niedoskonała mama

niedoskonała mama

dym
felieton

O uczłowieczaniu zmarłych i zezwierzęceniu własnym

Fragment serii: „Po drugiej stronie lustra… Kiedy pojawia się dziecko”

Planowałam napisać o czymś radosnym, letnim, ciepłym. Nie mogę sobie jednak przypomnieć co to miało być…

Ostatnio moja córka płakała co chwilę, była marudna, trochę śpiąca, ale spać nie chciała; trochę głodna, ale jedzenie rozrzucała po kuchni na prawo i lewo, niemal jak malarz pokojowy-abstrakcjonista. Kilka razy mówiłam „Stokrotko, przestań”, wiele razy, nieco już poirytowana „Uspokój się”, jednak to wszystko bezskuteczne było zupełnie.

Wreszcie, gdy zupa, której sprać nie sposób, znalazła się już na mojej bluzce, a moje dziecko z impetem włożyło ręce w miskę, po czym zaczęło nimi machać (a ja wciąż jak głupia powtarzam „buzia je, brzuszek je, rą-czki nie”), wzięłam Lady D. na ręce, bez ceregieli posadziłam na podłodze w pokoju, mówiąc czule „to sp…laj się bawić”. I bawiła się, o dziwo.

Wstyd mi, że odezwałam się tak do mojej córki. W naszym domu nikt tak nie wyraża emocji. Może inaczej – przeklinamy i to sporo całkiem, ale nigdy do siebie, nigdy personalnie, nigdy nie obrażamy drugiej osoby. Ja natomiast obraziłam moje dziecko – istotę, w imię godności której zobowiązałam się walczyć, wydając ją na świat.

Zostałam matką jakiś czas po urodzeniu córki. Najpierw płakałam, nie mogąc poradzić sobie w tym ciężkim, początkowym czasie. Później stawałam się mamą, dzień po dniu ucząc się życia z moim dzieckiem, napełniając się miłością, która płynie teraz w moich żyłach. Zdarza się jednak już drugi taki moment w ciągu ostatniego półrocza, gdy dopada mnie całkowita atrofia. Gubię gdzieś siebie, poświęcam się całkowicie córce; pozwalam, by wysysała szpik mojego indywidualizmu. Nie chce mi się. Pisać mi się nie chce. Jeść mi się nie chce. Pić mi się nie chce. Czytać – nie. Pójść na zakupy i coś ugotować – nie. No, pudelka mogę przeczytać. Gubię się jakoś, jak gdyby ktoś nagle zgasił światło w pokoju hotelowym – niby się w nim rozgościłam, rozpakowałam już rzeczy, wzięłam prysznic, ale nie znam go na tyle dobrze, by poruszać się po omacku. Każdy dzień przynosi nowe, świeże. Każdy dzień jest oddzielną przygodą, a jednocześnie wszystkie one układają się w przepiękną, ale jednolitą mozaikę. Każdy dzień jest identyczny, każdy nużąco podobny do poprzednich i następnych. Nie jestem czasem pewna, czy zaczęłam żyć w domu pół roku temu, czy może jestem tu od zawsze. Balansuję co dzień między poczuciem bezkresnego szczęścia a absolutnym ubezwłasnowolnieniem.

Odwiedziłam dziś na cmentarzu mojego tatę. Zaraz minie dekada, odkąd nie żyje, a ja zrozumiałam, że wcale go nie znałam. Zmarł, gdy z dziewczyny zaczynałam zmieniać się w kobietę. Nie wiem, na ile moje wspomnienia są prawdziwe, a na ile przeniknięte wyobrażeniami o nim. Kiedyś przychodziłam do niego częściej. Siadałam na grobie i „gadaliśmy” sobie. Nie odwiedzałam go od wielu miesięcy. Dziś usiadłam, zapaliłam papierosa. Przypomniałam sobie, jak byłam dziewczynką siedmio- może ośmioletnią. Byliśmy z tatą w łazience. Powiedziałam mu, że kocham go najbardziej i to się nigdy nie zmieni. Odpowiedział, że kiedyś poznam mężczyznę, który stanie się dla mnie ważniejszy i to z nim spędzę swoje życie. Wtedy rozpłakałam się. Dziś przyznałam swojemu ojcu rację. Wyznałam, że pojawił się mężczyzna, którego kocham bardziej niż kiedykolwiek kochałam tatę. Wyznałam mu, że mój mąż jest najlepszym ojcem, jakiego mogłam sobie wymarzyć dla mojej córki. Wyznałam, że jest najlepszym mężem, jakiego mogłam pragnąć. Wyznałam wreszcie, że jest o niebo lepszym ojcem i mężem od mojego taty. Pierwszy raz zdarzyła nam się tak szczera rozmowa. Przez całe moje życie, a zwłaszcza lata po śmierci ojca, był on moim punktem odniesienia. Kochałam go lub nienawidziłam, stawiałam na piedestale lub deptałam pamięć o nim. Dopiero niedawno obrałam swój własny kierunek, uczłowieczywszy mojego tatę. Oto, po niemal dekadzie, Bóg stał się człowiekiem…

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments