niedoskonała mama

niedoskonała mama

komunikacja
felieton

Kiedy pojawia się dziecko… Komunikacja

Wrzesień 2011

Wyspałam się ostatniej nocy. Lady D. spała u swojej kochanej babci, a my z D. spędziliśmy wieczór tylko we dwoje, upajając się żółto-czerwoną masakrą „Kill Bill’a”, po której zasnęliśmy jak dzieci. Kiedy przyjechaliśmy dziś po naszą córkę, ta ucieszyła się, jednak widać było, że świetnie się u babci bawiła. Dałam jej całusa i zawróciłam w stronę drzwi wyjściowych, żeby zdjąć buty. Wtedy moja stokrotka rozpłakała się i zaczęła wyciągać w moją stronę słodkie rączki. Dopiero, gdy zrozumiała, że nie wychodzę, uśmiechnęła się na powrót i zajęła zabawą. Ona zaczyna wreszcie komunikować się z nami” – pomyślałam, szczerze uradowana.

Komunikacja sięga jeszcze dalej – nasza córka zaczyna pokazywać „nie”. Kiedy czegoś nie chce, kręci główką. I nie jest to już tylko odwracanie ze wstrętem twarzy, gdy chcę jej wcisnąć zupkę; ona naprawdę okazuje swoją wolę. Podaję obiadek, pytając czy zje jeszcze – nie. Proponuję wodę – nie. Może gruszki ze słoiczka – z uśmiechem otwiera kochane usteczka.

Szczytowym momentem komunikacyjnym zostaje nadal dziki wrzask małej terrorystki. Podchodzi do kontaktu, choć wie, że jej nie wolno. Uśmiecha się, patrzy wprost na mnie, wyciąga rączkę. „Nie wolno” – mówię, a ona cofa dłoń, robi się purpurowa na twarzy, ledwie łapie oddech, wyje jak porażona, a z jej oczu płyną wielkie łzy. „Chodź, zobacz co mamusia tu ma” – zagaduję, a ona uśmiecha się (jeszcze przez łzy) i raczkuje szybko w moją stronę. Gorzej, gdy chce wyjść z wózka podczas zakupów. Wtedy nie pomaga odwracanie uwagi – Lady D. po prostu drze mordkę jak wariatka, a ja uczę się z godnością znosić spojrzenia „co za matka”.

Dziś jednak nasza komunikacja osiągnęła poziom, który daje mi satysfakcję większą nawet niż porażka PiS w wyborach. Wykąpałam moją córeńkę pod prysznicem (już drugi raz kąpałam ją w ten sposób, co nam obu sprawia nieziemską frajdę), dałam mleczko, przytuliłam i opowiedziałam bajkę. Następnie ułożyłam moją, półprzytomną już, córkę w łóżku, przykryłam kołdrą i – jak zwykle – moje dziecko błyskawicznie oprzytomniało, podniosło się, uśmiechnęło, wyszczerzając dwa ząbki, i popatrzyło na mnie pytająco „bawimy się?”. Wyszeptałam spokojnie „Pora spać, kochanie. Dobranoc, mama już idzie”. Wtedy właśnie moja najukochańsza na świecie córka, moja radość, moja miłość popatrzyła na mnie, stojąc w łóżeczku i powiedziała „mama”. Nie bezmyślne „ma-ma-ma”, ale świadome „mama”. Od tego momentu zdążyłam wykąpać się, przeczytać gazetę, wypić herbatę, porozmawiać z moją mamą, poplotkować z koleżanką, a moje uszy wciąż pieści jej głos i słowo, które stało się nagle niezwykłe.

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o