Egoizm, hedonizm i kariera są fajne. I tu nie ma żadnego – ALE. To nie jest tekst z cyklu – moje życie jest takie puste, bo nie mam okazji się poświęcać.

Dorota Lipińska, która raczy Was co wtorek felietonami, wspomniała w jednym z nich, że zależało jej kiedyś na poznaniu mężczyzny, ale w międzyczasie zaczęła poznawać siebie i gdy już siebie poznała, pojawił się ten jedyny (taki był sens, choć innymi słowami).

Ja poznaję siebie dopiero teraz i na początku zareagowałam paniczną potrzebą sprawienia sobie kolejnego potomka. Ale w międzyczasie zaczęłam poznawać smak beztroski, takiej drugiej tury – późno macierzyńskiej.

Smak dni, gdy jedynym dylematem jest: rolki, czy rower? Wskoczyłam w rolki, dzieci na rowery, one udały się na spacer lasem pod opieką tatusia, ja chodnikiem, po 10 minutach wyciągnęłam się na ławce niedaleko placu zabaw, zbierałam promienie słońca. Pokrzyki dzieci i silny, marcowy wiatr przywołały wspomnienie plaży w sezonie, gdy sama byłam dzieckiem. Poczułam się spełniona i szczęśliwa. Na ławce nieopodal siedziały dwie mamy, z siatami, podjadające wafle ryżowe i mówiące między sobą – pewnie nie ma dzieci…

W tym momencie podbiega do mnie radosny syn i córeczka, mamo, mamo, zobacz co ja potrafię! W jednej kobiecie coś drgnęło, poprosiła koleżankę, by zerknęła na syna i po chwili wróciła z mężem – to ty zostaniesz z tatą, ja idę coś załatwić.

Wróciliśmy i niespiesznie odgrzaliśmy pomidorową z dnia poprzedniego, mam znów czas na rozmowy ze swoim mężem, na spędzanie leniwego popołudnia w wysłużonych pieleszach. Choć czasem buntuję się i nie mam ochoty gotować, sprzątać, deep inside to wiele dla mnie znaczy. Wiem, że wspólne chwile budują nas i uodparniają od latawic, gotowych się zakręcić obok cudzego samca, od poczucia niespełnienia w związku, które często towarzyszy zbytniej koncentracji na pracy i hedonizmie.

Myślę, że można wyróżnić zdrowy egoizm i hedonizm, który pomaga rodzinę budować, który sprawia, że zaspokajając swoje potrzeby, mamy z czego dawać sobie nawzajem i dzięki temu jesteśmy szczęśliwi.

Polubiłam takie życie – życie z odchowanymi dziećmi, które można zarażać pasjami do sportów zimowych i letnich, z czasem dla siebie i dla mojego męża, z leniwymi niedzielnymi porankami, gdy mogę niespiesznie dodać tekst na blog. I nie jestem tak przekonana, jak jeszcze kilka tygodni temu, czy potrzebna mi teraz kolejna rewolucja.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments