niedoskonała mama

niedoskonała mama

tort
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… Teraźniejszość

Styczeń 2015

Wyjątkowo przenosimy się dziś do dnia… dzisiejszego. Do mnie tu i teraz. Do mnie – mamy prawie czteroletniej dziewczynki, która jest moim sercem. W najbliższy piątek Lady D. kończy cztery lata.

Nie wiem co było wcześniej. Nie pamiętam jaki był świat cztery lata temu. Czasem tęsknię za tamtymi czasami, ale jakie one tak naprawdę były – nie wiem. Jestem mamą i nawet jeśli to tylko jedna z moich twarzy, nie pamiętam życia „sprzed”. Z czasem coraz bardziej wrastam w tę rzeczywistość. Nadal pamiętam jednak jak ciężko było mi na początku; jak zamiast hormonalnych szczytów, odczuwałam depresję w pierwszym miesiącu. Długo nie nazywałam tego „depresją”. „Baby blues” nie ma tak pejoratywnego zabarwienia. A ja byłam w depresji. To nie tak, że przerosły mnie obawy, przytłoczyły obowiązki, przeraziło coś tam. Ja po prostu płakałam. Nie było mi źle z powodu macierzyństwa, ale też nie odnalazłam w nim z początku radości. Chociaż właściwie znalazłoby się coś naprawdę przytłaczającego – brak poszanowania dla młodej matki i jej stanów. Mój D. dawał mi poczucie bezpieczeństwa, reszta świata stawiała oczekiwania, a ja po prostu płakałam.

Kiedy moja córka miała miesiąc, poczułam, że może to przeżyję. Kiedy miała trzy miesiące, naprawdę ją lubiłam. Kiedy miała pół roku, poczułam, że kocham ją nad życie i ten stan od tamtej pory się pogłębia. Teraz, po czterech latach – ŁAŁ! – kto by przypuszczał, że można tak kochać!

Kiedy moja córeczka była malutka, starałam się sama sobie udowodnić, że moje życie się nie zmieniło. Teraz nie tylko wiem, że się zmieniło (i nie pamiętam jakie było wcześniej), ale też daję sobie wreszcie luz, żeby przeżywać teraźniejszość i pławić się w jej luksusie. Jestem zaszczycona, że mogę być przewodnikiem mojej córki po świecie. Jestem dumna, kiedy widzę w tej dziewczynie moc, samodzielność i odwagę, by odłączać się ode mnie i być sobą.

Mam teraz trudny czas, trochę za dużo wzięłam na siebie. Ile z nas daje się wciągnąć wirowi dnia codziennego? Prawie wszystkie. Obowiązki, praca, dzieci, jakiś sport, kawa z koleżanką – wszystko poupychane, żeby się zmieściło. Od paru miesięcy żyję w ciągłym stresie z powodu biznesu, który prowadzę. Nie pamiętam o co mi chodziło, jak zaczynałam swoją pracę. Zapomniałam kim jestem, czego chcę i w co wierzę. Mówię czasem mojej córce „Kocham cię najbardziej na świecie. I twojego tatę kocham najbardziej na świecie. I siebie kocham najbardziej na świecie”. Ostatnio, wyznając jej miłość, opuściłam ostatnią część tego zdania. Lady D. powiedziała „I siebie kochasz najbardziej na świecie. Jeszcze siebie, mamo!”. Tylko tyle czasem potrzeba, by poczuć moc.

Nie pamiętam może życia „sprzed”, ale wcale chyba nie muszę. Nie potrzeba mi kontekstu, żeby wiedzieć, że tu jest najlepiej. Czasem przydaje się tylko perspektywa, żeby z pewnej odległości zobaczyć, że cztery lata temu wyruszyłam w najbardziej ekscytującą podróż mojego życia.

Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o