niedoskonała mama

niedoskonała mama

jesienne liście
felieton

Moje jesienne nastroje

Jesień nie podziałała na mnie optymistycznie. Przypominając o kolejnym roku spędzonym z dala od zawodowych potyczek (mam na myśli tętniące społecznie korporacyjne życie, a nie to moje klepanie w klawisze), brak opłaconych składek ZUS i generalnie o tym wszystkim, co mrozi na mej twarzy przejawy radości.

Coraz trudniej się uśmiechnąć, ale doświadczyłam kilku życiowych prawd:

Nastrój nawet najpaskudniejszy ma to do siebie, że mija.

Mając zgryzoty i stresy, mniejsze lub większe, rutyna dnia pozostanie niezmieniona, a więc po porannym pichceniu przyjdzie czas na pracę, a po niej obiednie pichcenie, z jazgotem dziecięcym w tle i tak dalej aż do wieczora. Czyli mniej więcej wiadomo czego można się spodziewać, a to zawsze daje jakieś zastępcze poczucie bezpieczeństwa, sprawstwa, zakorzenienia w rzeczywistości.

Słuchanie o cudzych problemach pozwala, choć na chwilę zapomnieć o własnych.

Własne nie są tak poważne jak cudze, więc przestają uchodzić za problemy.

Rozmowa z kimś bliskim pozwala spojrzeć na wszystko trzeźwym okiem i nabrać zdrowego dystansu.

Ważne by skupiać się na pozytywach i nawet w największym bagnie znaleźć powód do zadowolenia, którym może być coś tak prozaicznego jak zdrowie lub pełna micha.

Plany i marzenia, których nie traktuje się jak snów, sporadycznie nawiedzających nas w nocy, przypominających o istnieniu czegoś zakurzonego i zardzewiałego, jak własne potrzeby, po które sięgamy z impetem, dodają skrzydeł.

Świeci słońce, mamy piękną złotą jesień, tylko jakąś kamienną obręcz na sercu dźwigam i nie potrafię odetchnąć z ulgą.

Marta Szyszko

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o