Dlaczego nie powinniśmy mówić dzieciom: „gdyby nie ty, ułożyłabym sobie życie”, „przez ciebie rozbolała mnie głowa”, „zobacz, jak mnie zdenerwowałeś” – jakie to może mieć dla nich konsekwencje?

EW: Takie wyrzuty (lub zarzuty) oznaczają, że osoba — nie tylko dziecko — przeszkadza w życiu, jest niepotrzebne lub męczące i nielubiane. Dorośli, gdy coś takiego słyszą, mogą się bronić, postawić kontr-zarzut albo odwrócić się i poszukać sobie kogoś bardziej sympatycznego. Dziecko nie. Nie ma dokąd pójść, jest zdane na tych rodziców, tych dorosłych, z którymi musi przebywać i od których jest bezgranicznie zależne. Dziecko przyjmuje, to co słyszy od ważnych dorosłych, jako wyrocznię. Może nie od razu, ale słysząc takie słowa wielokrotnie, dziecko stopniowo je przyswaja jako ocenę własnej osoby. Rzutuje to potem na poczucie własnej wartości. Jeżeli takie dziecko nie otrzyma odpowiednio wielu dobrych komunikatów od innych ważnych osób (na przykład od dziadków czy od mamy innego dziecka lub od wychowawczyni w przedszkolu) — że jest ważne, kochane, miłe i sprawia radość — to utrwali się w nim zwątpienie w siebie i poczucie niezadowolenia z tego, jakie jest.

Pisze Pani w jednym z wywiadów, że współuzależnienie nie dotyczy jedynie relacji dorosłych partnerów, ale też na przykład matki i dziecka. Po czym poznamy współuzależnienie?

EW: Współuzależnienie , z ang. co-dependency,  odnosi się do najbliższej osoby towarzyszącej komuś uzależnionemu. A więc współuzależniona może być np. żona alkoholika, lub rodzic hazardzisty czy narkomana. Owe współuzależnione osoby mimo woli przyczyniają się do podtrzymania uzależnienia i wspomagają patologię, chociaż pragną czegoś odwrotnego. Okazują swoje przywiązanie i miłość do osoby uzależnionej, opiekując się nią, pozwalając się oszukiwać i krzywdzić np. dając pieniądze, spłacając długi, kłamiąc dla „ratowania” przed sądem lub policją itp.

Między matką i dzieckiem może również wytworzyć się taki niezdrowy stosunek. Matka może na przykład być nadmiernie ustępliwa, nadopiekuńcza, może pozwalać dziecku na złe zachowania, które jednak wcale nie są dosłownie „uzależnieniem”. Matka jednak może chronić dziecko przed konsekwencjami naruszania norm lub przepisów prawa. A czasem, dogadzając niemądremu dziecku, spełniać jego szkodliwe lub niezdrowe zachcianki (np. słodycze, nadmiar zabawek, oglądanie tv, pozwalanie na nieograniczony dostęp do komputera itp.) Relacja między rodzicem — szczególnie matką — a dzieckiem, jest wyjątkowa przez swoją biologicznie uwarunkowaną silną pierwotną więź. Ta więź może niekiedy powodować przeniesienie odpowiedzialności za postępki dziecka właśnie na matkę.

Dodajmy, że ludzie blisko ze sobą związani emocjonalnie i życiowo zawsze są od siebie mniej lub bardziej uzależnieni. Właśnie to sprawia, że czujemy się rodziną lub parą. Gdy zależność między ludźmi jest wzajemna, a nie jednostronna, to przynosi wiele korzyści. Polega na tym, że pytamy się wzajemnie o zamiary, planujemy swoje przedsięwzięcia tak, by druga strona nie poczuła się pominięta lub odrzucona, wspieramy się w chwilach prób i trudności, wspólnie przeżywamy choroby czy porażki, wspólnie świętujemy sukcesy i poświęcamy niekiedy swoje zachcianki lub potrzeby dla drugiej osoby.

Natomiast uzależnienie od kogoś niesymetryczne, jednostronne, prowadzi na ogół do relacji niekorzystnej, przede wszystkim dla tej osoby, która jest podporządkowana, nie ma swojego zdania, musi się dostosowywać do innych i rezygnuje ze swoich ambicji, planów czy zamierzeń.

Czego nie robić dla osoby uzależnionej?

EW: Nie należy zwalniać osoby uzależnionej z odpowiedzialności za własne postępowanie. To jest w ogóle podstawowa zasada, na której należy budować dobre, sprawiedliwe stosunki między ludźmi. Ponoszenie konsekwencji nieswoich czynów sprawia, że druga osoba może nie dostrzec, a przede wszystkim nie odczuć negatywnych aspektów własnego postępowania. Będzie więc mogła uważać, że postępuje właściwie. Ma tym polega paradoks współuzależnienia: pomoc nie prowadzi do opamiętania i zaprzestania złego postępowania, lecz na odwrót, do utrwalenia tego postępowania i przekonania, że wszystko jest w porządku. A narzekania, pretensje lub zagniewanie przypisuje się złym intencjom albo wręcz złemu charakterowi nadopiekuńczej osoby współuzależnionej.

Jakie korzyści czerpiemy z przyjmowania w życiu roli?

EW: Zacznijmy od tego, że występujemy w życiu w rozmaitych rolach. I to jest naturalne, bo życie wymusza najróżniejsze postawy, działania, zachowania i reakcje. W jednej roli — na przykład jako matka — świadczysz pomoc, w innej — na przykład jako pacjentka — sama korzystasz z pomocy. Jeżeli zbyt sztywno przyzwyczaisz się do jakiejś roli, zwykle dzieje się to w dzieciństwie, w późniejszym życiu możesz mieć trudności z „wyjściem” z tej roli  i stale będziesz albo świadczyć pomoc, albo tylko oczekiwać pomocy.

W sztywnej roli bardzo łatwo przestać się rozwijać, a więc uczyć się nowych umiejętności, radzenia sobie z wyzwaniami, odpowiedniego reagowania na zmieniające się sytuacje. Przyjmowanie jednej roli ogranicza wolność, gdyż postępuje się szablonowo, według jednego wyuczonego schematu. Za korzyść można wtedy uznać oszczędność energii, działanie mechaniczne, odruchowe. Zawsze byłam posłuszna , no to nawet gdy coś mi nie służy, też jestem posłuszna. Nie ryzykuję. Nie ponoszę odpowiedzialności, bo to „nie ja” decyduję, tylko moja „rola osoby posłusznej”. Albo odwrotnie, zawsze ja decyduję i zarządzam, więc będę decydować nawet w chorobie, nawet gdy zdarzy się coś, na czym się nie znam — ja mimo to biorę na siebie odpowiedzialność, nie pytam o radę ani nie proszę nikogo o pomoc, ponieważ moją rolą jest decydowanie, zarządzanie, kontrolowanie.

Jakakolwiek sztywna „rola” staje się schematem, swoistą matrycą lub szablonem, gdyż niezależnie od okoliczności i warunków narzuca określony sposób postępowania, reagowania, a nawet myślenia wraz z systemem przekonań na swój temat, na temat innych ludzi i świata w ogóle. Jest to bardzo statyczny, nierozwojowy model egzystencji. Zwykle prowadzi do dysfunkcji i rozczarowań.

Jakie przykładowe przekonania mogą nas dołować i wpędzać w rolę ofiary, czym je zastąpić, by przestać pełnić tę rolę?

EW: W roli ofiary najłatwiej utknąć dzięki przekonaniu, że „niepotrzebnie się urodziłam, nic nie potrafię, do niczego się nie nadaję, nikomu na mnie nie zależy, z niczym sobie nie poradzę”. Takie „skrypty” zachowujemy często w podświadomości, a niekiedy także w świadomej pamięci, dzięki przekazom pozostawionym nam od wczesnego dzieciństwa przez rodziców lub inne ważne osoby. Jedynym sposobem, aby się od tych niedobrych komunikatów uwolnić, jest uzyskanie pozytywnych informacji zwrotnych na swój temat od innych ludzi, których spotykamy już w dorosłym życiu. Bardzo ważnym zadaniem „ofiary” jest dobieranie sobie właśnie takich ludzi — życzliwych, nietoksycznych, wspierających, zdolnych do przyjaźni, lojalności i miłości.

Jak rozmawiać z dziećmi o nałogu któregoś członka rodziny, np. dziadka, który z nami nie mieszka, ale widujemy go na uroczystościach rodzinnych? Lepiej odciąć się od osób uzależnionych, które nie podjęły leczenia, a może wyznaczyć jakieś zasady – nie zostajesz sam z dziećmi, przy nas nie pijesz? Jak się upijesz, wychodzimy?

EW: Jednej reguły tu nie ma. Wszystko zależy od tego, jak osoba z problemem alkoholowym zachowuje się i co konkretnie robi. Dzieci też nie są jednakowe. Bardzo małe trzeba chronić, ale nie znaczy to, że zawsze trzeba je totalnie izolować. Nie powinny uczestniczyć w scenach przemocy, wulgarności, agresji, ale w rodzinnych sytuacjach mogą przecież zetknąć się z nadmiernym pijaństwem lub innymi objawami alkoholizmu kogoś z członków rodziny. Z dziećmi trzeba o trudnych sprawach rozmawiać. Najlepiej odpowiadać na pytania, jakie dzieci nurtują. Używajmy języka zrozumiałego, bezpiecznego, to znaczy takiego, które nie przysporzy wstydu lub przykrości. Na przykład, źle jest powiedzieć o dziadku „alkoholik”, ponieważ powtórzone w szkole może stać się powodem wyśmiewania lub odrzucenia przez rówieśników. Używając słów „problem alkoholowy”, „uzależnienie” lub „choroba” zasygnalizujemy, że sprawa jest poważna i wymaga leczenia, chociaż nie zawsze łatwo do niego namówić osobę z problemem.

Często bardzo skupiamy się na uzależnieniu któregoś członka rodziny – ojca, matki, męża lub żony. A co powinniśmy zrobić dla siebie, w jakim wieku można zacząć szukać pomocy, uczęszczać na terapię? Jakie terapie Pani poleca dla członków rodzin osób uzależnionych? Warto?

EW: W samolotach informuje się, że osoba dorosła podróżująca z dzieckiem powinna, w razie zagrożenia, najpierw założyć maskę tlenową sobie, a dopiero potem dziecku. Jest to mądra, życiowa zasada. Jeżeli kimś się musisz opiekować bo sam sobie nie poradzi, to najpierw zadbaj o siebie. Aby zajmować się kimś niezdolnym do samodzielności, kimś nieodpowiedzialnym — obojętnie z jakiego powodu — trzeba mieć siły, zdrowie, kompetencje, umiejętności i chęci do niesienia pomocy. Dlatego bliscy żyjący z osobą z problemem alkoholowym czy innym uzależnieniem lub chorobą, powinni uzyskać odpowiednią wiedzę o danym problemie i możliwościach skutecznego leczenia w swojej okolicy. Sami powinni też mieć życzliwy system wsparcia, czyli grono ludzi uświadomionych i pomocnych. Można ich znaleźć w grupach rodzinnych Al.-Alanon oraz w poradniach uzależnień. No i oczywiście także w swoich rodzinach, w środowisku towarzyskim, ale pod warunkiem, że o problemie rozmawiamy szczerze i wszyscy zainteresowani posiądą odpowiednią wiedzę o tym problemie. Wiedzy nie brakuje w literaturze, której u nas jest mnóstwo. W fachowych, ale przystępnych czasopismach (np. „Świat problemów” czy „Remedium”) i w dziesiątkach książek, których nie brak w księgarniach i bibliotekach. Najgorsza rzeczą jest ukrywanie problemu alkoholowego, zresztą każdego innego też, ponieważ wtedy najtrudniej pomóc.

Ewa Woydyłło, 15 sierpnia 2016r.

Przydatne linki i telefony:

http://fundacja.aa.org.pl/fundacja/ tel: +48 (22) 828-04-94

http://www.al-anon.org.pl/ tel: tel. 22 299 25 85

http://www.al-anon.org.pl/alateen.html

http://www.parpa.pl/ tel: (+48 22) 250 63 25

Polecane książki:

“Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzata Halber, Wydawnictwo Znak LiteraNova

„Gdzie się podziało moje dzieciństwo? O dorosłych dzieciach alkoholikow”, Wyd. Charaktery

„Podnieś głowę” Ewa Woydyłło, Wyd. Literackie

„Alkoholizm. Grzech czy choroba? Wiktor Osiatyński, Wyd. Iskry

”Rak duszy. O alkoholizmie” Ewa Woydyłło, Wyd. Literackie

rak duszy

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments