niedoskonała mama

niedoskonała mama

photo-by-pasquale-vitiello-n-239
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… Nieetatowi rodzice

Luty 2012 r.

Czasem staję na stoliku w salonie i wychylam głowę przez okno w dachu. Widok z tego okna na ulicę i sąsiadujące domy jest taki sam od przeszło dwudziestu lat. Słyszę silnik samochodu, wyglądam ponad dachem i widzę srebrną Toyotę. To pan W., mieszkający przy dalszej części ulicy. Niezmienność i znajomość tego miejsca ukoiły mnie ostatnio.

Ten tydzień spędzam z moją córką w domu – ma zapalenie ucha i dostała antybiotyk, zatem skazane jesteśmy na siebie i na nasz kojący, niezmienny dom. Rzadko przebywam z Lady D. całe dnie – w tygodniu jest w żłobku, co drugi weekend spędzam na uczelni, wychodzi więc, że dwa dni na dwa tygodnie widzimy się non stop. Ciężka sprawa… Moja koleżanka powiedziała, że my z D. to powinniśmy być rodzicami tak, jak pracujemy – nie na pełen etat, ale w ramach własnej działalności i nienormowanych godzin :)

Wiele w tym prawdy. Dużo w nas niezależności, z której nie chcemy rezygnować z powodu naszej córeczki. Ogromne są też pokłady naszej miłości do tej dziewczynki, więc kiedy już chcemy (czyt. przez połowę każdego dnia) oddajemy jej się z pełną pasją. Najfajniej spędzamy teraz czas, gdy bawimy się, wariujemy, czy przytulamy wszyscy troje. Jedność i przynależność odczuwalna przy rodzinie są uczuciami, które napędzają mnie do wszelkich działań indywidualnych.

Pełno mam teraz mocy, bo dwa razy w tygodniu chodzę na jogę i teraz czuję, jak energia płynie w moich żyłach, a wszystkie mięśnie – nawet te, o których posiadanie nawet się nie podejrzewałam – są rozgrzane i rozluźnione. Umysł zaś – jak pięknie – zrelaksowany. Mogę więc z czystym sumieniem położyć się pod ciepłą pierzyną i kontynuować z córką w czasie choroby rozluźnianie ciała i duszy :)

Kąpałam się ostatnio z moją córką pod prysznicem. Najpierw ona siedziała, a ja stałam i namydlałam się gąbką. Potem ona stała i namydlała się gąbką, a ja asekurowałam tego delikatnego człowieka, chroniąc przed upadkiem. Później siedziałyśmy obie w brodziku, Lady D. między moimi nogami, a ja zastanawiałam się jak to możliwe, że moje dziecko – taki odrębny człowiek – wyszło na świat spomiędzy moich ud.

Jako matka luksusowa, która siedzi na wychowawczym, więc ma czas dla dziecka; ale i dla siebie, gdyż dziecko codziennie na pół etatu w żłobku; która w czasie wolnym spokojnie pisze bajki, snuje egzystencjalne przemyślenia i maniakalnie ogląda Beverly Hills 90210, nie zdawałam sobie sprawy jak trudne mogą być wybory: praca czy dom? pieniądze i rozwój zawodowy czy rozwój osobisty?

Wciąż myślałam, że mogę wszystko, że mogę być w pełni zaspokojoną kobietą. Odbyłam ostatnio spotkanie, które uświadomiło mi, że są rzeczy, których mi brakuje – pewne elementy mojej dawnej pracy (choć nie była moją pasją) oraz wynagrodzenie zarobione własną ciężką pracą. Nie wiem co robić. Nadal chcę wierzyć, że mogę wszystko, ale czuję, że to nie do końca prawda. (Zabawne, że trzy lata później wciąż łapię się na tej wierze, a po chwili popadam w przygnębienie, gdy po raz kolejny odkrywam, że to niemożliwe).

Pewnych wyborów nie mogę uniknąć, a nie wiem co wybrać. Na pewno chcę być z moją córką dłużej niż godzinkę przed snem, to nie ulega wątpliwości. Jednak decydując się na częściowy powrót do pracy, coś będę musiała oddać – może „tylko” popołudniowy spacer, a może „tylko” kilka chwil wspólnych zabaw. Nie wiem czy stać mnie na tę stratę. A jeśli za dziesięć lat uznam, że te chwile były cenniejsze?

Zaczęłam rozwijać moją soojkę – piszę bajki, organizuję zajęcia w domu kultury, mam wiele planów związanych z działaniem na rzecz innych. Czy jednak uda mi się z tego kiedyś żyć? Nie wiem (dziś już wiem, że nie). Nie muszę niby wszystkiego rzucać, mogę dopasować pracę zawodową do tej uspołecznionej, ale nie jest prawdą, że jedno odbędzie się bez straty dla drugiego. A jak za dziesięć lat uznam, że nie było warto? Że miałam piękne marzenia i plany i pozwoliłam je sobie zmarnować?

Kim jestem teraz? Czego teraz chcę? Czego teraz potrzebuję? Wciąż martwię się jak ocenię swoje decyzje, swoje życie z perspektywy, zamiast tę perspektywę skrócić, spojrzeć na życie, które właśnie się toczy, a ja mogę być jego zachwyconym świadkiem. Nie wiem co zrobię. Nie jestem pewna czego chcę. Wiem natomiast czego nie chcę – uronić ani jednej chwili z teraz. I tego zamierzam się trzymać.

 Dorota Lipińska Autorka bajek dla dzieci, założycielka

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o