Wychowanie dzieci bywa wymagające, zwłaszcza jeśli kobieta nie decyduje się iść na łatwiznę w postaci gotowych rozwiązań i uzależniających rozrywek multimedialnych.

Współcześnie trudno być przeciętną, hołdującą dawnym zasadom kobietą. Babranie się w obiedzie i organizowanie aktywnego czasu dzieciom, ustępuje miejsca tępemu przesiadywaniu przed laptopami, tabletami i kanałami dziecięcymi.

Można mieć dziecko, a jednocześnie mieć je z głowy. Co może robić ośmiolatek przez osiem godzin w biurze, zabrany awaryjnie na cały dzień do pracy? Bez narzekania odda się rozrywce świata wirtualnego za pośrednictwem konsoli.

Swego czasu nie mogłam ponarzekać na zmęczenie materiału, na krnąbrność zbuntowanego dwulatka, czy znudzenie domową rutyną, bo co wtedy słyszałam? To zapisz ich do żłobka, to kupmy im tablet.

Czułam wewnętrzny opór przed takimi rozwiązaniami, bo chciałam dać coś więcej niż buziak na do widzenia, niż maszynę, która zapełni moim dzieciom czas na długie godziny. Spotykało się z ostracyzmem i pukaniem w czoło, bo tyle jest udogodnień, a ja je odrzucam.

Naiwnie wierzę, że praca nad sobą jest wskazana w każdej sferze życia: odżywiania, bo słodycze mogą kojarzyć się dziecku z domowym rarytasem, a nie torbą z dyskontu, gdzie średnia data przydatności jest starsza od latorośli. Zarabiania i rozwoju osobistego, bo nie zawsze pewna i dobrze płatna fucha to taka, która pozwoli nam skomponować idealny work and life balance. I na koniec, w sferze spędzania czasu wolnego. Nie oszukujmy się, że uda się podtrzymać bliskie relacje rodzinne, gdy każdy okopuje się w bunkrach wirtualnego świata.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments