niedoskonała mama

niedoskonała mama

kiedy pojawia się dziecko
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… Po wszystko!

Październik 2012

Znajduję całe mnóstwo notatek w rogach mojego kalendarza – zapisuję ważne oraz mniej ważne informacje dotyczące mojej córki. Tak szybko ulatują wszystkie szczegóły, a ja chcę pamiętać… a może raczej mieć kontrolę. Kiedy Lady D. zjadła pierwsze jabłko, kiedy powiedziała „mama”, kiedy przeszła trzy kroki, a kiedy po raz pierwszy aż piętnaście. Tak już mam, że notuję skrupulatnie, a jak nie zanotuję, to czuję, że mi to macierzyństwo między palcami przecieka. Jakoś tak to działa, że jak zapisane, to znaczy, że i ja się spisałam. Notatki, choć regularne, robią się coraz rzadsze. Im starsza staje się moja córka, tym więcej z nią przeżywam, zamiast notować.

Mając jednak na względzie mój wizerunek we własnych oczach, te wszystkie notatki nie służą jedynie pamięci i organizacji mojego macierzyństwa. One stanowią kanwę dla moich przyszłych tekstów. Te bazgrołki niby chaotyczne, tak naprawdę niczym lniane czy konopne nici łączą się i przecinają w regularnym splocie.

Czekając u dentysty, czy u fryzjera, trafiłam na wspólny wywiad Krystyny Jandy i jej córki, Marii Seweryn. Ta druga stwierdza „Po co jest matka? Po wszystko!” 

Byliśmy jakiś czas temu całą rodziną w Łazienkach Królewskich, aby pokazać naszej córce wiewiórki. Podobały jej się, chociaż to ja latałam jak opętana, wołając na oślep „Basia! Basia!” i ciskając orzechami, niczym pestkami w butelki Frugo ze starej reklamy. Oczywiście wszystko to, aby pokazać mojej dziewczynce rude kitki, tylko… zostawiałam córkę gdzieś w oddali, kiedy biegłam na łeb, na szyję, zdążyć za wiewiórką.

Bo te rude Baśki są też dla mnie jednym z symboli niespełnionych dziecięcych wierzeń. Właśnie do Łazienek zabrał mnie mój ukochany wujek Leszek. Miałam wtedy pięć lat i chciałam być księżniczką. Nieopodal amfiteatru jest małe wzniesienie, gdzie wśród krzaków znajduje się maleńkie oczko wodne. Wujek zaprowadził tam mnie i swoją córkę, z którą bardzo się przyjaźniłam, a przy okazji szczerze zazdrościłam jej figurek zwierzaków, które kolekcjonowała. Były to takie małe zwierzaki, mamy w sukienkach i fartuszkach, tatusiowe w muszkach i dzieci w krótkich spódniczkach i spodenkach – liski, jeże, króliczki, misie itd. Lata później, już jako osoba dorosła kupiłam sobie taką rodzinę zajączków, próbując zarazić miłością do nich moją córkę (ona jednak sprzedała tę rodzinę na bazarze zabawek używanych w 2015 roku). Tamtego dnia, gdy sama byłam małą dziewczynką, mój wujek Leszek pokazał mi w Łazienkach niewielkie oczko wodne i oznajmił uroczyście, że to miejsce magiczne i w tej wodzie, na dwadzieścia centymetrów głębokiej, mieszka księżniczka, która spełnia życzenia. Zamiast się więc zastanowić gdzie ta księżniczka i jak się mieści w stawie wielkości miednicy, zacisnęłam mocno powieki i powiedziałam sobie cichutko, że marzę o własnej wiewiórce, która zakradnie się przez okno do mojego pokoju i już w nim zostanie.

Zabrałam w to miejsce, o wątpliwej magiczności (wiewiórka nigdy nie przyszła) moją półtoraroczną córkę, a ta podeszła, zobaczyła i szybko poszła z powrotem w stronę prawdziwego stawu. Lady D. oszołomiły bowiem kaczki. Krzyczała, chichocząc głośno i słodko, jak chichotać potrafią tylko bardzo małe dziewczynki: „Boda! Boda! Kaka! Boda!” (Woda! Woda! Kaczka! Woda!). Kiedy kilka dni temu odbierałam córcię ze żłobka, wzięłam ją w ramiona w sposób, w jaki trzyma się niemowlaka, i kręciłam się w kółko, a moja stokrotka wystawiała uśmiechniętą buzię do nieba. Nagle na jej twarzy pojawiła się ekscytacja i zaczęła wołać: „Boda! Kaki!” Nad nami przelatywało stado ptaków po spokojnej tafli nieba, a moja córka, moje okno na niedostępne dorosłym światy, pokazała mi, że niebo może być wodą, a lecące gawrony – sunącymi po niej kaczkami. I wtedy zrozumiałam, że ja niepotrzebnie tak polegałam na tej księżniczce, co to miała mi zesłać w prezencie wiewiórkę. Przecież wystarczyło ją sobie wyobrazić, zobaczyć w codziennych przedmiotach, samej zaczarować rzeczywistość.

A jakie marzenie mam teraz? Odkrywać świat tymi kochanymi oczami mojej córki; poznawać go jej nieograniczonym spojrzeniem. Parafrazując Marię Seweryn – po co jest macierzyństwo? Po wszystko!

Dorota Lipińska

Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka

 

Comments

comments

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Freelance Mama Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Freelance Mama
Gość

Ojej, jak pięknie… :)