Przenieśmy się z zacofanej, nieprzychylnej rodzinom, a w szczególności mamom – Polski do osławionej z urlopów tacierzyńskich, powszechnie dostępnych placówek oświatowych, rynku pracy otwartego na kobiety – Szwecji, by przekonać się, że tamtejsze matki, które mają WSZYSTKO nadal nie są szczęśliwe.

Do dobrego łatwo się przyzwyczaić i założę się, że gdyby zatroskanej nad niską pensją Matce Polce dać wszelkie szwedzkie przywileje, doszłaby do punktu, w którym nie musi już walczyć o przetrwanie, a nadal coś nie pasuje do całej układanki i uświęconego mitu macierzyństwa.

Rodzicielstwo, zdaniem Marii Sveland, wciąż jest sprawą kobiecą. Mężczyzna na tacierzyńskim słyszy oklaski, nawet gdy urlop trwa krócej od kobiecego, a jednak wychodzimy z założenia, że kobieta ma obowiązek utożsamiać się z rolą mamy i typowymi powinnościami, nawet jeśli są one nudne jak flaki z olejem i doprowadzają ją do frustracji.

Autorka twierdzi, że małżeństwo to instytucja, która skazuje dwoje ludzi na cykl nie-spotkań i iluzję przeżytego życia, a po mrzonkach o romantycznej miłości zostaje niewiele, poza twardą codziennością i marzeniami by się wyrwać.

Nie chcę narzekać, bo staram się wytępić ten element mojej natury, ale mimo wszystko, często pośród chwil szczęśliwości dociera do mnie, że bywam zgorzkniałą pizdą, że chciałabym tysiąca innych rzeczy od życia, niż te, na które skazuje mnie rola mamy, żony, kobiety.

Choć uważam się za osobę szczęśliwą, mam wszak rodzinę, zaradnego męża i wspaniale zajęcie zarobkowe, które płynnie godzę z opieką nad ukochanymi dziećmi, szukając lektury na wakacyjne dni, to „Zgorzkniała Pizda” przyciągnęła moją uwagę i rozgrzeszyła z wielu momentów, w których czułam się nieadekwatnie do sytuacji, bo zamiast wdzięczności, czułam wściekłość.

zgorzkniała

Czy wiecie, że nie zapraszam zbyt często gości, bo flaki mi się wywracają na myśl o tym, że po całym tygodniu preparowania domowych obiadków, ku zdrowiu mojej rodziny, miałabym jeszcze dokładać sobie w weekendy? Gdy mąż naciska, że jednak wypadałoby, mówię proszę bardzo, ale ty zajmujesz się przygotowaniem  cateringu, ja chętnie rozsiądę się w fotelu i będę zabawiać gości.

Mimo tych ambitnych planów, kobiety zanoszące talerzyki do zlewu i dbające o to, by papierek po lizaku nie walał się w salonie, przywołują mnie tam, gdzie nasze odwieczne miejsce. Co w tym czasie robią mężowie? Tak – oni piją piwo i rechoczą jak głupi do sera. I ten scenariusz powtarza się przy okazji świąt, spędów rodzinnych, umęczone kobiety podają, zbierają, a uprzywilejowani panowie nalewają drinki.

To jest właśnie brak równości, o którym wspomina Maria Sveland. Te niepozorne gesty i oczekiwania czynią z wielu z nas zgorzkniałe pizdy, autorka nawet wysuwa tezę, że z takim kulturowym dziedzictwem i w dobie wciąż żywego patriarchatu, nie można się dziwić, że tak wiele jest udręczonych kobiet, które poprawiają sobie samopoczucie alkoholem lub hodują nowotwory, bo żaden poziom frustracji nie jest w stanie skłonić ich do buntu. Przyjmują swój los. Autorka nie jest singielką, ma męża i synka, upragnioną posadę dziennikarki, a mimo to twierdzi, że nie jest łatwo być szczęśliwą. I choć mi nie wypada – zgadzam się z nią w wielu punktach, a ostatnio pokusiłam się o bunt – nie mów do mnie kobieto, traktuj mnie jak człowieka.

Po lekturze „Zgorzkniałej Pizdy” dociera do mnie, że to nie ze mną jest coś nie tak, ale z oczekiwaniami wobec kobiet i wzorcami, które ślepo powielamy, wierząc, że wszyscy inni w podobnych rolach osiągnęli spełnienie. Tymczasem hodujemy swoje prywatne kłamstwa na temat sielankowego życia rodzinnego.

„I w ogóle nie wiem, jak miałabym przeżyć nie będąc już zawsze zgorzkniała, skoro wokół jest tyle powodów do zgorzknienia. Wszystkie te kobiety o kwaśnych ustach i pustych oczach. Te, które warczą na ciebie przy chłodziarce z nabiałem, bo stoisz im na drodze. (…) Wygląda na to, że nie sposób tego uniknąć w społeczeństwie, które dyskryminuje, gwałci, maltretuje i znieważa dziewczynki i kobiety.

Siedzę w samolocie na Teneryfę. Jestem tak cholernie zmęczona, tak brzydka, tak kurewsko zła. Nie, nie zła, wkurzona. Tak długo już jestem zła. Usztywnia mnie stwardniała szara masa. Sprawia, że chce mi się pić zbyt dużo wina i zapomnieć o wszystkim, co brzydkie.”

M. Sveland „Zgorzkniała Pizda” Wyd. Czarna Owca

recenzja: Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments