Wrzesień 2011

Według doktora Ginotta głównym celem rodzicielstwa jest pokazanie dziecku, jak być człowiekiem – ludzką istotą, która potrafi kierować swoim życiem stanowczo i z godnością. Jakież to proste i oczywiste! Tym bardziej przykre, jak często brakuje w naszych relacjach z dziećmi tych dwóch podstawowych wartości – godności i szacunku. Staram się więc zwracać uwagę na sposób, w jaki mówię do mojego dziecka.

Choć ona może jeszcze nie odczuwa, że ma to znaczenie, ćwiczę już teraz, by za rok, dwa, czy trzy ten sposób komunikacji, w którym traktuję moją córkę jak drugiego człowieka, a nie moje „upupione” dziecko, stał się dla mnie zupełnie naturalny. Jest to dla mnie jak nauka obcego języka, ale moja dziewczynka będzie już rodzimą jego użytkowniczką. Odniosłam ostatnimi czasy mały sukces. Byłam na spotkaniu z koleżankami i ich dziećmi. Kiedy jedna z nich zapytała czy może wziąć moją córkę na kolana, zamiast odpowiedzieć (jak uczyniłabym to jeszcze jakiś czas temu) „Pewnie!”, powiedziałam „Ja nie mam nic przeciwko, ale musisz zapytać o zdanie moją córkę”.

Jechałam ostatnio autobusem z Lady D. Tłumaczę jej zawsze, że musi podczas podróży siedzieć w wózku, bo to najbezpieczniejsze miejsce. Na jednym z przystanków wsiadła matka z dwuletnim chłopcem w spacerówce. Malec koniecznie chciał wysiąść z wózka, na co kobieta zareagowała tonem, jakim zwykle mówimy dzieciom, że ktoś ich zabierze i słowami „No coś ty! Siadaj natychmiast! Nie wolno wychodzić – co jak policja zobaczy?! Zaraz tu przyjdą!”

Pomijam już oczywisty fakt, że powinniśmy uczyć dzieci, iż służby mundurowe są nam pomocne, a nie wrogie. Rzecz w tym, że gdy chłopiec przestał wysiadać z wózka, a zamiast tego stał sobie na nim, nie trzymając się niczego, jego matka nie miała już żadnych obiekcji. Jako rodzice bywamy często niekonsekwentni, zdarza nam się też niejednokrotnie wymuszać na dzieciach jakieś zachowania, bez zastanowienia nad długoterminowym rezultatem – żeby np. zakładały kapcie, bo mama będzie krzyczała, zamiast dlatego, żeby chronić się przed przeziębieniem. Zapominamy o prawidłowej motywacji.

Miałam pisać o szacunku, a już zaczynam odchodzić od tematu. Powyższa anegdota miała jednak na celu pokazanie, że głupie tłumaczenia i brak konsekwencji również są oznakami braku szacunku. Dzieci nie są idiotami, nie traktujmy ich zatem w ten sposób.

Wierzę, że również z szacunku powinnam pozwalać mojemu dziecku odchodzić ode mnie. To proces, który zaczyna się chyba już w brzuchu matki. Z mojej komórki Lady D. zaczęła tworzyć samą siebie, odrębną ode mnie jednostkę. Potem odkryła, że ma rączki, nóżki, resztę ciałka. Zaczyna zauważać, że ma odmienne ode mnie chęci, z czasem odkryje własne zdanie i tak dalej… Ciężko mi pogodzić się z tym „odchodzeniem” ode mnie mojego maleństwa, jednak widzę, że to bardzo ważne od najwcześniejszego etapu rozwoju.

Dlatego pozwalam mojej córce poznawać. Byłam ostatnio u fryzjera. W kolejce czekała matka z czternastomiesięczną dziewczynką. Mała zaczęła dopiero co chodzić. Wyrywała się od matki, żeby trochę pozwiedzać, ale słyszała „Nie wolno. Uważaj. Przewrócisz się. Nie dotykaj buzią stolika, złapiesz bakterię. Tam jest kurz. Uważaj, trzymaj się czegoś. Zaraz się walniesz”. Oczywiście, że musimy troszczyć się o nasze dzieci, jestem jednak absolutnie przekonana, że bardziej przysłuży się mojemu dziecku komunikat „Idź, dasz radę. Każdemu się czasem powinie noga, rozumiem twoje uczucia. Wyciągaj wnioski i poprawiaj błędy. Wierzę w ciebie”  niż „Uważaj! Nie jestem pewna czy sobie poradzisz, może lepiej nie próbuj”.

Summa summarum chciałam napisać, że już teraz boli mnie stawanie się mojej córki odrębnym człowiekiem. Patrzę na nią, malutką jeszcze, wtuloną we mnie… Dziś kończy dziewięć miesięcy. To jak lustrzane odbicie poprzednich dziewięciu, gdy żyła jeszcze we mnie.

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments