niedoskonała mama

niedoskonała mama

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
felieton

Kiedy się urodziłam…

…moi rodzice mieszkali na pewnym osiedlu bloków z wielkiej płyty, bloków szarych, ponurych i brudnych. Kiedy miałam kilka lat, wyprowadziliśmy się stamtąd, jednak większość sąsiadów do dziś mieszka w tych samych mieszkaniach. Te same twarze, tylko o przeszło dwadzieścia lat starsze; te same umysły, tylko pozbawione już marzeń (a może złudzeń); te same mieszkania, tylko czasem wyremontowane łazienki. Tylko czasy inne – bo stan wojenny dawno za nami…

Pojechałam dziś z mamą odwiedzić dawne kąty. Ja pamiętam to wszystko tyle o ile, bo zbyt mała byłam, żeby interesowali mnie sąsiedzi, kiedy tu mieszkaliśmy. Pojechałam jednak z mamą, bo umówiła się z jedną z dawnych sąsiadek, a do innych też chciała zajrzeć przy okazji. Spędziłyśmy w tym bloku cztery godziny, snując się w kapciach (założonych przy okazji pierwszej wizyty) po klatce, chodząc od piętra do piętra, od drzwi do drzwi (tu nieco przesady, bo zwiedziłyśmy raptem dwa piętra).

Wysłuchałam niezliczoną ilość ochów i achów, wiele razy rzucone do mojej mamy: „A., ty się nic a nic nie zmieniłaś!” i mnóstwa wspominek o tym jak to było dwadzieścia parę lat temu. Słuchałam o tym, jak to dzieci biegały między mieszkaniami, jak mama z jedną z „ciotek” chodziła na kilkugodzinne spacery z dziećmi i całe dnie rozmawiały o miłości;

o tym, jak to nic w stanie wojennym nie było i jak na wigilię każdy coś przynosił i siadali razem do stołu w jednym z mieszkań; o tym jak sąsiad się spił i mieszkania pomylił; jak inny sąsiad, zwany pobłażliwie Poetą, nigdy niczego nie wydał, ale za to żonę dla młodszej zostawił itd.

Historie to urzekające, lecz po kilku godzinach nużące. Byłam zmęczona, potwornie głodna i coraz bardziej zirytowana. Kiedy pożegnałyśmy ostatnią z moich „ciotek” i wsiadłyśmy do samochodu, miałam już szczerze dość. Moja Mamusia rozłożyła mnie jednak na łopatki, mówiąc: „Przepraszam Cię, ale tak mi tu dobrze było wrócić po latach… Tu byłam naprawdę szczęśliwa…”.

Była naprawdę szczęśliwa, bo był to czas jej młodości. Czas, kiedy mój ojciec kochał ją nad życie (dekadę później kochał już inną, niestety), kiedy urodziła drugie dziecko (mnie), miała wokół koleżanki; mimo stanu wojennego, wydawała „przyjęcia”, które ubóstwiali wszyscy sąsiedzi (i które, jak się dziś przekonałam, nadal wspominają). Był to czas, kiedy świat leżał u jej stóp. Jak dziś u moich…

Dziś mam poczucie, że Pan Bóg wystawia stopy w moim kierunku, a ja chwytam je od niechcenia :) Moje życie jest landrynkowe – wszystko jest takie, jak być powinno – jestem młoda, ładna, wykształcona, dzielę życie z ukochanym mężczyzną, zaraz urodzę naszą wyczekaną córeńkę, jesteśmy wszyscy zdrowi, robię w życiu to, co kocham; prowadzę ciekawe życie towarzyskie…

To jest mój czas – próbuję spojrzeć dziś na niego z perspektywy, której mi jeszcze brakuje. Dzięki mojej mamie zrozumiałam, że ten właśnie czas nie tylko jest na wagę złota, ale będzie jeszcze zyskiwał na wartości z każdym kolejnym rokiem, z każdą dekadą będzie się stawał bezcenny.

Tym mocniej więc zanurzam się w teraźniejszości. Tym bardziej ćwiczę uważność we wszystkim, co robię, widzę, czego smakuję. Tym bardziej odczuwam i każdym porem ciała, niczym płaz, wdycham powietrze, żeby zatrzymać je w sobie jak najdłużej, przesiąknąć nim. Żeby za dwadzieścia, trzydzieści lat, wspominać te piękne czasy młodości, nadal wtulając się w opiekuńcze ramiona D.,  nadal siadając do kolacji z tymi samymi przyjaciółmi, nadal z poczuciem, że świat leży u naszych stóp.

tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o