niedoskonała mama

niedoskonała mama

nie kocham swojego dziecka
społeczeństwo

Nie kocham swojego dziecka? Sprawdź, czy jesteś wystarczająco dobrą matką

„Większość społeczeństw gloryfikuje matki, tak jakby zwykły biologiczny akt wydania dziecka na świat automatycznie pociągał za sobą najwznioślejsze uczucia. A to po prostu nieprawda. Nie istnieje magiczny pstryczek, którego naciśnięcie włączałoby osławiony „instynkt macierzyński” niczym żarówkę i dawało pewność, że każda kobieta, nawet zaburzona emocjonalnie, natychmiast nawiąże więź ze swoim dzieckiem, będzie umiała rozpoznać i zaspokoić jego potrzeby i otoczy je życiodajną, czułą opieką.”

Pewnie zdarzyło ci się pomyśleć na urlopie rodzinnym – ucięłabym sobie drzemkę, a dziecko domaga się wspólnej zabawy, która dla mnie jest nudna. Mężczyznom łatwiej przychodzi dbanie o swoje potrzeby, bo ich nikt nie gloryfikuje w roli ojców, spokojnie mogą się z niej wycofać, uciec w pracę, angażujące rozrywki, wysłać żonę z babcią i latoroślą na urlop, kobiecie rzadziej to uchodzi.

Wtłacza się ją w stereotyp cierpliwej, opiekuńczej, pełnej matczynej miłości i dobroci. To ogromny balast zarówno dla samych kobiet, których miłość macierzyńska niekiedy dojrzewa z czasem, a czasem w ogóle się nie pojawia, jak i ich dzieci, które nie czuły się kochane przez matki, a jako dorośli mierzą się z ogromem poczucia winy z powodu dostrzeganej prawdy, bo matka nie tylko musi być kochająca, ale matkę trzeba kochać, nieważne co zafundowała swojemu dziecku.

Czy jesteś wystarczająco dobrą matką?

„Od dobrej matki nie oczekuje się ani perfekcji, ani poświęcenia do granic męczeństwa. Ma ona, jak wszyscy, własny emocjonalny bagaż, własne blizny i potrzeby. Może łączyć macierzyństwo z ambicjami zawodowymi i z pewnością zdarzają się okresy, kiedy nie jest do dyspozycji swojego dziecka. Może „wyjść z siebie” i powiedzieć czy zrobić coś, czego później będzie żałować. Jeśli jednak jej dominująca postawa wzmacnia w córce przekonanie o własnej wartości, szacunek do samej siebie i poczucie bezpieczeństwa, taka matka prawidłowo wywiązuje się ze swojej roli, niezależnie od tego, czy uznamy ją za wspaniałą, czy tylko wystarczająco dobrą. Taka matka okazuje dziecku prawdziwą miłość w sposób namacalny i niepodważalny.”

Choć trudno w to uwierzyć zdarzają się matki, które nie kochają swoich dzieci. Być może gdyby ich życie wisiało na włosku, uaktywniłby się w nich jakiś instynkt, ale ze względu na własne emocjonalne niedostatki, wyniesione z dzieciństwa, są niezdolne do okazywania uczuć, budowania poczucia bezpieczeństwa czy wysokiego poczucia własnej wartości dziecka. Spełniają jego fizjologiczne potrzeby, co nierzadko wypominają w dorosłym życiu, ale warto pamiętać, że podręczniki, jedzenie i ubrania gwarantowane są także w domach dziecka. Matka, która jedynie takie zasługi ma na swoim koncie, jest daleka od bycia kochającą i troskliwą.

„Im (pacjentkom autorki książki, które zgłosiły się na terapię) odżywczą matczyną miłość i uwagę dawkowano od najmłodszych lat skąpym kroplomierzem. Pozory uczuć okazywanych zwykle przy świadkach za zamkniętymi drzwiami nieuchronnie ustępowały miejsca rzeczywistości rzadko obserwowanej przez postronnych: psychicznemu niszczeniu, rywalizacji, zimnemu ignorowaniu, bagatelizowaniu osiągnięć, niedostatkom opieki i ochrony albo nawet bezpośredniej przemocy. Czy te matki kochały swoje córki? Nie.”

Nie jesteś wystarczająco dobrą matką, jeśli regularnie:

 – krytykujesz i poniżasz dziecko

robisz z dziecka kozła ofiarnego, np. krzywdzisz je, a gdy ono informuje cię o swoim adekwatnym smutku, obrzucasz je winą i z siebie robisz poszkodowaną – więc teraz ja jestem tą złą? Tyle dla ciebie zrobiłam, a ty ciągle masz pretensje! Jak możesz mi to robić?

Obwiniasz dziecko za nieudane życie osobiste – gdyby nie ty, ułożyłabym sobie życie z mężczyzną lub gdyby nie ty, zrobiłabym karierę…

przypisujesz sobie zasługi dziecka, a gdy coś się nie układa w twoim życiu, zrzucasz na nie odpowiedzialność, np. są matki, które ambitnie podchodzą do edukacji dziecka, odbierają im dzieciństwo korepetycjami i zajęciami dodatkowymi, a gdy te odnoszą sukcesy, mówią: a dzięki komu to wszystko? I odwrotnie, jeśli mimo fundowanych zajęć dodatkowych, dziecko się nie wyróżnia, wyzywają je od leniwych, za mało inteligentnych, przynoszących wstyd.

nie zostawiasz dziecku przestrzeni na samodzielność, wyrywasz mu z rąk sztućce – ja cię nakarmię, ty się zranisz (gdy dziecko jest już w wieku, w którym powinno to umieć). Nic nie potrafisz beze mnie zrobić, daj to, ja zrobię lepiej! Traktujesz je jakby było niezdolne do podejmowania samodzielnych decyzji;

jesteś najlepszą mamą na świecie tylko przy ludziach: na uroczystościach szkolnych, urodzinach, a gdy zostajesz sam na sam z dzieckiem przedstawienie się kończy, zaczyna obojętność, niechęć, krytyka, skrajnie policzkowanie;

traktujesz dziecko jako rywala

Ty jesteś najpiękniejsza, musisz być ciągle w centrum uwagi, ona nie dorasta ci do pięt, nie dorównuje urodą i inteligencją; Konkurujesz z córką o życiowe osiągnięcia, dbasz o to, by nie zaszła dalej, podcinając jej skrzydła, porównując do kuzynki, która w przeciwieństwie do niej, tyle osiągnęła i zasłużyła na zachwyt;

mówisz dziecku, że nie poradzisz sobie bez niego, odwracając tym samym role – oczekujesz, że przejmie ono dorosłe obowiązki i się tobą zaopiekuje, tracąc przy tym dzieciństwo;

celowo próbujesz skłócić swoje dzieci, wprowadzić zamęt w ich życie;

U dorosłych dzieci niekochanych przez matki nie znika potrzeba zdobycia ich aprobaty i spełnienia dziecięcych marzeń o akceptacji i podziwie. Z wiekiem frustracja i niespełnienie matki, które popychały ją do zazdrości, złośliwości i robienia scen własnemu dziecku w ważnych dla niego momentach, niestety coraz bardziej się nasila, a szanse na udaną relację maleją.

Jeśli dorosłe dziecko niekochającej matki chce ciągnąć tę relację, musi pogodzić się z tym, czego nie otrzymało i już nie otrzyma, nie startować z perspektywy dziecka, bo od przychylności matki nie zależy już jego przetrwanie, a miłość może czerpać z innych źródeł – od partnera, dzieci, przyjaciół.

Warto też mieć świadomość, że czasem lepiej taką relację zakończyć, że rodzic, który nie spełnił swojej roli wobec dziecka, nie ma prawa oczekiwać, że ono spełni swoją rolę wobec niego. To zawsze dorosły odpowiada za więź z dzieckiem, jeśli jej nie stworzył, dziecko ma prawo się uwolnić, chronić siebie, swoje szczęście i dobre samopoczucie. Nie powinno ulegać presji społecznego przekazu: matkę trzeba kochać.

Nie trzeba, bo nie każda z nich to potrafi wobec swojego dziecka, a ogrom krzywd, nawet wybaczonych, nie powinien rosnąć pod wpływem dalszych kontaktów, do których niesłusznie czujemy się zobligowani.

Marta Szyszko

na podstawie:

„Matki, które nie potrafią kochać” S. Forward, wyd. W. A. B.

nie kocham swojego dziecka

Comments

comments