Jak wiele naszych zachcianek sterowanych jest zewnętrznie? Dziewczęca modelka przekonuje do zakupu perfum, podczas gdy za kilkaset złotych zapewniamy sobie drażniący otoczenie alergen, który za jakiś miesiąc, będzie stał zakurzony w łazienkowej szafce.

Kolejna bluzka z przeceny, z której po kilku praniach możemy zrobić użytek do przecierania podłogi. Szampony, kremy pełne syntetyków, które z włosów robią siano, a z czterdziestoletnich kobiet stare, pomarszczone pudła.

Kupujemy, żeby się pokazać, nabywamy, bo mają inni, decydujemy się na zagraniczny kurort, gdzie za uśmiech hotelowej obsługi, jesteśmy lżejsi o kilkadziesiąt euro dziennie. A ile w tym wszystkim prawdziwego funu?

Normą stało się wydawanie więcej, niż na przelewie z wypłatą, nie chodzi mi o artykuły pierwszej potrzeby, ale zachcianki, luksusy i fanaberie.

money

Czy kolejny gadżet, przyjemność, zakup mają być antidotum na to, że tak naprawdę nie znamy siebie? Nie wiemy co mogłoby nas uszczęśliwić, więc płyniemy z mainstreamem, z szumem reklam i obietnicą szczęścia tryskającą z bilbordów.

A może współczesny przepych ma być rekompensatą za szary PRL? Za wyrzeczenia, za nudę zapijaną alkoholem? Odpowiedzmy sobie szczerze, kiedyś tym powodem była nuda, współcześnie presja, stres, pośpiech i szturchanie do przodu – szybciej, dalej, więcej! Lęk przed zasiedzeniem, przed wyjściem z obiegu, a nawet fomo (fear of missing out). Kieliszek ląduje przy ustach, chwila ulgi, odprężenia i kolejny dzień, nowe wyzwania.

Brak gotówki nieodzownie wiąże się dziś z dotkliwym poczuciem upokorzenia. Nie wstydzimy się brylować na portalach społecznościowych opróżnianą w samotności butelką wina. Otwieraną przy okazji spełnienia nowej zachcianki lub dotarcia do upragnionego kurortu. Współczesny synonim luksusu = procenty. Cała ta oprawa chyba ma tu niewielkie znaczenie, a sens życia niewiele odbiega od tego z szarego PRL-u.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments