niedoskonała mama

niedoskonała mama

wizyta w domu samotnej matki
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… W Domu Samotnej Matki

Listopad 2011

Luty 2015

Dziś opisuję Wam miejsce, jakich pewnie wiele, a do których nie docieramy zbyt często. Na mnie wizyta w Domu Samotnej Matki zrobiła ogromne wrażenie. Pojechałam tam z darami cztery lata temu i jeżdżę do dziś.

Listopad 2011

Obrzeża Warszawy, droga przez las, jednak nie taka biegnąca wśród luksusowych rezydencji; nie taka prowadząca do luksusowego SPA na odludziu. To droga równoległa do trasy szybkiego ruchu, choć nieco od niej oddalona; po jednej jej stronie słupy podtrzymujące linie wysokiego napięcia, po drugiej stare, rozpadające się domy. W pewnym momencie skręcasz w wąską dróżkę prowadzącą cię wprost na błotniste klepisko. Jesteś na miejscu. Wysiadasz z samochodu, rozglądasz się niepewnie. Przed tobą patchworkowy budynek. Trochę z pustaków, trochę z cegły, trochę otynkowany.

Smutno, szaro, biednie. Otwierają się drzwi, wychodzi kobieta po czterdziestce, niedbale ubrana i uczesana; wita cię jednak serdecznie. Wchodzisz za nią do biura. Zimne pomieszczenie, dwa stare biurka, dwie klatki z papugami falistymi, które hałasują, brudzą i śmierdzą. Ogólny bałagan, torby – chyba z darami – porozstawiane gdzie popadnie. Przywozisz paczkę kostek rosołowych, trochę zupek w proszku. „Nawet nie wiesz, jak to nam potrzebne – słyszysz można dodać do wody z jakimś kartoflem i od razu nabiera smaku”.

Przywozisz też trochę ubrań po swoim dziecku, trochę ubrań po sąsiadce. To też się przyda – jeśli nie do noszenia, spalą w piecu. „Palimy czym popadnie. Jak nie mamy węgla, rąbiemy meble; jak nie mamy drewna, przebieramy ciuchy i co najgorsze, palimy”. Zwłaszcza, że mają czterotygodniowego noworodka i trzeba było zacząć grzać wcześniej. Zwłaszcza, że w styczniu rodzi się kolejny maluszek. Jak moja styczniowa dziewczynka…

Dwanaścioro dzieci od urodzenia do wieku przedszkolnego, osiemnaścioro w wieku szkolnym, w tym najstarszy, dziewiętnastoletni chłopak. Dwanaście kobiet, które innego domu nie mają lub mają, ale nie spełnia on podstawowej funkcji – nie daje bezpieczeństwa. Te kobiety mogą tu przebywać ile zechcą, nie ma limitu czasowego ani wiekowego dzieci. Chcesz zwiedzić resztę budynku? Zobaczyć jak te kobiety mieszkają? Nie ma sprawy. Przecież nie jesteś tu pierwszy raz, zapraszamy więc do wspólnej podróży.

Wchodzisz korytarzem z burymi płytkami na podłodze, gdzieniegdzie pękniętymi lub brakującymi. Ściany – a jakże – bure, z odchodzącą płatami farbą. Wchodzisz do pomieszczenia, w przypadku którego określenie „serce domu”, jak zwykło się mówić o kuchni, zdaje się być obraźliwe dla serca. Rząd starych kuchenek, dwie szkolne ławki pod ścianą i kilka kobiet w dresowych spodniach i luźnych, poplamionych koszulkach. Włosy mają nieco przetłuszczone i byle jak związane, twarze zmęczone, bez śladu makijażu. „Wszystkie skończyły co najwyżej podstawówkę” – poinformowała cię już wcześniej kierowniczka i teraz, słuchając, co i jak mówią, rozumiesz, że masz do czynienia z zaiste prostymi osobami.

Prostymi nie znaczy niemądrymi, bo jeśli wierzyć, że doświadczenie niesie życiową mądrość, te kobiety są prawdziwymi skarbnicami wiedzy. Ławki zawalone są kiczowatymi stroikami świątecznymi i odlewami aniołków – „Nie chcemy żebrać. Wolimy zrobić coś z materiałów, które nam się trafią i sprzedać co łaska”. Mają też kilka starych lalek, którym uszyły ubranka – mało gustowne, ale wspaniale wykonane z dostępnych resztek materiałów. Idąc korytarzem, mijasz otwarte drzwi do łazienki, z której, jeśli nie musisz, nie masz ochoty skorzystać. Wchodzisz do pokoju, a właściwie „mieszkanka” – składa się z trzech maleńkich pokoików. Mieszka tam matka z pięciorgiem dzieci i psem.

Straszny bałagan. Biednie jest – to jasne – i miejsca mało, ale przy tym dość brudno. „Pewnie nigdy nie miały dużo lepiej” – myślisz i obiecujesz sobie jeszcze bardziej pilnować, by otaczać swoje dziecko estetycznymi przedmiotami i chować w czystości. Po domu wałęsają się maluchy, ale też młodzież szkolna. Dlaczego nie są w szkole? „A, trochę mówili, że się czują nie za dobrze”. Jedna z matek opowiada, że z synem ma problemy, bo się z dzieciakami z innego domu samotnej matki zadaje, a tam niezbyt ciekawe towarzystwo. Chłopak będzie miał sprawę za kradzież roweru. Smutno tam, brudno, biednie… ale te kobiety są dzielne.

Miały odwagę, by odejść od pijących i bijących mężów. Jak same przyznają, dzieci cieszą się, że są tutaj, bo przynajmniej odzyskały spokój. „Ale po paru latach zaczynają pytać kiedy się wyniesiemy na swoje. Może się niedługo uda. Alimenty mam na dwójkę dziewięćset złotych, z tysiąc jeszcze może uda mi się gdzieś zarobić, to już wystarczy na wynajęcie i przeżycie”. I wtedy czujesz się jak ostatnia szmata, bo przez moment kalkulujesz, że w życiu nie wynajmiesz czegoś i nie utrzymasz się z dwójką dzieci za tysiąc dziewięćset złotych.

Wystarczy ci chyba na dzisiaj. Żegnasz się serdecznie i ruszasz w podróż do ciepłego domu, w którym czeka pełna lodówka, kochający mąż, zdrowe dziecko, któremu niczego nie brakuje. Nie mogę powstrzymać zakus dydaktycznych na sam koniec – ciesz się i dziel. Ot, co.

 Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka

logo soojka.pl

Comments

comments

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Monttsserat Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Monttsserat
Gość

Znam blisko i osobiście kobietę, która przed dwudziestu lat została sama, bez pracy w obcym małym mieście, daleko od rodziny, z dwójką małych dzieci. Nie było łatwo, a ciężka praca odbiła się na jej zdrowiu, ale kobieta ta wychowała i wykształciła te dzieci, kupiła mieszkanie i spokojnie żyje. Pokazuje to, że można sobie poradzić, choć nie jest to proste i wiąże się z pewnymi wyrzeczeniami. Nie wiem, jak sama sobie bym poradziła w takiej sytuacji, ale jestem pełna podziwu dla tych, którzy jednak dali radę.