niedoskonała mama

niedoskonała mama

serce w butelce
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… Serce w butelce

Październik 2011

Czytałam ostatnio książkę „Serce w butelce”. Może powinnam powiedzieć raczej, że ją oglądałam, gdyż jest pięknie ilustrowaną pozycją dla dzieci. Historia jest banalna, a z drugiej strony dotykająca sedna naszego człowieczeństwa – ludzie wokół nas przychodzą i odchodzą; wnoszą coś do naszego życia i zabierają. Bohaterką jest ciekawa świata dziewczynka o otwartym umyśle i czystym sercu. Siedzący w fotelu tata czyta swojej córce różne książki, towarzyszy jej w podróżach i odkrywaniu świata. Pewnego dnia fotel jest pusty…

Dziewczynka postanawia wyjąć sobie serce, by nigdy już nie musiała cierpieć; chowa je więc do butelki, którą zawiesza sobie na szyi. Kolejne ilustracje przedstawiają coraz starszą dziewczynkę, wreszcie młodą kobietę, której coraz trudniej funkcjonować z ową butelką dyndającą na brzuchu. Któregoś dnia nasza, dorosła już, dziewczynka, spotyka inną, jeszcze małą – ciekawą świata, o otwartym umyśle i czystym sercu. I ta mała dziewczynka właśnie pomaga naszej dużej dziewczynce wyjąć serce z butelki. Odtąd widzimy dużą dziewczynkę zasiadającą w fotelu taty i pomagającą odkrywać świat tej małej.

Moja córka każdego dnia uświadamia mi, że świat jest pełen cudów. Rzeczy dla mnie oczywiste, dla niej stanowią istne cuda. Ta mała dziewczynka uczy mnie na nowo odkrywać, patrzeć z innej perspektywy. Nie tylko ja jestem jej przewodnikiem po świecie – ona również staje się moim. Oprócz lekcji pokory, odbieram naukę szczerego zachwytu. Dzieci wydobywają z nas to, co w nas najlepsze, ale i co najgorsze. Dzięki mojej córeczce zapuszczam się w głębsze rejony własnej osobowości, niż mógłby sobie wyobrazić nawet Freud. Ona jest więcej niż lustrem, w którym mogę się przejrzeć – jest raczej krzywym zwierciadłem uwypuklającym i deformującym moje oblicze.

Dopóki moja córka nie zamieszkała w naszym domu, życie bez niej było wspaniałe, radosne, niczego w nim nie brakowało. Pojawienie się małej dziewczynki, pokazało jednak, że może być pełniej, wspanialej, radośniej, a jej obecność jest najbardziej oczywistą sprawą pod słońcem. Wydobyła z butelki nasze serca. Wraz z nimi wiele emocji, z którymi dopiero uczymy się sobie radzić. Jestem zmęczona, mam w sobie wiele złości, dużo żalu, poczucie wszystkiego, co „przez to dziecko” straciłam. Cała ta gorycz jest do przełknięcia tylko dzięki niewyobrażalnej miłości, jaką darzę tego rozchichranego, dwuzębnego potwora.

Zastanawiam się czasem czy dam radę siedzieć w tym „fotelu taty” i pokazać mojej córce cały świat, czy dam radę być dobrą mamą. D. podsunął mi ostatnio jakiś lifestylowy magazyn, gdzie zamieszczony był fragment książki „Zła matka”. Autorka w żartobliwym tonie stwierdza – i ma absolutną rację – że o ile istnieją dobrzy ojcowie, o tyle dobrych matek ze świecą szukać. Bo kim jest dobry ojciec? To mężczyzna, który po pracy pobawi się chwilę z dzieckiem, czasem przeczyta książkę, czasem zabierze na spacer. Generalnie – jak nie pije, nie przepija pensji i jeszcze czasem poświęci czas, społeczeństwo zgodnym, demokratycznym głosem stwierdzi, że jest dobrym ojcem. Ale dobra matka? Dobra matka powinna całkowicie poświęcić się dziecku, jednocześnie nie rezygnując z własnej kobiecości, z kariery (ale tylko, żeby dawać dobry przykład dziecku), wciąż się doszkala, co dzień gotuje świeży obiad i mimo pracy, jest ciągle w domu, ciągle dla rodziny. Paradoksy i hiperbole można mnożyć, każdy się połapie po dwóch pierwszych zdaniach, że truizmem zalatuje stwierdzenie, że dobra matka nie istnieje.

Śmiejąc się pod nosem, pokiwałam pokornie głową – prawda to wszystko, oj prawda. Zaraz przypomniało mi się, jak D. miał katar i nie uczestniczył ze mną w zajęciach, na które chodzimy z naszą córką. Na pytanie prowadzącej o mojego męża, powiedziałam, że nie chciał nikogo zarazić, na co usłyszałam, że to taki mądry tata. Kiedy ostatnio opuściłam zajęcia, modląc się o skrócenie cierpień  podczas choroby, D. wytłumaczył dlaczego mnie nie ma, na co usłyszał „No tak, zrobiła sobie wolne”.

Za chwilę Święta, a potem podsumowanie kolejnego roku i wejście w nowy. Życzę nam wszystkim bycia wystarczająco dobrymi rodzicami/ dziećmi/ przyjaciółmi/ partnerami/ ludźmi/ pracownikami/ szefami etc. I przy tym byciu „wystarczająco” dobrymi, życzę nam szczęścia z tego – i tu już bez tego „wystarczająco” – bądźmy szczęśliwi jak cholera!

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o