niedoskonała mama

niedoskonała mama

Mama psycholog
wywiady

Można bez napinania się wychować mądre i radosne dziecko

Zaprosiłam do wywiadu kobietę o imieniu Anna, która ma niezwykle mądre i spokojne podejście do tematu rodzicielstwa, partnerstwa i dbania o swoje własne szczęście, czerpcie z niego garściami! A jeśli Wam mało, koniecznie zajrzyjcie na blog MamaPsycholog.pl.

Oczywiście zaczęłam od przeczytania wszystkim pytań:) i przyznam, że z miłą chęcią na nie odpowiem. Bardzo mi się podobają:)

Natrafienie na Twój blog było dla mnie jak objawienie, po pierwsze od zawsze interesowałam się psychologią, po drugie opisujesz w przystępny i co ważne – nie wywołujący poczucia winy sposób, wskazówki do porozumiewania się z dzieckiem, ale też odnalezienia w życiu szczęścia. Piszesz, że czasowo rezygnujesz z życia zawodowego, ale nie z rozwoju osobistego. Jak więc rozwijasz się, towarzysząc dziecku w pierwszych latach życia?

Cieszę się, że takie są Twoje odczucia, bo właśnie na tym mi zależało:). Jest cała masa poradników, literatury psychologicznej na rynku, że osobie, która nie ma wiedzy psychologicznej trudno jest wyciągnąć z tego coś mądrego i ważnego. Dlatego ludzie, albo kupują bezmyślnie poradniki i niewiele z nich wynoszą, bądź kupią raz i się zrażą bo nic z niego nie zrozumieją. Chcę być też takim pośrednikiem pomiędzy fachową wiedzą, a rzeczywistością. Robię to sprawdzając wszystko na sobie:). Chcę w sposób prosty, przystępny pokazać ludziom, że można być szczęśliwym, można bez zbędnego napinania się wychować mądre i radosne dziecko.

Uważam, że warto się rozwijać w każdym momencie naszego życia, nie ważne w jakim jesteśmy miejscu i co robimy. Czy pracujemy zawodowo, czy siedzimy z dzieckiem w domu czy robimy cokolwiek innego.

Decyzja dotycząca chwilowej rezygnacji z życia zawodowego była świadoma. Wiedziałam, że chcę być z dzieckiem w domu. Ale była wtedy też druga strona medalu… Ja po prostu nie miałam pojęcia, w którą stronę zawodowo mam pójść. Przed porodem prowadziłam szkolenia, były to głównie szkolenia sprzedażowe i produktowe. O ile samo prowadzenie szkoleń, coachingów i kontakt z ludźmi dawało mi ogromną frajdę, o tyle w samej tematyce szkoleń nie czułam się dobrze. I dzięki pojawieniu się mojej córeczki, dałam sobie też czas na dorośnięcie, rozwój osobisty, znalezienie odpowiedzi na pytanie: „Co dalej?”

Czy blog jest przemyślanym narzędziem zarabiania, a może profesjonalną pasją, która zdobyła serca czytelników i przy okazji stała się źródłem dochodu?

Kiedy blog powstawał, moim celem było zacząć robić coś dla siebie. Jest on efektem mojej pracy nad samą sobą. W drugiej kolejności jest aspekt zawodowy. W tej chwili trudno jest przebić się na rynku pracy, nie mając powalającego doświadczenia. Na początku szukałam pracy w poradniach psychologicznych, szkołach i niestety nigdzie mnie nie chcieli:). Uznałam, że nie tędy droga. Pomyślałam: „Nie chcecie mnie? Nie wierzycie we mnie, bo nie mam doświadczenia? To ja Wam pokażę;). Dotrę do Was z innej strony. Zaprezentuję swoje umiejętności w inny sposób”. W tej chwili nie zarabiam jeszcze na blogu, ale mam nadzieje, że to się zmieni. Nawiązałam już współpracę z FreeDomownią i w listopadzie poprowadzę dla nich warsztaty. Już się nie mogę doczekać:). Jestem stęskniona kontaktu z ludźmi i możliwości przekazywania im swoich doświadczeń:) Mam głowę pełną pomysłów. A moją inspiracją każdego dnia jest moja córeczka, ja sama, mój mąż i otaczający mnie świat:)

Czy decyzja o pozostaniu z dzieckiem w domu, która w naszym społeczeństwie często spotyka się z linczem (wiem niestety z doświadczenia) i raniącymi stereotypami, typu – kobieta nie ma ambicji, zaprzepaszcza karierę, była w jakiś sposób trudna dla Ciebie? Miałaś wrażenie, że musisz się z tego tłumaczyć i udowadniać, że nie wpisujesz się w przykry stereotyp kury domowej?

To prawda, ja też spotykałam takich ludzi, którzy mówili mi rzeczy w stylu: „Nie pracujesz, jak to? To co Ty robisz w tym domu”, „Nie pracujesz? Nie potrzebujesz mieć pieniędzy na swoje drobne wydatki?”, albo „Takiej to dobrze, że może nie pracować, powodzi się”… Na początku przejmowałam się, przeżywałam. A potem, kiedy głębiej się nad tym zastanowiłam, to zaczęłam się bardziej koncentrować na tym, dlaczego mnie to dotyka? I doszłam do wniosku, że po prostu nie czuję się pewnie jako matka, nie czuję się pewnie jako kobieta, nie jestem pewna swoich decyzji. A kiedy sobie to uświadomiłam zaczęłam nad tym pracować. I dziś nie bardzo interesuje mnie, co myślą inni o moich wyborach. Zawsze warto zajrzeć w głąb siebie i zadać sobie pytanie, dlaczego coś mnie boli, dlaczego jest mi źle, dlaczego w jakiejś sytuacji mam takie, a nie inne uczucia. Inni ludzie są tylko lustrami, w których możemy się przeglądać. I to jest naprawdę fajne:) Bo nagle okazuje się, że ktoś mnie złości, dlatego, że ma cechę, której ja sama w sobie się boję lub jej nie akceptuję:)

IMG_1766_edited

To teraz odwróćmy sytuację, z linczem spotykają się również kobiety, które decydują się na powrót do życia zawodowego, te z kolei słyszą, że to za wcześnie, że dziecko potrzebuje matki, jak poradzić sobie z poczuciem winy, które wzbudzają takie komentarze i jak odpowiedzieć na te nachalne pytania, by nie wyjść z takiej rozmowy pokonanym?

Bardzo dobre pytanie:). Jeśli kobieta jest pewna swojej decyzji i wie, że powrót do pracy wpłynie na nią pozytywnie. Bo marzy już o wyjściu z domu, choć na chwilę. Chce robić coś dla siebie, mieć moment samotności i odsapnięcia, chce robić to co lubi. A dziecku tak zorganizowała życie, że jest pewna, że włos mu z głowy nie spadnie pod jej nieobecność, a nawet jak spadnie, to wie, że nic się wielkiego nie stanie. To wystarczy, że powie innym: Taka jest moja decyzja, taka jest moja wewnętrzna potrzeba, ja tak chcę, żeby wyglądało moje życie. Mam do tego prawo i nie muszę się nikomu z tego tłumaczyć. I koniec dyskusji. Jeśli mama sama źle się czuje z decyzją o powrocie do pracy, bo z różnych względów uważa, że musi to zrobić. to warto zadać sobie pytanie, co jest dla mnie ważne a co ważniejsze? Czy rzeczywiście będzie tak, że jak kobieta nie wróci do pracy, to rodzina nie będzie miała obiadu? Czy może dziecko nie będzie miało tylko kolejnej zabawki, która i tak jest mu mniej potrzebna, niż szczęśliwa mama?

Kiedyś przeczytałam w rozmowie z coachem, że zaspokajanie potrzeb każdego członka rodziny, czyli własnych, partnera i oczywiście kontaktów z przyjaciółmi, nigdy nie powinno być odkładane na bok, z powodu egocentryzmu dziecka. Jakoś mi  się nie widziało zostawiać płaczącego, zestresowanego ząbkowaniem malucha i wybyć na imprezę, dość długo miałam poczucie winy, jeśli robiłam coś tylko dla siebie. Jak Ty widzisz zaspokajanie własnych potrzeb, uważasz, że odłożenie siebie na bok, np. w pierwszych miesiącach od porodu jest zdrową reakcją?

Podam taki przykład, trochę przewrotny:). Ile razy w ciągu tygodnia/miesiąca para powinna ze sobą współżyć? Jaka jest norma? A więc normy nie ma. Jeśli zarówno kobiecie, jak i mężczyźnie wystarcza, że kochają się 1 raz w miesiącu, to nie ma w tym nic złego, jeśli chcą to robić codziennie, to też nie widzę przeciwwskazań. Problem pojawia się wtedy, kiedy kobieta chce 3 razy dziennie a mężczyzna raz w tygodniu. I wtedy jest sytuacja konfliktowa, która należy przedyskutować, powiedzieć o swoich potrzebach partnerowi i znaleźć wspólnie jakieś rozwiązanie, tak żeby obie strony były zadowolone. I sądzę, że tak samo jest z tym o co zapytałaś. W momencie kiedy pojawia się dziecko, nie widzę nic złego w tym, że dla matki staje się ono całym światem, jeżeli mężczyźnie to nie przeszkadza i jego potrzeby w związku są zaspokojone. Jeśli rodzice wolą spędzać wieczory w domu z dzieckiem a nie w klubie disco, to w porządku, dotąd, aż oboje będą czuli, że tego naprawdę chcą. Potrzeby wszystkich członków rodziny są tak samo ważne i powinny być brane pod uwagę kiedy dokonywane są różne decyzje dotyczące życia rodzinnego.

 Jak zadbać wtedy o siebie, biorąc pod uwagę, że jest tyle obowiązków?

Najlepiej kiedy właśnie rodzina współpracuje:) Bo jeśli mama zostaje sama, to czasami jest jej naprawdę trudno zadbać o siebie. Dlatego dziewczyny, jeśli czujecie potrzebę zrobienia czegoś dla siebie: wyjścia do kina, wzięcia gorącej kąpieli, pomalowania paznokci, przeczytania książki, przede wszystkim mówcie o tym swoim bliskim. Zróbcie zebranie i ustalcie jak to można zorganizować. Może jakaś babcia wpadnie od czasu do czasu, albo dziadek, a może przyjaciółka/koleżanka, zechce nam pomóc:)?

Jak podchodzisz do tematu partnerstwa w związku, podjęłaś decyzję o pozostaniu w domu z dzieckiem, więc wyobrażam sobie, że na Tobie spoczywa większość obowiązków domowych, a może nie? Jak ułatwić sobie życie, zyskać czas dla siebie i bez kłótni zaprosić partnera do udziału w obowiązkach, które od pokoleń uchodziły za typowo kobiece?

U nas jest taka zasada, że mąż jest w pracy, ale ja też jestem w pracy tyle, że z dzieckiem. Tak więc kiedy on wraca do domu, ustalamy wspólnie plan działania na popołudnie:). Jeśli jesteśmy zmęczeni, to odpuszczamy i nic nie robimy, a raczej sprawiamy sobie tylko przyjemności i jesteśmy z dzieckiem. Kiedy jedno z nas jest bardziej zmęczone, to drugie nadrabia za niego:) Staramy się uzupełniać i rozumieć. Bo nie każdy ma zawsze ochotę coś zrobić, albo ma po prostu gorszy dzień. Nie przeszkadzają nam takie rzeczy jak wystające ubrania z kosza z bielizną, dotąd dopóki mamy w co się ubrać;), nie odkurzamy mieszkania codziennie, tylko jak jest brudno, jeśli nie chce nam się robić obiadu, zamawiamy go u zaprzyjaźnionej Pani Heleny, która gotuje pyszne domowe potrawy. Ogólnie staramy się nie spinać, ale też nie traktujemy obowiązków domowych jako czegoś nieprzyjemnego. Wystarczy popatrzeć na dzieci, ile frajdy sprawia im odkurzanie dywanów lub ścieranie kurzu…A my nie wiedzieć czemu, prace w domu nazwaliśmy „obowiązkami”. Ja nie lubię sprzątać łazienki, dlatego robi to mąż, ale uwielbiam za to prasować i gotować:). Grunt to się dogadać i uzupełniać. Jak zaprosić partnera do obowiązków? Miłością, zrozumieniem, rozmową, współpracą, prawdą:)

Wspaniałe podejście i godne naśladowania! Dziękuję za rozmowę :)

rozmawiała: Marta Szyszko

Comments

comments