niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

Mam ochotę tupać!

Ludzie dojrzewają w różnym czasie.

Niektórzy od początku wiedzą, że jedyne, co warto zrobić ze swoim życiem, to iść za własnym głosem, innym zajmuje to lata…

Długie lata mozolnej wędrówki, żeby dopiero stanąć na początku swojej drogi. Warto!

Ci drudzy doceniają w dwójnasób to, co udało im się osiągnąć.

splatane_p

 Dzień 1, w którym

mam ochotę tupać, gryźć i krzyczeć!!! A co?! Wolno mi.

Męczy mnie czekanie, zwlekanie, zastanawianie się i doszukiwanie się możliwości. Ja ich po prostu chcę, żądam i oczekuję, i wiem, że one są na wyciągnięcie mojej ręki, więc dlaczego tak trudno mi ją wyciągnąć?

Pomysłów mi nie brakuje, znajdą się też środki do ich realizacji i ludzie o otwartych umysłach i miejsca, które chcą promować te projekty i służyć wsparciem. Wiem, że są, bo rozmawiam i rozmawiałam z nimi wielokrotnie. Co mnie blokuje? Czemu nie działam? Czemu kręcę się w kółko?

Doskonałość, perfekcjonizm, poświęcenie! To, że nie potrafię robić niczego na pół gwizdka, że nie chcę odstawiać fuszerki, że od razu muszę mieć gwarancję, że projekt będzie strzałem w dziesiątkę! A tymczasem nikt nie może mi takiej gwarancji dać, nawet ja sama.

Ludzie często zaczynają jakoś – byle się tylko kręciło i byle szło do przodu, a ja wciąż kręcę się w kółko, bo chcę wszystko przewidzieć, sprawdzić sto razy i uniknąć porażki. Wiem, że każdy ponosi porażki, że nie ma idealnych ludzi i idealnych pomysłów, że często wizja wystarczy by zacząć działać, a potem znajdą się ludzie, możliwości i kolejne pomysły, by pchać ten wóz do przodu. Czemu ja tak nie potrafię? Czego się boję?

 Dzień 2, w którym konkrety nadają zarys i kierunek.

 Już widzę, że napędzają mnie konkrety! Kiedy mam w głowie plan działania na najbliższe dni, kiedy wiem, co się wydarzy lub chociaż mogę to przewidzieć. Wtedy jest ok. Rosną mi skrzydła u ramion i mogę góry przenosić, byleby osiągnąć swój cel!

Cel jednak musi być: krótkoterminowy, realny, konkretny i mieć mierzalne skutki. Najlepiej też, żeby dość szybko, po jego zrealizowaniu było widać efekty. Taka jestem, tego potrzebuję, to daje mi siłę i kopa do działania, żeby zacząć, żeby chciało się chcieć! Bez tego snuję się, odwlekam i odkładam wszelkie działania, których nie da się w ten sposób okiełznać.

 Czuję się nimi potwornie zmęczona, nawet, a może zwłaszcza wtedy, kiedy są w fazie mglistych wizji i nierealizowanych projektów. Wykańczają mnie! I kiedy muszę się za coś takiego zabrać, jestem zmęczona samym myśleniem, o tym jak to zrobić, jak to ugryźć i jak ukręcić hybrydzie łeb! To dotyczy każdej dziedziny życia: od twórczości po zmywanie.

Cóż – czynności powtarzalnych i nudnych, jak przysłowiowe flaki z olejem, także nie cierpię! Odbierają mi napęd tak potrzebny do realizowania celów wyższych, moich celów, zgodnych z moim najgłębszym „ja”. Jeżeli próbuję sobie narzucić jakiś cel, wcisnąć się w niego i na siłę dopasować do niego swoją naturę – wiem, że poniosę porażkę.

Wielokrotnie już próbowałam. Oczywiście, czasem trzeba zmusić się do realizowania mniej lubianych, mniej twórczych, mniej spójnych z naszą naturą zadań, ale to zmuszanie, ta mozolna wędrówka pod górę z kamieniem u szyi, zajmuje mi tyle czasu i pochłania tyle cennej energii, że coraz częściej się zastanawiam czy to w ogóle ma jakikolwiek sens, lub choćby cień sensu???

Często mówi się o kimś, że „jest do tego stworzony”, że widać „się z tym urodził”, to coś jest, jak jego „druga skóra”. Czemu tacy szczęściarze, którzy mogą bez przeszkód oddawać się realizacji przede wszystkim swoich własnych celów, swojej pasji, są przeważnie nieliczni, wyjątkowi i mówi się o nich, że „wygrali los na loterii”, ale też, że są egoistami i myślą tylko o sobie?

No właśnie! Bo myślą i dobrze na tym wychodzą! I dzięki temu żyją w zgodzie ze sobą, nie obijają się od dni, godzin i nocy, jak mi podobni potępieńcy, którzy starają się mieć na uwadze innych ludzi, którzy mimo tego, że natura wzywa ich, żeby szli własną drogą nie oglądając się na innych, oglądają się jednak. Mają zakodowane, że ci „inni” są ważni, że nie można ich pomijać, że trzeba ich mieć na względzie w drodze do własnych celów. A tymczasem, nie! Powtarzam – NIE!

Na względzie trzeba mieć siebie, siebie przede wszystkim i przed wszystkimi!

Bo tylko ci osiągną sukces i spełnienie, którzy w pewnym momencie swojego życia, powiedzą – DOŚĆ! Którzy pójdą własną drogą i przestaną się oglądać na innych. Im szybciej, tym lepiej dla nich i tym bliżej będą wreszcie realizacji SWOICH CELÓW! Jakież inne cele można realizować?! Realizując cudze cele nigdy nie osiągniemy szczęścia i poczucia spełnienia.

http://wsercugorzlotych.wordpress.com/

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o