niedoskonała mama

niedoskonała mama

+13.02podziwiam_widoki_sierpień_2012
wywiady

Mama na pełen etat. Po niecałym roku myślałam, że oszaleję…

Czy łatwo jest być mamą 24 h/dobę? Jakie wątpliwości i lęki targają świeżo upieczonymi rodzicielkami? Posłuchajcie opowieści Tatiany…

…o marzeniach i planach na życie

Większą część życia spędziłam w dużym mieście, w niezwykle zagonionej Warszawie i po prostu byłam bardzo zmęczona takim rozpędzonym życiem. Zawsze czułam, że ono nie jest dla mnie, że gdzieś tam, daleko toczy się moje życie beze mnie. Marzyłam, żeby wynieść się z tego miasta na wariackich papierach gdzieś w góry… I to marzenie się spełniło! Od półtora roku mieszkamy w małym górskim miasteczku i… uczymy się zwalniać tempo.

Stało się to w czwartym roku życia naszego dziecka – przeprowadzka na stałe w nasze wymarzone góry. A i wcześniej były antrakty i przymiarki do życia z dala od warszawskiego wyścigu szczurów. To oczywiście było wyzwanie i porzucenie tych wszystkich zawodowych możliwości, jakie niesie Stolica, ale… czego się nie robi dla marzenia swojego życia? I to jeszcze kiedy okazało się, że oboje z mężem marzymy o tym samym.

Jednak zawodowo można to odczytać jako samobójstwo. Tu ludzie naprawdę nie mają pracy i niełatwo jest znaleźć zatrudnienie poza sklepem spożywczym czy przysłowiowym mięsnym. Tym bardziej więc, kiedy oferta sama wpadła mi w ręce, to chociaż na pierwszy rzut oka nie była do końca z mojej bajki, postanowiłam z niej skorzystać i przekwalifikować się po raz kolejny. Po urodzeniu dziecka ciągle mi się to przytrafia.

Mama na pełen etat. Po niecałym roku myślałam, że oszaleję…

Pytałaś jednak o uczucia, jakie mi towarzyszyły po urodzeniu dziecka – po urlopie macierzyńskim oboje byliśmy przekonani, że czas na wychowawczy na pełen etat. Nie było mowy o pracy ani nawet nie przyszło mi do głowy żeby myśleć, co będzie potem. Stuprocentowe „tu i teraz” i naprawdę, jak nigdy mi się to nie udawało, to w tamtym czasie byłam rzeczywiście „tu i teraz” bez wybiegania myślą w przyszłość.

To było życie z dnia na dzień i starałam się w pełni poświęcić swój czas synkowi, być taką typową mamą, która jest z dzieckiem i o pracy w ogóle nie myśli. A powinnam myśleć właśnie wtedy o tym, co chcę i mogę robić po urlopie wychowawczym, to był najlepszy czas na planowanie i ewentualne doszkalanie się. Zwłaszcza, że bardzo szybko się okazało, że to kompletnie nie dla mnie, że jak powietrza potrzebuję tej aktywności poza domowej i jak najbardziej zawodowej.

Jednak o powrocie na pełen etat do pracy nawet nie chciałam myśleć. Pojawiły się jakieś nieśmiałe pomysły, żeby się wolontariacko udzielać w „Centrum Praw Kobiet” w Warszawie, potem w jednej z fundacji zajmującej się dziećmi z biedniejszych dzielnic, a nawet jakaś fundrisingowa propozycja z prowizyjną wypłatą się objawiła, ale jakoś nic z tego nie wyszło. Nosiłam w sobie bardzo silny dualizm i ten, jakże typowy stereotyp, że dobra matka, to taka, która jest z dzieckiem non-stop, która nie myśli o swoich potrzebach, tylko o potrzebach malucha w pełni się mu poświęcając.

Kiedy zderzyły się ze sobą te dwie osoby, czyli dotychczasowa ja z przed ciąży – aktywna, działająca i pracująca zawodowo, z tą nową – zagubioną mamą, która stara się perfekcyjnie ogarniać wszystko wokół dziecka, poradzić sobie z masą nowych problemów i jeszcze ma zakodowane, że trzeba się poświęcać, że poświęcenie jest całkowicie niezbędne w wychowaniu dzieci, efektem mógł być tylko wybuch i to bardzo znamienny w skutkach! Do dziś odczuwam skutki tego wybuchu. Ech teraz jak patrzę na siebie w tamtym czasie, wyraźnie widzę jak bardzo się miotałam w tej nowej roli i jak wiele musiałam się nauczyć.

z_mamą_kadr

Małe dziecko to idealny czas, żeby pomyśleć o sobie! Wcale nie żartuję – to czas na planowanie zawodowej ścieżki, na doszkalanie, na udział w różnych rozwojowych warsztatach dla matek.

Czasem pluję sobie w brodę, że „nie wykorzystywałam” na pracę czasu, kiedy moje dziecko było malutkie…, że nie skorzystałam z różnych możliwości warsztatów dla matek, nie szukałam wtedy jakiś ścieżek rozwoju na to potem – kiedy dziecko podrośnie i będę chciała i musiała wrócić do pracy! Było mi przez to szalenie trudno, bo nie chciałam wskakiwać „w te same buty”, co przed porodem, bo zmieniły mi się priorytety i wymagania co do pracy.

I co tu dużo mówić – kiedy przyszedł już ten moment na powrót do zawodowego życia, ja nie miałam dokąd wracać, musiałam od nowa stworzyć wizję siebie aktywnej zawodowo i gdzieś na tym rynku pracy od nowa się umiejscowić. Czułam, że chcę zmienić branżę, że bardzo dużo oczekuję i spodziewam się po moim powrocie do pracy, ale zupełnie nie miałam sprecyzowanego dalszego planu swojego zawodowego rozwoju.

A życie z jednej pensji przez dłuższy czas w dzisiejszym świecie jest praktycznie niemożliwością! Nam z przerwami na moje etatowe i nieetatowe aktywności zawodowe i tak udało się bardzo długo tak ciągnąć! Jednak odbiło się to negatywnie na nas – i na mnie, i na moim mężu – na jego zdrowiu, bo przysłowiowe zaharowywanie się jednej osoby, żeby dom utrzymać nigdy nie daje pozytywnych efektów i oczywiście odbiło się to również na moim poczuciu własnej wartości, użyteczności…, co tu dużo mówić – na moim zdrowiu psychicznym!

 koniec części I

Comments

comments