Lato znika szybciej niż wakacyjna opalenizna. Marzymy o nim w zimowe, mroczne poranki, nastawiamy się na nie jak na wybawienie i gdy nadchodzi, przez chwilę czujemy się młodsi, bardziej atrakcyjni, lżejsi o wełniane płaszcze i o czarne myśli.

Niekiedy jesteśmy na nie zbyt zajęci. To, co dobre szybko się kończy, jak długo planowany urlop, który minął nie wiadomo kiedy. Ani się obejrzymy, jest już po krzyku i znów możemy czekać na niedoścignione.

Wracają beznamiętne wieczory, podczas których pytasz samą siebie z niedowierzaniem: – To nie wydarzy się już nic znaczącego?

Bezwzględny i surowy podmuch jesieni i dojrzała w ostrym słońcu jarzębina uświadamiają, że nie ma ucieczki przed nieuniknionym.

To jak powrót z emocjonującej podróży do uciążliwej rzeczywistości, w której nawet mocne espresso już dnia nie robi.

IMGP6835

To jak wierzyć, że po drugiej stronie dokonamy odkrycia, ale obracamy się w kółko. Tkwimy w złudzeniach, wolimy wierzyć, że lato coś ruszy, coś odświeży i coś napełni. Choć kolejny rok z rzędu raczej uszczupla nasze możliwości.

Łudzimy się, że od pewnego momentu coś zaskoczy. Może wybraliśmy właśnie lato? Bo wtedy świeci słońce i wszystko wydaje się możliwe, w zasięgu ręki, jak słodkie pomidory z gruntu i jeżyny z lasu.

Boimy się zacząć już teraz, niezależnie od daty w kalendarzu, choć tak niewiele spraw,  o które na co dzień się martwimy, jest kwestią życia i śmierci. Jednak pozwalamy zatrzymać się temu lękowi, zupełnie jakby były. Nadchodzi lato, a potem mija, w międzyczasie nic się nie zmienia, tracimy tylko złudzenia. Lecą jak liście z drzew, jak kartki z kalendarza niezapisane ambitnymi planami, a nawet zapisane, ale niezrealizowanymi.

Zawsze można się pocieszyć, że gorzej nie jest, tylko czas znów upłynął. Lato nic nie zmieniło, ani na lepsze, ani na gorsze. I z ulgą wrócić do obowiązków, nie zostawiających czasu na myślenie.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments