Kwiecień 2012 r.

Kwiecień 2015:
Zaraz moje urodziny i niedługo po nich Święta Wielkiej Nocy. A ja wspominam ten czas sprzed trzech lat – z jednej strony w ramach podsumowań w ramach zbliżającej się trzydziestki, z drugiej – w ramach świąt. Pomyślmy o innych. Podobno przeciętna rodzina wyda na jedzenie pięć procent mniej niż w ubiegłym roku z powodu spadku cen żywności. Kupmy więc za te zaoszczędzone procenty coś dla innych. Zróbmy sobie wszystkim święta czasem odświętnym!

Dodałabym jeszcze o pięknym przemyśleniu mojej czterdziestoletniej koleżanki (bo ta trzydziestka jakaś taka niewygodna, jeszcze się w niej nie zadomowiłam)

– rozmawiałyśmy o ustawie przedłużenia wieku emerytalnego, a ona powiedziała, że jest jej zwolenniczką, bo wedle tej ustawy jest nie w połowie swojego życia, ale dopiero w połowie pracy zawodowej.

Kwiecień 2012:

Prezent nr 1

Dotrzymałam słowa – okolice moich urodzin są też czasem przeglądu okresowego. Zapisałam się do internisty, żeby zlecił mi różne badania oraz do ginekologa. Nie umniejszając mojego zachwytu nad wszystkimi cudami, którymi bliscy obdarowali mnie z okazji urodzin, muszę przyznać, że takie doroczne badania to najlepszy prezent, jaki mogę sobie ofiarować.

Prezent nr 2

Moja córka (chyba również w ramach urodzinowego prezentu) tuż przed śniadaniem wyjęła z szafki talerze i postawiła je na stole, kiedy wyszliśmy na chwilę z kuchni. A ja pierwszy raz w życiu dałam w swoje urodziny kwiatek mojej mamie, żeby podziękować jej za Wielką rzecz, jakiej dokonała. Urodziny w ogóle powinny być świętem matek, a nie dzieci.

Pojechałam znów do Domu Samotnej Matki. Moja koleżanka zawoziła tam parę dni temu rzeczy po dzieciach i dowiedziała się, że w tym roku, wyjątkowo, żadna z firm, które do tej pory dawały im coś na święta, nie może tego zrobić. Pojechałam więc dziś rano do sklepu i od mojej ukochanej cioci, mojej mamy oraz ode mnie kupiłam żurki w proszku, parę kilo kiełbasy, sera i słodycze dla dzieci. Wielkie, jak mi się wówczas zdawało, zakupy zapakowałam do auta i pojechałam. Kiedy wszystko w ciągu minuty zniknęło z mojego bagażnika, zdałam sobie sprawę z małości moich darów. Tylko ja jednak ową małość zauważyłam, bo matki oraz dzieci, które pomagały mi wszystko wypakować, były zachwycone. Zawiozłam też trochę rzeczy po sąsiadce i jej dzieciach, wrzuciłam je do starego kosza wiklinowego, który od dawna walał się po piwnicy, bo nie wiedzieliśmy czy wystawić go śmieciarzom, czy spalić. Matki wykrzyknęły „Jaki piękny kosz!”, a ja pomyślałam o naturze, która zatacza kręgi i nie pozwala by cokolwiek się zgubiło. To są momenty, w których i ja przypominam sobie, co jest ważne. Momenty, które uczłowieczają.

Prezent nr 3

Uświadamiam sobie, jaka ze mnie szczęściara, że stoi za mną D. i pozwala mi podeprzeć się, kiedy tracę grunt. Posiadanie prawdziwego przyjaciela, a co dopiero życie z nim, jest cennym darem. Ja za mój jestem wdzięczna.

Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka

logo soojka.pl

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments