Wewnętrzny imperatyw działania mocno jest w matce zakorzeniony, ale jak to ja nic nie muszę? Mogę spokojnie wydudnić herbatę, w okowach ciszy zagłębić w czytadło dla znudzonych kur domowych, poprzeglądać blogi, sprawdzić co w internetowej trawie piszczy.

Nie myśl o dzieciach, radzą sobie świetnie, są w dobrych rękach, każdy potrzebuje oddechu – matka od dzieci i one od matki. Szukam siebie w pustych ścianach, trudno zagrzać miejsce, czas bezwstydnie trwoniony unosi się jak ciężka mgła zamiast cieszyć.

Podskórnie wybita z rytmu, świadoma tego, że czas upływa, a osobna przestrzeń jest niezbędna, że kiedyś stanie w drzwiach syn,  tubalnym głosem oznajmi – wyprowadzam się, mama. Córka w przypływie buntu zagrzeje miejsce na wymianie studenckiej, wróci kiedyś do kraju, albo i nie.

Mąż cierpliwie czekawszy na swoją kolej, nie będzie wiedział czemu nie szaleję z radości, czemu dzieci są tym bliżej, im większa dzieli nas odległość.

Czy mogłam wiedzieć to wszystko, widząc dwie kreski na teście? Przewidzieć, że oto kiedyś stanie przede mną, zamiast dziewczynki – świadoma siebie coraz bardziej, kobieta. A ja nie będę miała nic do gadania, po latach zaangażowania w opiekę, odbieranie ze szkoły, będę musiała zadowolić się weekendową wizytą, o ile nie zajdę za mocno za skórę?

Taka jest kolej rzeczy, druga młodość przed tobą, no masz, nachap się podróżami, samotnymi wieczorami z książką pod kocem, kolacjami z mężem przy świecach. Zapomnij, że byłaś taka niezbędna, z każdym rokiem już mniej nieodzowna, zajmij się sobą i nie jęcz, nie bierz na litość, nie wzbudzaj poczucia winy, znaj swoje miejsce, nie wchodź z buciorami w ich życie.

To właśnie przelatuje mi przez głowę – że śpiew córki i śmiech synka będą odległym wspomnieniem. Czy ja potrafię rozstać się z dzieckiem, w moich dorosłych, za ileś lat, dzieciach? Z macierzyństwem? A może dlatego rzucamy się na wnusie, jak szczerbaty na suchara, bo odpowiedź brzmi – zapomnij, to niemożliwe…

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments