Dziś u Nishki ważny tekst – o tym, by nie rodzić dzieci w oczekiwaniu, że będą plastrem na ranę – rozsypujący się związek, brak pomysłu na spędzenie czasu wolnego, wszechogarniającą pustkę. Choć się z nią zgadzam, mam ambiwalentne uczucia, bo po raz kolejny kobieta zostaje poddana ocenie i wypunktowane są potencjalne błędy wychowawcze. Czuję na sobie presję własnej toksyczności, a im więcej czytam, tym bardziej się martwię czy jestem spełna rozumu.

Rada pierwsza – szczęśliwa matka, to szczęśliwe dziecko

Na przekór tej radzie przyjęłam frustrację i zmęczenie jako naturalny element procesu dorastania i usamodzielniania się dzieci. Choć nie raz o tym marzyłam, nie posłałam do żłobka. Słowem nie rzygam tęczą każdego dnia, są chwile lepsze i gorsze, irytują mnie blogi, na których wszystko idzie jak z płatka i kobieta nic – tylko się uśmiecha. Choć nie mam nic do przeżywania czy popularyzacji szczęścia i tego wszystkim życzę, nie wierzę w to, że nie ma trudnych chwil.

Rada druga – nie bądź tylko matką

Zatopiłam się bezwstydnie w tym swoim macierzyństwie, nie wyrzucałam kilkulatka z łoża małżeńskiego (czasem tylko na jakąś godzinkę przekładałam ;), długo karmiłam piersią, ku zniesmaczeniu oczu, że takie duże, już biega, a ssie, założyłam blog, którego domena wskazuje, że mama to dla mnie główna, życiowa rola. Główna może nie, ale na pewno jedna z ważniejszych i wywołujących skrajne emocje. Jeśli dobro dziecka waży się na szali z moimi zachciankami – idę na kompromis z samą sobą, szukam rozwiązań, które nie każą mi wybierać dzieci albo ja i takie znajduję. Dzięki temu pracuję zdalnie i nie mam dylematów – co zrobić, gdy dziecko zachoruje. Czekam z otwartymi ramionami i rosołkiem z bio kurczaka. Matką, raz wstąpiwszy na tę drogę, będę już do końca życia.

file8291270140342

Rada trzecia – spędzaj z dziećmi wartościowo czas

No wiecie co? To jeszcze mam wymyślać nie wiadomo jakie zabawy i atrakcje? Po prostu jestem do dyspozycji – jeśli któreś chce się przytulić, porozmawiać, ale to dla mnie norma, że dzieci mają swój świat, ja swój i nie próbuję się napinać z aktywnym, edukacyjnie pożytecznym lifestylem. Slow life, jakie sobie wiedziemy to przecież też jest życie. Niekoniecznie muszę je ubarwiać tarzaniem się po podłodze. No chyba, że chcę.

Rada czwarta -miej swoją kasę, a będziesz znała swoją wartość

Długo myślałam, że nie mogę czuć się w pełni dorozwinięta, dopóki nie dysponuję sporą porcją gotówki, która w razie kryzysu małżeńskiego pozwoli mi trzasnąć drzwiami i zwiać do Paryża. Robić sporą kasę zdążę, póki co wystarczy mi do poczucia spełnienia pasja. Jasne, że w razie konieczności, wyciągnę swoje dyplomy i sporządzę CV. Póki co rozwijam się w zupełnie innym kierunku, niż wykształcenie wyższe czy praktyki studenckie wskazują i to wcale nie wyklucza zarabiania kasy.

Był okres, że te wszystkie życzliwe i często bezwiedne komentarze wpędzały mnie w kompleksy i poczucie, że nie daję rady. Szczęśliwie już się nie wstydzę, już nie słucham tych rad i doceniam każdy nowy dzień, przeżyty wedle własnego scenariusza.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments