niedoskonała mama

niedoskonała mama

pizza
felieton

Mama, a może kobieta? Jak wyglądają randki po ślubie?

Czy Wam też się zdarza myśleć o sobie w kategoriach Mama, a nawet jeśli nie myśleć, to czy ta rola dominuje Waszą codzienność? Przyznam, że oszalałam na punkcie moich dzieci, najpierw z nadzieją czekając na wynik testu ciążowego, biegając od badania do badania, z drżącym sercem czekając na wynik usg, mnożąc lęki i wątpliwości odnośnie przebiegu porodu. Ale nigdy na dobrą sprawę nie zastanawiałam się jak moje życie będzie wyglądało, kiedy ono będzie już na świecie.

Spędzałam każdą wolną chwilę, będąc na każde skinienie, a raczej kwilenie, nosząc, tuląc i przekazując bezmiar miłości swojemu dziecku. Mama – tym właśnie się czułam każdą komórką swojego ciała, spychając własne potrzeby na dalszy plan, a męża dopuszczając przy okazji – od czasu do czasu, jeśli oczywiście nie byłam zbyt zmęczona na rozmowę, czułość, wspólny film. Na mnie – kobietę, pasje, odskocznię brakowało przestrzeni.

Kup ziemniaki, jabłka, bezglutenowe kasze. Wynieś śmieci, ponoś ją, pościel łóżko. Łóżko… Mój nowy przedmiot pożądania. Gdzie tu siła na pasje, hobby, zakupy, czy randki?

Tydzień bez dzieci powoduje tęsknotę, wrażenie wybicia z rytmu, a wszelakie przyjemności poczucie winy – przynajmniej za pierwszym razem. Zamykam drzwi pustego mieszkania, słyszę coraz ciszej gwar mojego potomstwa, oddalającego się do babci i bez przekonania patrzę w lustro. Biorę głęboki oddech, piętrząca się, zaległa robota syczy z każdego kąta – sterta prania, odkurzacz, zmywarka! STOP!

Kąpiel, modelowanie włosów, maskara i szminka, prasowanie bluzki – nie tej na straty, tej z dekoltem na specjalne okazje. Spódnica obcas, dźwięk klucza w drzwiach – idziemy! Co? Gdzie? Do Samych Fusów, jak na studiach, jak wtedy gdy randkowaliśmy… Smak czekolady już nie ten, zgodnie stwierdzamy, że lokal obniżył loty i szukamy innego, rozmowa się nie klei. Za chwilę jest awantura o obtarte stopy w eleganckich butach i czemu właściwie nie wzięliśmy samochodu. Wsiadam wściekła do pierwszego lepszego tramwaju, bez biletu, ale w stronę domu.

– Zobacz pizzeria, nigdy tu nie byliśmy! Daję się namówić, przecież mieliśmy spędzić romantyczny wieczór, a zanosi się na focha roku. Sprzeczka o składniki, dwa grzańce lądują na stole, a za chwilę kawał sycącego żarcia. Przewidywalni rodzice po wymianie kilku zdawkowych uprzejmości, co tam w pracy i co się stało z naszym życiem towarzyskim, zaczynają swoje: a wiesz co ona ostatnio powiedziała? Tak, ale najlepszy był jak… Mowa oczywiście o dzieciach. Atmosfera się poprawia, robimy postępy.

Wnioski? Będą dwa…

1- Dbania o własne potrzeby trzeba się nauczyć w tym samym stopniu, co: przewijania, odbijania i przystawiania. 2 – Spotkać się w codziennej bieganinie nie sposób, by pobyć sam na sam z własnym mężem, bez otoczki codziennych spraw, trzeba to po prostu zorganizować. Jakkolwiek dziwny by się nie wydał pomysł randkowania po ślubie. To, co wyda się oczywiste dla coacha, psychologa lub osoby asertywnej, nie jest oczywistością dla wielu mam.

 Możemy tęsknić za tym, że każde wyjście, spontaniczny pomysł wymaga planowania, organizowania, szukania opieki, pakowania ubranek, kaszek, pieluch. Ubolewać,  że zamiast radości tuż po zamknięciu drzwi za dziatwą, dopadnie nas chandra i tęsknota, a także irracjonalne obawy – jak one sobie poradzą bez mamusi, a w gruncie rzeczy, jak mamusia poradzi sobie bez nich.

Z drugiej strony wiemy doskonale, że żaden wypad i wolność i niezależność nie zrekompensują codziennego zaskoczenia i zachwytu, wydartego gdzieś między gotowaniem zupki, a machaniem odkurzaczem. Możemy narzekać, smęcić, zgrywać męczennice, ale dobrze wiemy, że My Mamy jesteśmy w posiadaniu największego skarbu i sensu istnienia.

Marta Szyszko

Comments

comments