niedoskonała mama

niedoskonała mama

pilot
felieton

Jak nie zdziadzieć?

Żeby zdziadzieć nie trzeba wiele, opona, pilot, puszka piwa i szum programów dla mas, jako przeciwwaga żywiołowych lat. Stateczność, pierwsze zmarszczki, odhaczone kolejne punkty programu – wesele, chrzciny, rocznice i inne imprezki suto zakrapiane alkoholem, by jakoś wytrzymać w swoim towarzystwie.

Żeby zdziadzieć, nie trzeba wielu lat na karku, bo można się tego dopuścić przed trzydziestką, by po pięćdziesiątce odkryć czym ten świat stoi.

Odkryć swoje oczekiwania, a nie cudze, możliwości, które przykryły powinności wpojone lata temu, a w obliczu uciekających minut i braku czegokolwiek do stracenia, nabierające nowych konturów.

Zdziadzieć nie trzeba zewnętrznie, to nie znaczy, że przywdziewasz trzy paski, przewiązujesz gumką wokół wylewającego się brzucha i głaszczesz dłonią przerzedzone czoło.

Zdziadzieć można z oprawkami Ray Bana na nosie, silikonem w ustach i w markowym kostiumie za kilka tysięcy.

Zwiędnąć, odbębniać swój dzień, mówić, ale bez emocji w głosie, odpowiadać, ale nie słuchać ani jego, ani siebie. Być obojętnym, być znieczulonym, być pustym i przezroczystym.

Zdziadziały ma mnóstwo pretensji do witalnych, kreatywnych, chwytających dzień. Niebezpiecznie z nimi kontrastuje, obawia się, że on sam od siebie mógłby zacząć cokolwiek wymagać, a na starych, wysłużonych śmieciach najbezpieczniej się zalega, choć często dotkliwie uwierają.

Wśród zdziadziałych bardziej, przebywa się z czystym sumieniem. Można było niżej upaść, mniej osiągnąć, gorzej aspirować? Zawsze!

Zdziadziały czasem przebudza się z letargu, wdraża regularny jogging. Kłuje w oczy dawnych ziomków, budząc niesmak, wrogość i agresję. Przestał pasować im, zaczął samemu sobie.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments