Styczeń 2013

  1. Kupa – dosłownie odchody, tu dodatkowo: znajdujące się pod śniegiem; metaforycznie – działania artystyczne wniwecz obrócone.

Jestem snobującą artystką, taką, co to wciąż czeka aż dzieło jej życia pojawi się samo i padnie do jej stóp, bym mogła nań złożyć ich odcisk – żeby dać świadectwo temu, jak długa była to droga i znojna. A prawda jest prosta i objawiła mi się przy okazji niedawnego ocieplenia i roztopów – wszystko to kupa, by odwołać się do eufemizmu. Ecce veritas. Dość mam tego ciągłego dekadenckiego poszukiwania siebie i owoców intelektu mego, dosyć pieprzenia! Ciągle mam plany, ciągle „już zaraz”, szkoda gadać.

(Jakże mi to bliskie również teraz, w A.D. 2015, gdy po raz kolejny zamykam wszystkie inne projekty, by poświęcić się pisaniu).

Wiele robię, tworzę własne projekty i uczestniczę w cudzych. Najdoskonalszym jednak moim dziełem jest to dziecko. Pretensjonalnie zabrzmiało, ale obdzieram właśnie moją córkę z płci i bycia moją. Bo „to dziecko” jest moim przywilejem, zaszczytem. Jak wreszcie przestaję snuć autotematyczne przeintelektualizowane rozmyślania, dociera do mnie, że akt tworzenia trwa. Tworzę dzieło warte ciężkiej pracy i wysiłku, dobrych chęci i zmęczenia. Zamiast planować co później, pora teraz zakasać rękawy i odśnieżać, i sprzątać te kupy na bieżąco. Oto co jest mą pracą uświęconą w te zimowe, śnieżne dni.

  1. Kupa – dosłownie słowo powiązane z defekacją; symbolicznie – profanacja królowej.

Zimą w naszym domu jest zimno. Teraz, przy Lady D. nieco cieplej, ale kiedyś bywało naprawdę chłodno. Nie przeszkadzało mi to jednak paradować w cienkich koszulkach i spać w skrawkach koronek, kiedy D. zaczynał u mnie bywać. Moje istnienie opierało się na seksualności. A dlaczego by nie? Znaliśmy się od lat, wiedział już jaka jestem mądra, słodka i wspaniała. Tylko ta sfera absolutnej intymności była dla nas odkrywaniem nieznanego.

Kreuję się przy moim mężu na istotę tylko połowicznie stąpającą po ziemi. Od początku staram się, by cielesności nie mylić z biologią, a moje piękno było bezsprzeczne. Zatem nie widuje mnie D. z maseczką na twarzy – moja cera piękna jest sama z siebie; nie widzi jak golę nogi, czy pachy – moje ciało jest naturalnie gładkie; i najważniejsze – ja nie wydalam! Długo trwało nim użyłam przy D. słowa „siusiu”, wspominałam najwyżej, że „idę do toalety”. Nie dlatego, iżby wydalanie było tematem tabu – ono po prostu nie dotyczyło mnie, bowiem moje ciało kojarzyć się miało jedynie z rozkoszą i miłością, a przestrzeń między moimi udami miała przywodzić na myśl penetrację zamiast defekacji.

Kiedy na świecie pojawiła się moja córka, temat kupy stał się codziennością. Lady D. jest coraz starsza, a jej własne odchody zrobiły się fascynujące. Ten dzień musiał nadejść i stało się to wczoraj. Moja córka wprosiła się za mną do łazienki. Kiedy wstałam z sedesu, doskoczyła do niego błyskawicznie i z rozbawieniem zaczęła powtarzać: „Mama biła kupe, mama biła kupe! Kupa, kupa, kupa, kupa!”. Umyłam ręce, rozłożyłyśmy pranie, minął czas jakiś nim wyszłyśmy z łazienki. Wchodząc do kuchni, gdzie krzątał się D., moja zdradziecka córka, pełna dumy z mamusi, oznajmiła powoli i jak na nią nad wyraz wyraźnie: „Tata, mama biła kupe!” No i zostałam zdemaskowana :) Królowa elfów też jest człowiekiem.

  1. Kupa – nazwanie tak kogoś może uchodzić za obraźliwe, ale: potoczne znaczenie to wielka ilość, mnóstwo – a to już zasadniczo zmienia sytuację :)

Fascynacja Lady D. zarówno kupą własną, jak i cudzymi odchodami, zaczęła przysparzać nam nieco trudności. Regularnie bowiem moja córka zaczęła zwracać się do mnie słowami: „Ty jesteś kupa”. Równie regularnie objaśniała sobie i mnie świat wokół, mówiąc: „O, ta pani to kupa” lub „Ten pies to kupa”. Chciałam zabraniać, udawać, że nie słyszę lub chociaż pogrozić straszliwymi konsekwencjami, jednak zamiast tego odwołałam się do magicznej homonimii tego słowa i powiedziałam: „Ty też jesteś kupa… dobrej zabawy!”. I tym czarodziejskim zaklęciem bawimy się świetnie, bo i przestało być niezręcznie, i Lady D. jest zachwycona, że takie trochę „nielegalne” słowo może przemycać do woli do swoich dyskusji ze światem.

To dla mnie doskonała lekcja – zamiast próbować przebijać głową mur, naprawdę często warto, żebym odeszła parę kroków i z dystansu zobaczyła, że jest ścieżka, którą mogę go obejść.

Dorota Lipińska

Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments