Nabrałam się na zdjęcie na Instagramie, gdzie objadająca się mama, zachwalała pewien event z food trackami w mojej okolicy. Oczami wyobraźni widziałam zdrowe jedzenie, dzieci zajadające się bezglutenowymi, wegańskimi specjałami, siebie odprężoną i zwolnioną z gotowania obiadu.

Aż dotarliśmy na miejsce. Minęliśmy po drodze ową blogerkę, która poleciła event, tylko już się nie uśmiechała, ani nie zdradzała takiego entuzjazmu jak na zdjęciach. Zdawało mi się nawet, że jest przybita lub rozczarowana, ale jak obietnica to obietnica. Dzieci obeszły wszystkie stoiska wściekle głodne i stwierdziły, że nic tu dla nich nie ma, a nad wegańskie naleśniki wolały gofry z cukrem pudrem.

Zaczęły skandować jak pisklaki, a mąż stwierdził, że jak im tych gofrów nie kupimy, to nie znajdziemy na spokojnie jakiejś knajpy, gdzie za 20 zł można zjeść obiad, a nie kupić kulkę ryżu dla hispterów, którzy tagują się z nią na Instagramie.

Poszliśmy na burgery i burito, stojąc w kolejce do lokalu (co moim zdaniem było obietnicą dobrego jedzenia) z dwójką znudzonych i żądnych konia z kopytami dzieci. Potem dania wylądowały na stole, nastąpiła trzykrotna wymiana talerzy, nim dzieci zdecydowały, co łaskawie może być, a rodzice dojedli resztę (nie resztki, żeby nie było!).

Przy pierwszym kęsie spytałam męża, czy to moje chore gardło zaburza percepcję, czy on też nie czuje smaku. Przyznał, że coś jest nie tak z tym żarciem, niby wygląda, niby nic mu nie można zarzucić, ale… kubków smakowych nie urywa.

Policzyliśmy, że ta wycieczka kosztowała nas 10 kg czereśni z bazarku i kompleksowe sprzątanie mieszkania, a czujemy się rozczarowani.

Dzieciaki i tak najlepiej będą wspominać gofry, a ja pieniek, na którym miałam zrobić fajne zdjęcia, ale okazało się, że karta do aparatu została w laptopie.

20160611_163306

Szykowanie obiadu mnie nie ominęło, na szczęście miałam rosół z dnia poprzedniego, którego dzieci domagały się tuż po powrocie.

Czasami czuję się gorsza, nie taka, dlaczego nie entuzjazmuję się tym, co zachwyca innych, dlaczego nie piszę tylko radosnych tekstów i od czasu do czasu mam ochotę rzucić macierzyństwo, albo chociaż talerzem?

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments