niedoskonała mama

niedoskonała mama

kiedy pojawia się dziecko
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… Na Sokratesa!

Maj 2012

Wypowiedziałam dziś głośno najokrutniejsze słowa określające moje dziecko, na jakie mogłam się zdobyć. Powiedziałam do D. „Ona jest błędem mojego życia”. Płaczę nad tymi słowami, bo są tak boleśnie nieprawdziwe, tak głupie, tak plugawe. Sokrates twierdził: „Jeżeli to, co pragniesz wyjawić, nie jest ani prawdziwe, ani dobre, ani pożyteczne, wolę nic o tym nie wiedzieć.”

A przecież moja córka nie jest błędem, raczej cudem, objawieniem, jasnością – a że czasem ta jasność bije po oczach również w nocy i nie pozwala się wyspać; że jasność buntuje się, gryzie, szczypie, marudzi i doprowadza do furii – to bez znaczenia przecież w obliczu ukojenia, jakie dają jej drobne ramiona; słodyczy ust, całujących znienacka moją łydkę, czy wypowiadających mama, taptam (hipopotam) lub namion (namiot). Każde słowo jest perłą wydobywającą się spomiędzy najsłodszych warg, podczas gdy jej matka pluje żabami i wężami.

Trudne jest rodzicielstwo. Nie uprzedzono mnie, że to kawał ciężkiej roboty i naginania się do granic możliwości. Nie wspomniano, że dziecko rozbija tożsamość; że trzeba będzie walczyć o siebie; że rodzic musi być strategiem, by dobrze zaplanować tę nierówną walkę. Właśnie zrozumiałam dlaczego D. z takim zapamiętaniem oddaje się graniu na komputerze – ćwiczy strategię i, z niechęcią przyznaję, dobrze robi – przy nim Lady D. rozumie, że tatuś jest zajęty i musi pobawić się sama. Zajętą mamusię moja córka również akceptuje, ale tylko w jednej konfiguracji – gdy mamusia zajęta jest nią właśnie…

Wspominałam pewnie kiedyś o sąsiedzie, który sprzedaje działkę obok naszej. Całe życie przyjeżdżali z żoną starym Volvo, którego kolor WV sklasyfikowałby jako Bahama Blue i dbali o swój kawałek ziemi. Kobieta zmarła kilka lat temu, a jej mąż wciąż przyjeżdża kosić trawę. Przyjechał również dzisiaj. Podeszłyśmy z Lady D. do płotu, by się przywitać. Starszy pan zbliżył się do nas i powiedział, patrząc czule na moją córkę: „Rośnie nowe pokolenie, to dobrze. Życie jest ulotne niczym sen”. Wzrokiem pełnym miłości objął swoją działkę i dodał: Wszystko w przyrodzie kończy się, by mogło przyjść nowe. My też jesteśmy częścią przyrody”. Pod okularami przeciwsłonecznymi ukryłam łzy. Oto ten ujmujący starszy mężczyzna pogodzony jest z porami życia.

A ja? Ja nagle lgnę do tego człowieka, żeby zatrzymać choć na moment moje życie, jakiś jego etap, który dawno już minął. Dotknęły mnie ta jego zgoda i pełna godności sylwetka. We mnie takiej zgody nie ma, jest bunt i potrzeba rewolucji. Szkoda, że dopiero po wielu latach zobaczę, iż walka z wiatrakami wykańcza, nic nadto.

Bo chociaż wypowiedziałam te straszne, podłe słowa, to prawda jest taka, że moja córka nie tylko nie jest błędem, ale jest wręcz najlepszym, czego w życiu dokonałam.

W ostatnich „Charakterach” znaleźć można, mnie osobiście przekonującą, definicję „ja”. Otóż „ja” to wszystko, co nazywamy „moim”. Jestem zatem przede wszystkim sobą, swoimi emocjami i przemyśleniami; jestem moimi przyjaciółmi; jestem moją okolicą, moimi ulubionymi perfumami i moimi książkami przykrytymi kurzem (bo na sprzątanie czasu ostatnio nie znajduję). Wreszcie – jestem moim mężem i moją córką. W tym kontekście, Sokrates na pewno by się ze mną zgodził, moja córka jest najlepszą częścią mnie samej.

 Dorota Lipińska

Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka

logo soojka.pl

Comments

comments

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
Mama z prądem i pod prądDorota LipińskaEwa - SzybkaPrzemiana.pl Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Ewa - SzybkaPrzemiana.pl
Gość

Piękne, bardzo prawdziwe. Fragment o tożsamości to przemyślenia jakby wyjęte z mojej głowy. Dziękuję za ten wpis.

Dorota Lipińska
Gość
Dorota Lipińska

Dziękuję za te słowa! Pozdrawiam serdecznie

Mama z prądem i pod prąd
Gość
Mama z prądem i pod prąd

Zapominamy o jednym, dostajemy dzieci, żeby się uczyć od nich o nich, się też od nich o sobie. I to jest chyba najważniejsze… Bo to one wywleka wszystko co zgarnelysmy pod dywan i ładnie przyklepalysmy nóżka, coby broń Boże nic nie było widać…