy uniemożliwia dziecku przyjęcie na siebie konsekwencji własnych zachowań. Kieszonkowe do sklepiku nie jest niezbędne do funkcjonowania, wodę, kanapki i owoc dziecko codziennie dostaje od rodzica. Nie ma więc powodu, by ulegać jego prośbom. Jesteśmy gotowi się zmienić, gdy odczuwamy dyskomfort. Rodzice usuwający dyskomfort z życia dziecka, nie dają mu szansy na wyciąganie wniosków z działań i podejmowanie bardziej odpowiedzialnych decyzji.

„Spieszymy się z ratunkiem i pouczeniem. I pomagamy (…) kocha swoje dziecko zbyt mocno, by narazić je na jakikolwiek uszczerbek lub porażkę. Niestety ta matka jedynie odkłada porażki i życiowe ciosy na później. (…) Rodzice powinni umieć się wycofać i pozwolić dzieciom doświadczyć konsekwencji własnego postępowania. (…) Pozbawiając dziecko szansy na doświadczenie porażki, ograbiamy je podwójnie – odbieramy mu smak prawdziwego zwycięstwa i przyszłość, która mogłaby zaistnieć. (…) Bez treningu i okazji do nauki tego, jak stanąć na własnych nogach, jak przezwyciężyć klęskę, dziecko wkracza w dorosłość, bojąc się wielkich wyzwań. Ponieważ nigdy nie doświadczyło klęski i nigdy nie stawiło jej czoła, jako człowiek dorosły nigdy nie podejmie ryzyka, nie wykroczy poza to, co zwyczajne, obawiając się porażki albo choćby popełnienia błędu. Krótko mówiąc, rodzice, którzy ciągle ratują swoje dzieci, degradują je, wdrażając do życia w roli naśladowców raczej niż przywódców. (…) Przywódcy nauczyli się już wcześniej, jak skupić się na osiągnięciu celu, niezależnie od liczby porażek.” Robert Barnes

Marta Szyszko

na podstawie:

 i-skad-sie-biora-odpowiedzialne-dzieci

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments