niedoskonała mama

niedoskonała mama

felieton

Kuksańce i krągłości

tydzień 18, sierpień 2010

Leżałam przed trzema dniami u kosmetyczki między bolesnym zabiegiem depilacji masą cukrową a – jeszcze boleśniejszym – oczyszczaniem twarzy. Pani wyszła, zostawiając mnie leżącą pod kocykiem z jakąś mazają na twarzy i parą ustawioną tak, by mnie nie udusiła. Leżałam bezczynnie, relaksując się nieco i, aby ten radosny czas oczekiwania czymś sobie wypełnić, przyłożyłam dłonie do podbrzusza.

Leżałam tak jakiś czas, aż pod prawą dłonią poczułam nagle posuwisty ruch, potem jeszcze jeden i nagle kuksaniec, jak gdyby Pępek robił salto i uderzył mnie swym małym tyłeczkiem. Teraz już naprawdę zwariowałam na punkcie mojego dziecka! Wspaniały był moment, kiedy zobaczyłam je na USG, niesamowite było, kiedy usłyszałam jego serce, wzruszające, gdy zaczęło „bąbelkować” w moim brzuchu…

Ale to uczucie, całkowicie zewnętrzne, jego dotyk rozwalił mnie po prostu. Pękło coś we mnie, zmieniło się, a jestestwo mego dziecka stało się niepodważalne. To jeden z najpiękniejszych momentów ciąży. Teraz dotykam ciągle brzucha w nadziei, że poczuję je znowu, ale na razie mi się to nie udaje. W czasie tych radosnych i doniosłych zdarzeń, D. był na wyjeździe z kolegami. Kiedy leżałam u kosmetyczki, pomyślałam „jaka to szkoda, że Go nie ma! Opuścił właśnie pierwsze ważne wydarzenie z życia naszego dziecka!”

Poczułam przedsmak uczucia, jakie ogarnie mnie, kiedy dziecko zrobi pierwszy krok, powie pierwsze słowo etc., a D. – na swoje nieszczęście i hańbę narodu – akurat wtedy będzie w pracy! I dotarła do mnie prawda, niczym masło maślane, prawdziwa – nie będziemy zawsze przy Pępku, nie będziemy go zawsze obserwować, nie będziemy go dowolnie kształtować. To niezależny byt, nowy człowiek. Z mojej krwi, z genów D., ale niezależny, autonomiczny i wolny… jaka szkoda…

pępek świata

Tak się cieszę z tego mojego dużego już brzuszka, z coraz cięższych i kręglejszych piersi, z bioder… no z bioder to akurat nie. Wczoraj oglądałam zdjęcia z wesela, na którym byliśmy przed miesiącem. D. mówił, że mamy tam urocze zdjęcie jak tańczymy przytuleni. Może i jesteśmy tam przytuleni, ale przede wszystkim na tym zdjęciu zobaczyłam swoje wielkie, nalane wręcz ramię, a gdzieś tam, hen daleko w tle, majaczą nasze uśmiechy. „No niemożliwe!” – myślę i oglądam dalej.

Pamiętam, że czułam się w fioletowej sukience i wiązanych sandałkach tak lekko, zgrabnie, trochę taka Mama Na Wybiegu, Sexy Mama i wszystkie takie. Lecz te zdjęcia obnażyły wieeelką prawdę, że nie jestem już fajną laską, tylko ogromnym zadkiem. A to dopiero połowa ciąży za nami, kochana, dopiero połowa… To faktycznie bolesne, uderzające w jakąś taką bardzo kobiecą, a więc próżną, cząstkę mej osoby – nagle mam dodatkowe pośladki nad i pod tymi właściwymi. Kiedy siedzę, pod biustem tworzy mi się dodatkowa oponka. Mam wrażenie, że w każdym miejscu jest mnie jakoś więcej.

Pora więc na krok trudny, bolesny i ciążący mi na sercu ogromnie – pora, aby w odstawkę poszły bułki z szynką. Pora na odwyk! Koniec z pochłanianiem ogromnych ilości tego pszenicznego badziewia, bo niedługo będę się turlać zamiast chodzić. A tak mi dobrze szło powtarzanie sobie „jeść dla dwojga, nie za dwoje; jeść dla dwojga, nie za dwoje”…

tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o