niedoskonała mama

niedoskonała mama

IMGP3440
felieton

Kiedy ostatnio zrobiłaś coś po raz pierwszy?

Bo ja zamążpójście mam już odhaczone. Pierwszą miłość też. Pierwszy poród, a potem drugi. Założenie firmy i zdecydowanie się na to, co chcę robić w życiu. Ponoć najgorszą pigułą do przełknięcia jest to, że od pewnego wieku już tylko dbamy o to, co sobie kiedyś założyłyśmy. Mniej zdobywamy, a bardziej kontynuujemy.

Jeszcze niedawno wyliczałam mankamenty takiego status quo. Bo jakby się zakochać, tak od nowa odkrywać, czyż to nie dostarcza większych wrażeń niż pielęgnowanie, docieranie się, oddalanie i powracanie do jednej przystani?

Aż doszłam do takiego leniwego momentu, w którym dopadła mnie myśl – o, matko, ale mi by się już nie chciało przeżywać pewnych rzeczy od nowa.

Patrzeć na bezzębne uśmieszki? Z miłą chęcią, ale w dozach, które nie nużą i jeśli nie trzeba zarywać nocek, a za dnia utyrać się po pachy, czyli najlepiej w przelocie u dziecka sąsiadki, ewentualnie oczekując na wnusie.

Urządzać gierki w bycie niedostępną, zawsze wypielęgnowaną, pachnącą i zwiewną? Tylko jak w tych kieckach ledwo za pępek popierniczać na mrozie, a w ściskających palce obcasikach prowadzić samochód, odwożąc dziecko do szkoły? Wystarczy, że zrobię to od wielkiego dzwonu, by poczuć się kobieco.

Jestem wygodna do kwadratu i doszłam do momentu, w którym bardziej chcę zadbać o siebie, a nie trzymać oczy na zapałki, bo dziecko potrzebuje pomocy przy matematyce. Wolałabym w tym czasie spać, lenić się, czytać książkę.

Ostatnio na skręcie w lewo, na którym zawsze czekam cierpliwie, kierowca sporego auta z namaszczeniem godnym prezydenta, miną znudzoną jak flaki z olejem, wskazał mi wolne miejsce przed sobą. I poczułam, że jest śmiesznie, że coś sprawiło mi radość, a nie było związane ani z randką, ani z pchaniem wózka.

I chyba właśnie to odkrywam po raz pierwszy. Życie po życiu wypełnionym kobiecymi aktywnościami.

Dociera do mnie, że koloryt codzienności może być odarty z płci. A szczęście z nią niezwiązane.

Doceniam stateczność i przewidywalność, która kiedyś jawiłaby mi się jako mentalna emerytura, a dziś przyjmuję ją z ulgą po długim i wypełnionym po brzegi dniu.

Dojrzałość to zgoda na usuwanie się w cień i pozwalanie by inni pełnili rolę gwiazdy wieczoru. To trudne. Dlatego niejedna teściowa chce przyćmić pannę młodą, a w jej związku pełnić decydującą rolę. Dzieci, które kupują mieszkanie i wszystko mogą w nim zaprojektować, muszą najpierw opróżnić przestrzeń z teściów, którzy przychodzą z najlepszymi pod słońcem rozwiązaniami i kręcą krzywo nosem na widok ścian ecru.

Ja się chyba uspokoiłam i pogodziłam z faktem, że kto inny przejmuje pałeczkę doświadczania pewnych spraw po raz pierwszy – moje dorastające dzieci. Co dzień odkrywają dziesiątki spraw z zachwytem, zainteresowaniem i zaskoczeniem wypisanymi na twarzy.

Mogę wspominać, jak to było za moich czasów, przeżyć w duszy jeszcze raz, ale mam nadzieję, że nie popadnę w infantylizm, udając, że to mój wieczór, a światła reflektorów nigdy nie powinny być skierowane na kogokolwiek innego.

Marta Szyszko

Comments

comments