Znam kobiety, dla których punktem honoru jest pedantycznie prowadzony dom. Kołnierzyk i falbanka uprasowane bez zarzutu, w tym dążeniu do perfekcji, nawet włosy pozbawione są spontaniczności. Wszystko pod kontrolą.

Czy to daje im szczęście? Mi by nie dawało, często jestem oceniana przez pryzmat wymiętej bluzki lub truskawkowej buzi dziecka, której nie przetarłam na czas. W moim przypadku zasada – brudne dziecko to szczęśliwe, wykracza znacznie dalej – zapuszczona chata, gdy oddaję się pisaniu, nieumyte rączki i ząbki przed obiadkiem i tuż po, ale za to kupa śmiechu, bałaganu, to radość, luz i spontan matki.

W bałaganie jest coś z odpuszczania (poza lenistwem i rażącym niedbalstwem tępionym testem białej rękawiczki), jest przyzwolenie dla bierności w tym zakresie, jest nieprzejmowanie się przedmiotami, bo one i tak nie mają uczuć, a my – ludzie i owszem, czy warto wpadać we frustrację dla stołu, ściany lub krzesła?

Kto ustala normy normalności, prawidłowo prowadzonego domu? Twoja mama, teściowa, spuścizna poprzednich pokoleń kobiet, czy Ty sama? Powiedzmy sobie szczerze – czy poza bielą koszul męża i nienagannym rosołkiem z ręcznie ugniatanym makaronem, była przestrzeń na ich śmiech, na radość i przyzwolenie dla oddania się swoim pasjom, które obserwują córki?

Bądź szczęśliwa, Mamo – tego Ci życzę! Niech to będzie Twój dzień, ale nie tylko ten jeden, bądź sobą i nie zapominaj o sobie!

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments