Wychodzę na scenę i widzę kilkadziesiąt kobiet patrzących na mnie. Mam powiedzieć o sobie i swojej książce. „Mało kto na łożu śmierci wspomina swój najlepszy dzień w pracy – słyszę własny głos – wspominamy raczej najlepsze drobiazgi z codzienności z bliskimi”. Mówię jeszcze kilka innych rzeczy, poziom w miarę poprawny, chociaż wiem na co mnie stać i w tym kontekście, moja przemowa spada w skali 1-10 do mniej więcej -2.

Moja córka poszła od września do państwowego przedszkola. Podczas niedawnego zebrania, pani dyrektor, która swoją funkcję pełni od kilkunastu lat (o tylu wiem, ale może i dłużej) przemawiała do rodziców. Stała przed nami prosto, patrząc na swoje audytorium. Ubrana była skromnie, lecz elegancko, jej głos był pewny i opanowany. Mówiła składnie, używając długich, podrzędnie, współrzędnie i nadrzędnie złożonych zdań, które mimo długości zachowywały sens i logikę. Opowiadała o tym, że przedszkole zdobyło wysoką ocenę w czymś tam – „zdobyliśmy”, a nie „udało się nam” lub „przyznano nam”. Opowiadała o zmianach, które wprowadziła – „zdecydowałam”, „zarządziłam”, „wprowadziłam”. Nie ukrywała się za liczbą mnogą, nie opowiadała, że zmiany „zostały wprowadzone”. Z przekonaniem o wartości swoich decyzji, opowiadała o nich. Kiedy była mowa o nauczycielkach przedszkolnych, jasno komunikowała, że zrobił coś zespół lub nauczycielki, ale kiedy mówiła o sobie, bezpretensjonalnie i szczerze, używała określenia „ja”.

A ja jestem przecież grzeczną, dobrze wychowaną panienką i niezręcznie jest mi mówić o swoich dokonaniach. Przecież to nieładnie się chwalić. Umniejszam więc wiecznie swoje zasługi. A skoro ja nie powiem, że coś umiem, że zrobiłam, to skąd świat ma o tym wiedzieć?

Zdanie o łożu śmierci, które umieściłam powyżej, usłyszałam niedawno podczas warsztatów, w których brałam udział. Jest mądre i prawdziwe. Ruszyło mnie. Dlaczego jednak powiedziałam to zdanie, a nie wspomniałam, że piszę felietony, że napisałam wartościową książkę, że w przyszłym miesiącu wyjdzie druga część, że właśnie piszę trzy kolejne pozycje i mam nadzieję znaleźć na nie wydawców? Dlaczego nie wspomniałam, że od października rusza mój blog, na którym będę pisała o książkach dla dzieci, dlaczego nie wspomniałam, że jestem nie tylko autorką bajek, ale też osobą, która z wykształcenia i zamiłowania specjalizuje się właśnie w literaturze dla niezupełnie dorosłych? Dlaczego nie użyłam słów „ja zrobiłam”, „ja stworzyłam”, „ja…”. To zasłyszane zdanie o łożu śmierci było najsensowniejszym z całej mojej wypowiedzi. Zapewne się nie zbłaźniłam, bo moja mowa, choć pełna zawstydzenia i spuszczania wzroku, była jednak dość składna. Zabrakło w niej jednak charyzmy i głośnego przyznania się do własnych dokonań, o dumie nawet nie wspominając.

Szkoda, bo to kobiece spotkanie było dużą szansą, by zbudować więź z moimi czytelniczkami, by zainteresować swoimi dokonaniami grupę mam, moją „grupę docelową”. Zmarnowałam dobrą okazję i jestem przekonana, że robię to częściej, tylko nawet tego nie zauważam. Często jednak dostrzegam takie umniejszanie siebie i własnych dokonań w wypowiedziach innych kobiet. Zrobiły coś wielkiego, a mówią, że im się udało, bo miały szczęście.

Nawołuję zatem wszystkie kobiety, z samą sobą na czele, do głośnego mówienia o sobie i swoich dokonaniach z dumą. Proponuję ćwiczenie – niech każda z nas zapisuje sobie codziennie choć jedno zdanie pokazujące jak wielkie i wspaniałe są nasze zasługi.

Moje pierwsze zdanie:

Miałam odwagę stworzyć i prowadzić przez dwa lata wyczerpujący biznes i jeszcze większą odwagę, by zamknąć ten projekt, kiedy zrozumiałam, że nie jest tym, co mnie uskrzydla.

A jako bonus – pochwalmy się przed sobą wzajemnie, może w komentarzach poniżej?

Dorota Lipińska

Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, felietonistka, w październiku premiera jej bloga: Mama z innej bajki

mama z innej bajki blog

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments