niedoskonała mama

niedoskonała mama

papka z mózgu
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… Papka z mózgu

Grudzień 2011

Wigilijnym porankiem, szarym i deszczowym, wybrałyśmy się wraz z moją wierną towarzyszką na bazar po chleb z dynią. Kupujemy go od chłopa w masarskim fartuchu, który w tylnych drzwiach swojego Lublina wywiesza na kiju od szczotki własnoręcznie wędzone kiełbasy, a z bocznych sprzedaje wspaniale pachnące bochny chleba. Dwadzieścia minut stałyśmy w błocie, czekając na swoją kolej. Nie dałyśmy się ponieść naszej małomiasteczkowej atmosferze świątecznej. Nie jest ona świąteczna w sposób ciepły i życzliwy; jest raczej pełna zadęcia, jakie podskórnie czuje się w małych miasteczkach leżących na obrzeżach metropolii.

I u nas tak jest właśnie – stoją więc w korku od rana luksusowe samochody, których właścicielki szukają miejsca parkingowego. Wreszcie wysiadają ze swoich terenówek w futrach i szpilkach. Ach, gdyby zamieniły swoje SUV-y na kalosze! – doszłyby w to miejsce w dziesięć minut ze swoich posiadłości. Mamy tu jednak wielkomiejskie zadęcie i małomiasteczkową mentalność. Wielkie choinki na wystawach, ale sztuczne, zakurzone i nijakie. Mamy plastikowych Mikołajów, przy których krasnale ogrodowe mogłyby uchodzić za wysokoartystyczne przedsięwzięcia. Mamy wreszcie świetlne węże – w takiej ilości, kolorach i nieładzie, że czuję się niemal jak w dżungli.

Pierwsze Święta z naszą córką minęły jednak w spokojnej, rodzinnej atmosferze. Pachniało choinką, pierogami z grzybami, czerwonym barszczem i piernikiem. Było radośnie i rodzinnie. Piękna kolacja z moją piękną córeczką, która po raz kolejny pokazała, że jest wzorową bywalczynią przyjęć wszelkiej maści. Rozpiera mnie duma, gdy widzę jak towarzyska i zabawna potrafi być ta dziewczynka, jak swoim zachowaniem i urokiem zjednuje sobie ludzi. Chciałabym, żeby jej tak zostało. Jakże ułatwiłoby jej to życie.

Święta przeszły już jednak do historii, a dzień dzisiejszy przynosi nie mniej wrażeń. Jestem jędzą, potworną suką, która zatruwa codzienność nie tylko mężowi, ale i samej sobie. Stałam się kurą domową, która – o ironio! – nie robi nic w domu. Siedzę na kanapie, oglądam „Beverly Hills 90210” (tak, nadal to robię), podczas gdy mój mózg zmienia się w papkę, podobną do tej, jaką napycha się parówki (widziałam ostatnio program o tym u znajomych – fuj!). Zaległam w domu, sama w sobie; mam coraz więcej pretensji do D., a tak naprawdę to sobą zaczynam gardzić… Dziś D. wypchnął mnie z domu koło południa i zabronił wracać przed 20. Zapomniałam już jak cudownie przewietrzyć umysł, zmienić otoczenie i perspektywę. Po powrocie zmieniłam ustawienie swojego biurka i teraz siedzę przy nim, pierwszy raz od dłuższego już czasu, odświeżona, zadowolona, pełna weny. Wiele pracy jeszcze, bym znów stała się dla siebie interesującą, jak niegdyś, osobą; jednak patrzę teraz nieco łaskawszym wzrokiem na tę dziewczynę z wiecznie radosnymi oczami – nie spisujmy jej na straty, jest jeszcze nadzieja :)

Przed paru laty jechałam na rowerze ulicą przy parku. Było ciepło, samochody jeździły z pootwieranymi szybami. Na skrzyżowaniu usłyszałam dobiegające z jednego z aut dźwięki radia – właśnie leciała radiówka, którą napisałam. Pamiętam tę dumę rozpierającą pierś. Słuchając teraz Radia Bajka i słysząc swoje teksty, poprzedzone imieniem i nazwiskiem, również pękam z dumy, ale w nieco inny sposób – trochę kiwam potakująco głową, myśląc „Tak, to świetne!” Szykuj się, Świecie, bo przybywam! A gdy się czasem nawet zatrzymam, mam u boku mężczyznę, który – na moje szczęście – zawsze gotów jest kopnąć mnie w tyłek na rozpęd.

 Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o