Zrobiłaś z mojego dzieciństwa okrutną farsę w twym teatrze kłótni, krytyki, wrzasków, pogardy, w którym na próżno było szukać poczucia bezpieczeństwa. Mnie obsadziłaś w roli pośmiewiska. Nie okazywałaś mi czułości, nie kochałaś mnie, a zasłużyłam na to. Każda inna osoba dałaby mi więcej akceptacji, spokoju, ciepła niż ty – na przykład nowa partnerka taty, którą kazałaś mi nazywać dziwką, a jego odrzucić. Chciałaś zniszczyć moją więź z nim, bo nie był ci już potrzebny.

Dawałaś mi dużo prezentów, ale nie zapełniły wewnętrznej pustki, samotności, poczucia odtrącenia, to miłości potrzebowałam najbardziej. Biłaś mnie za to, co robił mój brat – przykładowo gdy wybiegł na tory tramwajowe. Jednak mnie nie powstrzymałaś, gdy jako kilkulatka testowałam, czy zdążę przeskoczyć przez tory przed zbliżającym się pociągiem. – Niech biegnie, najwyżej się zabije – mówiłaś, a ludzie stali oniemiali, ale nikt nie zareagował, ani wtedy, ani nigdy. Przemoc była tabu i niczyją sprawą. Byłaś bezkarna, w końcu matka wie, co dobre dla dziecka. Marzyłam o tym, że ktoś zabierze mnie do domu dziecka, bo tam nie krzyczeli na dzieci – widziałam, gdy mijałam ten szary budynek, który wydawał się o wiele weselszy niż moje dzieciństwo.

Wiem, co byś powiedziała, czytając te słowa – że jestem niewdzięczna, że tyle mi poświęciłaś, że to moja wina, a właściwie twoja, bo mnie nie wyskrobałaś. Zrobiłabyś to, gdybyś tylko wiedziała jaka się okażę, wielokrotnie mi o tym wspominałaś.

Czułam smutek, a ty wyśmiewałaś go, nazywając mnie smutną cipą, więc wcześnie odcięłam się od emocji, by nie prowokować twojej krytyki, której nic nie mogło powstrzymać. Nie o tobie miał być ten list, bo nie o ciebie w nim chodzi, ale o moje życie. Dziś wracam do tych emocji. Czułam się: zawstydzona, niewarta miłości, samotna, odtrącona, poniżona, upokorzona, jakbym posiadała defekt, z którym nic nie można zrobić. Bezsilna, winna, rozzłoszczona, przepełniona nadzieją, bo były też pozytywne przebłyski. Opuszczona, pusta w środku, rozżalona, niewidzialna, zdezorientowana, smutna. Rozdarta między potrzebą kochania ciebie, nadzieją, że mnie pokochasz, a złością za to, co mi robisz – bezkarnie i z pełną aprobatą otoczenia. Dziś już nie wstydzę się tego, bo wstyd można odczuwać za to, co robi się wobec innych, a nie za to, czego się doświadczyło.

Nie umiałaś mnie kochać za pierwiastek ciebie, widziałaś we mnie twarz znienawidzonego ex, obwiniałaś o swoje nieudane życie osobiste, którego nawet po moim szybkim usamodzielnieniu się, nie potrafiłaś sobie ułożyć.

Najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa? Zostawiałaś mnie samą w pustym łóżeczku z wysokimi szczebelkami, płaczącą godzinami, zamykałaś drzwi od pokoju i w tym czasie sprzątałaś – co mi później doradzałaś, gdy sama zostałam mamą. Ona ciągle płacze – mówiłaś, więc nie ma sensu próbować jej uspokoić. Porządek w domu jest najważniejszy. Tak jak pozory przed obcymi ludźmi.

Nie pamiętam, żebyś mnie przytuliła, raz tylko wzięłaś na ręce. Dobrze to pamiętam, jak się uspokoiłam, jak poczułam się bezpiecznie. Gdy spragniona twojej czułości inicjowałam bliskość, odtrącałaś mnie z obrzydzeniem i zniecierpliwieniem.

Krytykowałaś mnie jako córkę, kobietę, żonę, matkę. Gdy wychodziłam za mąż, obstawiałaś, ile maksymalnie lat on ze mną wytrzyma. Bo skoro ty mnie nie kochałaś, uznałaś, że nie jestem warta miłości. Poza tym zawsze byłam winna w naszej relacji, przypięłaś mi łatkę kłótliwej wariatki, a z takimi ludźmi się nie buduje rodziny, od nich się ucieka. Dobrze, że w to nie uwierzyłam, a twoje zniekształcenia rzeczywistości nie potwierdziły się. Bieg wydarzeń stał się niezbitym dowodem, że myliłaś się co do mnie.

Dziś szukam aprobaty gotowa rezygnować z siebie, by zadowolić innych, pomagam innym zamiast skupić się na sobie, nie umiem wyznaczać granic. Nie ufam innym, spodziewam się po nich najgorszego. A czego mam się spodziewać po obcych, skoro piekło zafundowała mi własna matka? Nie potrafię przyjąć krytyki, bo każda pomnożona jest przez twoje odrzucenie.

Wiem, że uważasz się za wzór do naśladowania. Mimo to zamierzam wyrazić swój słuszny gniew i zerwać relację z tobą, jeśli znów zaczniesz mnie uciszać, zatruwać moją teraźniejszość. Nie będę milczeć, gdy spróbujesz ponownie skrzywdzić mnie lub przeniesiesz te katusze na moje dzieci, po tym, jak wyznaczę ci granice, jak wyjdę z roli dziecka i cię zdetronizuję. Zawsze wybierałaś słabszych, zależnych, by niszcząc ich, poczuć się przez chwilę lepiej. Nie będę twoim pieskiem do bicia, moje dzieci też nie. Nie wiem, czemu teraz zjawiłaś się w moim życiu, gdzie byłaś, gdy cię potrzebowałam?

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments