niedoskonała mama

niedoskonała mama

komunikacja w dobie online
społeczeństwo

Komunikacja w dobie online

Nikt z nas nie jest miszczem komunikacji. Nie jesteśmy, bo tak nas wychowano, a niewielu zadało sobie trud, by coś z tym dyskomfortem zrobić. Nikt z nas nie epatuje wysokim poczuciem własnej wartości. Dlaczego? Ten sam powód – polska mentalność.

Normalność, szacunek, komunikaty ja typowe dla obcokrajowców z zachodniej granicy, to wciąż jakość funkcjonująca w naszym kraju na zasadzie ciekawostki. Studenci psychologii, uczestnicy szkoleń z porozumienia bez przemocy, wrażliwce chwytający książki o empatii, dostępują luksusu wyrażania swoich potrzeb asertywnie nie agresywnie.

Cała reszta, powtarzając za rodzicami – jebut, bo Ty taka i owaka, a Ty taki i owaki, bo Ty zawsze, a Ty nigdy. Łatwiej komuś w mordę dać, niż przyznać – jestem zła, bo Twoje zachowanie mnie zdenerwowało.

Łatwiej zmienić status na fejsbuku, rzucić zawoalowaną aluzję, niż wziąć na stronę i wyłożyć kawę na ławę. Ale bez wrzasków, bez przerzucania błotka, bez zbędnych emocji, po ludzku przyznać – zabolało gdy, zależy mi na, czuję się…

Zasada jest prosta – ten co się wścieka bierze odpowiedzialność za swoje emocje. On nie przyznał zawczasu, że ktoś przeciąga strunę, on sobie coś wyobraził, ale tego nie wyraził, więc on ma sobie poradzić z własnym emocjonalnym bagnem i nie angażować w to reszty świata, która po pierwsze – nie jest zainteresowana, po drugie – ucieszy się, że ktoś ma gorzej i pod górkę w życiu.

Zmądrzeć jednak trudniej, niż nalać sobie drinka, niż wygrażać łapami, niż przyznać – jestem na tyle słaba i na tyle mnie obchodzisz, że łatwo możesz zranić. Pracujmy nad sobą, ale nie portalach społecznościowych. Róbmy to dyskretnie i intymnie, jak intymna jest nasza relacja z daną osobą. Nie jestem moim konfliktem, nie jestem moją depresją, nie jestem moim smutkiem, nie jestem moją złością. Emocja to stan, który utrzyma się jakiś czas i minie /za De Mello/.

A my, tacy honorowi i zakompleksieni boimy się trudnych emocji. Chcemy iść przez życie z uśmiechem, bo takie są kanony sukcesu. Odcinając się od samych siebie, w imię wypełniania ról skrojonych na miarę społecznych oczekiwań, nie uśmiechamy się szczerze, ale pod publiczkę. Szczerzy się morda, ale nie raduje serce. Posty jedno, dusza inne.

Aż przelewa się czara goryczy, świat nie może się nadziwić – takie zgodne małżeństwo, takie zgrane przyjaciółki, tacy zgodni bracia. Kto by pomyślał, że po kilku głębszych zniweczą całe dotychczasowe, budowane z pietyzmem i pod publiczkę życie?

Okazja czyni złodzieja? A może sami się okradamy i szukamy rozwiązań na skróty, bo są na wyciągnięcie ręki. Praca nad sobą, szczerość, odsłona przed drugim człowiekiem nas przeraża. Bardziej niż kompulsywny drink lub dowalenie komuś w mordę.

Marta Szyszko

Comments

comments