Kamila pośród wielu zawodowych aktywności i planów, organizuje coaching dla mam, posłuchajcie jak wyciska z każdej sfery życia i kobiecej roli to, co ją uszczęśliwia i napędza do działania. A potem bierzcie przykład.

Jesteś Mamą półrocznego Szkraba, jak organizujesz sobie czas, by mieć odskocznię od macierzyństwa?

Szkrab ma już siedem miesięcy, a ja przyłączam się do rodzicielskiej mantry: „jak ten czas leci”. Od początku urlopu macierzyńskiego starałam się utrzymać strukturę dnia. Wiesz co jest głównym problemem osób bezrobotnych? Czas. Nadmiar i jednoczesny niedomiar, przepływanie przez palce. Wydaje mi się, że sytuacja wielu mam na urlopach macierzyńskich i wychowawczych jest podobna. A czas trzeba oswajać, czasami trzymać na smyczy, gdy potrzeba założyć kaganiec. Trzymać minimum planu dnia, dawać sobie zadania i wykonywać je. Z malutkim dzieckiem nie jest lekko, ale z każdym dniem łatwiej. W końcu dzieci też potrzebują regularności.

Nawet jeśli pracujesz z domu nie śpij do dziesiątej,  nie siedź w piżamie. Umaluj się. Na mnie to działa, mobilizuje. Macierzyństwo nie musi oznaczać kołtuna na głowie i poplamionych ciuchów.

Poza tym ważny był dla mnie szybki powrót do aktywności fizycznej. Do końca ciąży ćwiczyłam, pływałam. To pomogło mi szybko ogarnąć się po porodzie i wrócić do sportu. W Warszawie jest mnóstwo ofert zajęć dla mam z dziećmi, nawet kilkutygodniowymi. Sport doładowuje nasze akumulatorki, a szansa na szybki powrót do dawnej figury zmotywuje chyba każdą dziewczynę.

Jak udaje Ci się łączyć obowiązki zawodowe z wychowywaniem niemowlaka, kto pomaga?

Zdecydowaliśmy, że Ignaś pójdzie do żłobka dopiero, gdy będzie miał skończony rok. Do tego czasu umówiłam się z moją mamą na zajmowanie się nim trzy dni w tygodniu. Na razie to wystarcza, jeśli potrzeby się zwiększą – poszukamy dodatkowej opieki. Poza tym na szczególne wyjścia możemy liczyć na pomoc pozostałych dziadków. Oczywiście wychowaniem Młodego zajmuje się też mój mąż, ale nie rozważam tego w kategorii „pomoc”. To po prostu tacierzyństwo, ich relacja. Staram się w nią nie wtrącać (chociaż czasem kusi…).

Czy macierzyństwo zmieniło charakter wykonywanego przez Ciebie zatrudnienia?

Macierzyństwo zbiegło się z wieloma zmianami w moim życiu. Mocno pracowałam nad moim związkiem, a przede wszystkim nad sobą. Znalazłam w sobie odpowiedzi na pytania, co jest ważne. Zrozumiałam, że jestem gotowa na zmiany – bycie matką, woltę w życiu zawodowym. Budowałam fundamenty, na których teraz się opieram. Macierzyństwo wymaga ustalenia nowych zasad gry, kluczowe jest jednak aby to nadal była twoja gra. Charakter mojego zatrudnienia zmienił się, nie mogę jednak powiedzieć, że wyłącznie w związku z macierzyństwem. Po prostu poszłam swoją drogą, a okoliczności sprzyjały.

Mężczyzna jest do pomocy, a może ochoczo przejmuje obowiązki w kuchni lub szoruje wannę na wysoki połysk?

Ha! To interesujące pytanie. Zanim urodził się Ignacy właściwie ciągle gdzieś byłam, często jedliśmy na mieście,  w domu spędzałam ułamek dnia.  Jestem mobilną mamą, niemniej czas spędzany w domu znacznie się wydłużył. No i nagle odkrywasz, że odkurzasz co drugi dzień, a nie raz na tydzień, pralka chodzi i ty też chodzisz – i sprzątasz. Samo się dzieje. Podział obowiązków, który był równy i zgodny z preferencjami, nagle się rozłazi w szwach. No bo co, zmywarki sama nie nastawisz przez cały dzień? Chlewiku po karmieniu malucha nie ogarniesz?

Poskarżyłam się przyjaciółce, bezdzietnej, mieszkającej z chłopakiem. A ona mi mówi, że teraz rozumie, o co jemu chodzi. On pracuje z domu, więc spędza tam cały dzień. I sprząta, i wkurza się, że ona nie sprząta, że mu filtrów do odkurzacza nie kupuje. A jej, padniętej po całym dniu pracy, kurz na szafkach naprawdę nie przeszkadza. Często „obwiniamy” macierzyństwo, a to po prostu nowe warunki. Albo schematy w naszych głowach. Że obiad dla niego po pracy musi być. Otóż nie musi.

A wracając do wanny (która w moim przypadku jest prysznicem) to owszem, mój mąż szoruje na wysoki połysk. I firanki pierze. Serio.

Kiedy planujesz powrót do pracy w standardowym rozumieniu tego słowa – wypad do biura, kawki, plotki, a może szukasz innych rozwiązań?

Standardowo to już chyba nie będzie. Od marca będę pracowała na część etatu, już teraz zdarza mi się być w biurze. To jest jednak niezwykle cenny czas i chcę go w 100% wykorzystać na sprawy zawodowe. Poza tym jest coaching, który daje mi maksimum satysfakcji . Podczas sesji jestem całkowicie zaangażowana, dostrojona do klienta. Taka praca wymaga regeneracji – i tu jest miejsce na kawkę i pogaduszki. Jest jeszcze fundacja, którą rozkręcamy z koleżankami – mamami. Na razie piszemy projekty i trzymamy kciuki, by się powiodło. Uchylając rąbka tajemnicy powiem, że chciałybyśmy stworzyć miejsce dla pracujących mam i ich dzieci.

Zanim byłam mamą, zajmowałam się….

Przez ponad osiem lat zarządzałam projektami. Poza tym szkoliłam, ewaluowałam projekty, ogólnie dużo pracowałam. Razem z Frankiem imprezowaliśmy, podróżowaliśmy motocyklem. Nadal lubię pracować i lubię się bawić. Ale lubię też być mamą. To jak niekończąca się przygoda.

Co jest przysłowiową wisienką na torcie Twojego życia, gdy już zamkniesz sprawy zawodowe, a dziecię śpi lub jest pod czyjąś opieką?

Czas spędzony we dwoje z moim mężem. Co jakiś czas robimy sobie prywatne imprezy: ubieramy się jak na wielkie wyjście, zamawiamy lub robimy dobre jedzenie, otwieramy wino lub szampana. Tańczymy, bawimy się. Mam nadzieję, że w karnawale uda się nam też poimprezować na mieście, zobaczymy. Ale nasze domowe imprezy też są super. To bardzo ważne, żeby nie zacząć określać się wyłącznie przez pryzmat dzieci. Jestem mamą dla Ignacego. Dla Franka jestem żoną, kochanką, partnerką.

Gdy mam gorszy dzień, odganiam smutki… Jak? Zdradzisz jakieś sekretne metody, by pozbyć się chandry?

Potrzebuję wyjść z domu i być ze sobą. Standardy, żadne sekrety: iść na jogę, na masaż, zrobić paznokcie. Odkryłam, jak ważne są małe cele. Każdego dnia zakładam sobie realizację jakiegoś zadania związanego z moim rozwojem. Choćby to miał być wpis na bloga (prowadzę dwa blogi: www.twoj-coaching.blogspot.com oraz  blog prowadzony z przyjaciółką, www.miastomamy.blogspot.com); to wymaga pewnej mobilizacji, dyscypliny: znaleźć temat, ubrać go w słowa. Oczywiście bywają również duże cele, takie jak udana sesja coachingowa. Najistotniejsze, żeby każdego dnia coś się wydarzyło, żebym zasypiając wiedziała, że to był dzień wyjątkowy. Do zapamiętania.

Poza tym chandry się zdarzają i już. To cholernie trudne pogodzić się z tym, że jesteśmy smutne, niedoskonałe. Nie zajeść tego, nie odbić piłeczki w bliskich, nie obrażać siebie samej w wewnętrznym dialogu. Uczę się tego. Akceptowania niedoskonałości i sztuki odpuszczania.

Dziękuję za inspirującą rozmowę!

rozmawiała: Marta Szyszko

K-Jezowska-Hulas-zdjecie

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments