niedoskonała mama

niedoskonała mama

EwaBrzozowska
wywiady

Najlepiej pracuje mi się we własnych 4 kątach

Jestem przekonana, że gdybym w macierzyństwo wkroczyła z ugruntowaną pozycją na rynku pracy, większą samoświadomością, uniknęłabym wielu przykrych emocji. Z drugiej strony, mam już odchowane dzieci i trudno oderwać mnie od pracy, mam przestrzeń, by zająć się tym na spokojnie. Dziś zaprosiłam do wywiadu Ewę, znaną w blogosferze jako Freelance Mama, która ma ten komfort bycia właścicielką rentownego biznesu przed wkroczeniem w nową rolę. Jakie emocje towarzyszą jej tuż przed porodem?

Większość mam, z którymi przeprowadzałam wywiady, odkryła zawodową ścieżkę wraz z macierzyństwem, nagle okazało się, że nie chcą lub nie mogą wracać na poprzednie stanowisko, odkryły jakiś pomysł na siebie, rozkręcały biznes. Ty najpierw odnalazłaś siebie na rynku pracy, a teraz stoisz przed wyzwaniem łączenia pracy freelancerki z macierzyństwem. Jak wygląda Twój dzień pracy z brzuszkiem?

Rzeczywiście, u mnie przybrało to odwrotną kolejność. Jako freelancerka pracuję już ponad 7 lat. Przez ten czas wyrobił mi się pewien schemat pracy, doszłam do jako takiej stabilizacji, no a teraz znowu zapanuje lekki chaos, gdy pojawi się dziecko ;) W ciąży, szczególnie w drugiej połowie, siłą rzeczy musiałam trochę przystopować, spędzać mniej czasu przy komputerze, robić dłuższe przerwy, ale nie wpłynęło to negatywnie na moją produktywność. Wręcz przeciwnie, nauczyłam się pracować wydajniej. To co normalnie robiłam przez około 8-9 godzin, skróciłam do 5-ciu. Pracę na pełnych obrotach kontynuowałam prawie do samego końca, bo dopiero w 38-mym tygodniu ciąży zarządziłam sobie „urlop macierzyński”, pozamykałam wszystkie projekty i w spokoju oczekuję na poród.

A jak planujesz pracować z maleństwem po drugiej stronie brzucha? Przewidujesz okres bez pracy, a może chociaż wieczory lub drzemki planujesz poświęcić na swoją pasję?

 Jedno jest pewne – będzie ciekawie. Mam nadzieję, że mój synek będzie należał do śpiochów i pozwoli mamie na kilka godzin pracy dziennie. Na pewno zaraz po porodzie zrobię sobie całkowitą przerwę od pracy, chociażby po to, żeby odnaleźć się w nowej sytuacji. Myślę, że potrwa ona góra dwa miesiące, a potem powoli będę brać pojedyncze projekty. Nie mogę sobie pozwolić na długi urlop macierzyński, bo ryzykuję wtedy utratą kontaktów i zleceń. Jednak wydaje mi się, że jestem na tyle dobrze zorganizowana, że jakoś uda się pogodzić pracę z macierzyństwem. Zaopatrzyłam się też w elektroniczną nianię, leżaczek-bujaczek, chustę do noszenia dziecka, moja mama mieszka dosyć niedaleko, więc jakoś damy radę ;)

Wiele osób uważa, że etat to bezpieczeństwo, stałe świadczenia, stałe godziny pracy, a freelance wymaga świetnej organizacji i samodzielności, a jednak wybrałaś to drugie… Dlaczego nie odpowiadała Ci praca na etacie?

Praca na etacie zdecydowanie nie jest dla mnie, przynajmniej nie w zawodzie grafika komputerowego. Nie lubię mieć nad sobą ograniczającego szefa. W branży kreatywnej muszę mieć przestrzeń, wolność działania i względny spokój. Miałam kilka lat temu krótki, dziewięciomiesięczny epizod pracy w agencji interaktywnej, co potwierdziło mnie w tych przekonaniach. Nade mną było dwóch szefów, którzy rzadko kiedy się ze sobą zgadzali i na dodatek niewiele mieli wspólnego z grafiką komputerową, czy nawet z informatyką.

Forsowanie każdego pomysłu przez ten trudny do przebicia mur było bardzo męczące. Najlepiej pracuje mi się w domu, we własnych czterech kątach. Nie umiem myśleć kreatywnie od 9 do 17-stej, być jednym z trybików w korporacyjnej maszynie. Dlatego zaryzykowałam tę stabilizację i bezpieczeństwo, stawiając wszystko na jedną kartę – pracę na swoim. Nieregularność przychodów, podatki, ZUS, walka o projekty są oczywiście minusami własnej działalności. Ale samodzielność, możliwość decydowania o tym gdzie, kiedy i z kim pracuję wynagradza mi tę niepewność.

Nie wyobrażam sobie jednak, żeby mój mąż też był jednocześnie freelancerem, to byłoby już za wiele. Dzięki jednej stałej pensji w domu wiem, że w razie kryzysu u mnie, starczy nam przynajmniej na rachunki. Na szczęście nie było jeszcze takiej sytuacji, żebym musiała sięgać do domowego budżetu po pieniądze na regulację zawodowych zobowiązań i mam nadzieję, że to się nie zdarzy ;)

Jak wygląda u Ciebie podział domowych obowiązków, jest trochę tak, że skoro pracujesz w domu, to jednocześnie odpowiadasz za porządek na chacie i ciepłe dania, a może pół na pół?

Zdecydowanie jest tak jak mówisz ;) Mimo tego dość nowoczesnego podejścia do życia i pracy, w moim domu panuje tradycyjny schemat. Ja gotuję i sprzątam, mąż przychodzi z pracy i punkt 16:30 czeka na niego ciepły obiad. Ale jako że nie jestem zbyt pedantyczna, to obowiązki domowe nie zajmują mi tak dużo czasu. Zawsze staram się robić coś w międzyczasie, podczas przerwy w pracy – puszczę pranie, wyjmę naczynia ze zmywarki, przetrę kurze, skoczę po zakupy. Z reguły udaje mi się ogarnąć wszystko w ciągu tygodnia i w ten sposób sobotę mam wolną od sprzątania. Teraz trzeba będzie trochę przerobić ten schemat i na pewno wciągnę męża w wir domowych obowiązków ;)

Czy czegoś się obawiasz w związku z macierzyństwem, może masz gdzieś z tyłu głowy „dobre” rady o tym, jak to nic nie będzie takie samo?

Od początku ciąży otrzymuję od znajomych masę „złotych rad”. Niestety z reguły są to dość negatywne spostrzeżenia w stylu: „O, to teraz sobie nie popracujesz”, „Skończy się luz i wieczorne oglądanie filmów” czy „No zobaczymy, jak dasz sobie radę z tą Twoją pracą w domu”. Ale ja, jak to ja, nastawiam się pozytywnie. Znam kilka dziewczyn, którym się to udaje, i  to w niektórych przypadkach nie z jednym, a z trójką dzieci. Zdaję sobie sprawę z tego, że będzie ciężko, upłynie trochę czasu zanim osiągnę harmonię między pracą i dzieckiem. Są jeszcze obawy finansowe – zasiłek macierzyński to nie to samo co moja normalna „pensja”. To też motywuje do w miarę wczesnego powrotu do przynajmniej kilku zleceń w miesiącu. Na szczęście mam wsparcie w mężu, rodzinie, więc damy radę. Wiedzieliśmy od początku na co się piszemy i tak samo jak trochę obawiam się tych pierwszych miesięcy, tak też jestem szalenie podekscytowana i nie mogę doczekać się tej rewolucji.

Jak przygotowujesz się do nowej roli i jakie emocje Ci towarzyszą?

Do roli matki nie da się chyba dobrze przygotować. Czego bym nie robiła, to założę się, że pierwsze trzy dni będą już bogate w niespodzianki ;) Ale staram się nastawić jakoś psychicznie i merytorycznie. Czytam książki o macierzyństwie, karmieniu piersią, śledzę blogi parentingowe, skrzętnie przez kilka miesięcy przygotowywaliśmy pokój dla dziecka i kompletowaliśmy wyprawkę. Przede wszystkim jestem otwarta na to, co będzie się działo. Między innymi po to są mi te dwa tygodnie wolnego przed porodem, żeby uzbroić się w pokłady spokoju, pozytywnej energii, nie stresować się, przestać myśleć o projektach i deadlinach.  Lubię, gdy coś się dzieje. Ostatnio chyba było już trochę za spokojnie. Teraz na pewno zacznie się dziać i jestem na to gotowa.

Zdecydowanie nie będziesz się nudziła :), dziękuję za rozmowę i będę śledzić blog, gdy maleństwo będzie po drugiej stronie brzucha, pomyślnego rozwiązania!

Rozmawiała: Marta Szyszko

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o