niedoskonała mama

niedoskonała mama

newborn
felieton

Dziesiąty miesiąc

Wiecie, kiedy jestem onieśmielona? Kiedy się czegoś obawiam, kiedy dopada mnie stres. Zrobiłam się taka właśnie cichutka, kiedy z fałszywym alarmem jechaliśmy do szpitala przed dwoma niemal tygodniami.

Teraz ponownie uległam temu totalnemu onieśmieleniu, a to za sprawą czopa śluzowego (pożal się boże za tę obrzydliwą nazwę), który właśnie straciłam. Czop ten był tematem mojego szczerego zainteresowania już od kilku tygodni. Muszę przyznać – nazwa, choć obrzydliwa, jest całkiem adekwatna, a pomylić się rzeczywiście nie sposób, więc zasada „będziesz wiedziała, że to to” zaczyna się sprawdzać.

Zaraz potem wybiegłam z łazienki, żeby oznajmić D. tę radosną nowinę i ze zdziwieniem odkryłam, że mówię nagle tonem nieco wyższym, „pieszcząc” się nieco ze słowami.

Zrobiłam się onieśmielona i zażenowana, a teraz czuję, że odrobinę mi niedobrze. I chociaż nie wykluczam, że ma to związek z ogromną ilością słodyczy, jakie pochłonęłam w ciągu dzisiejszego wieczoru, czuję, że zaczynam być podenerwowana zbliżającą się wielką niewiadomą… „może tej nocy”  stało się dla mnie bowiem nieco realniejsze…

22.01.2011 r.

Dziesiąty miesiąc. Miało być ich dziewięć. Kompozycja harmonijna, idealna. Złożona z trzech części po trzy miesiące każda. Trójka jest wszakże liczbą doskonałą, bo boską. Trójka symbolizuje przecież Trójcę Świętą. Trójka jest kompozycyjnie zamknięta, skończona – ma początek, środek i koniec. I jako taką świętość, ideał niemal postrzegałam ten stan błogosławiony, póki nie doznałam najprawdziwszego z prawdziwych objawienia – jestem w dziesiątym miesiącu ciąży!

Momentalnie zrozumiałe stało się zatem dlaczego utraciłam całą moją emocjonalną stabilność; dlaczego zrobiłam się płaczliwa, marudna i dlaczego terroryzuję D., mówiąc, że „on TO tam włożył, więc niech TO teraz wyjmie”! Rozumiem już, dlaczego jednej doby śpię cztery godziny, aby w kolejnej przespać ich niemal dwadzieścia.

Rozumiem już skąd moje zmęczenie maleństwem, choć jeszcze go nie ma… Całe to moje rozedrganie przez tę liczbę – dziesięć. Dziesiątka jest przecież pozbawiona harmonii, ułomna. Nie jest święta, nie jest też kompozycyjnie zamknięta. Jedyne, co miłe to strzał w dziesiątkę :) I jeśli właśnie trafiłam, liczę, że wreszcie urodzę.

Epilog

Trafiłam wtedy wreszcie w dziesiątkę – wieczorem skurcze zaczęły się nasilać, a o północy odeszły mi wody. 23 stycznia 2011 r. o godzinie 8:55 poznałam Darię Zuzannę Lipińską – dziewczynkę, która dopełnia moją rodzinną Trójkę. Dziewczynkę, która stała się trzecim filarem mojego świata.

Zapraszam Was do lektury cyklu „Po drugiej stronie lustra” – już za tydzień pierwszy felieton o świecie, który po porodzie już nigdy nie był taki, jak wcześniej.

 tekst: Dorota Lipińska

Autorka bajek dla dzieci, założycielka www.soojka.pl

logo soojka.pl

Comments

comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o